Wbrew fatalnym nastrojom w Azji i w Europie nowojorskie indeksy odrobiły straty z otwarcia. I zakończyły czwartkową sesję na niewielkim plusie. Momentem przełomowym było pojawienie się informacji o zabójstwie brytyjskiej parlamentarzystki.


Gdy Amerykanie wchodzili na rynki, w Europie trwał pogrom banków, co wiązano (jak zresztą wszystko w ostatnich dniach) z perspektywą brytyjskiego referendum, które zaplanowano na 23 czerwca. Tego dnia Brytyjczycy mieli się opowiedzieć, czy są za czy przeciw wystąpieniu z Unii Europejskiej.
Piszę w czasie przeszłym, ponieważ w czwartek po południu doszło do zabójstwa brytyjskiej posłanki Partii Pracy. Pani Jo Cox – socjalistka i zwolenniczka pozostania Wielkiej Brytanii w UE – została zastrzelona przed swoim biurem. W efekcie obie strony politycznego sporu zawiesiły kampanię przed referendum. To wydarzenie może odwrócić rosnący trend poparcia dla Brexitu oraz doprowadzić do przełożenia daty referendum.
Tak przynajmniej zdają się interpretować to tragiczne wydarzenie uczestnicy rynków finansowych. Gdy wiadomość o śmierci brytyjskiej posłanki trafiła na nagłówki serwisów informacyjnych, Dow Jones zaczął rosnąć, z przeszło 100-punktowej straty wychodząc na blisko 100-punktowy plus. Ostatecznie DJIA zakończył czwartek wzrostem o 0,53%, do 17.733,10 pkt.
Indeks S&P500, który o otwarciu tracił już ponad 1% zdołał zakończyć sesję zwyżką o 0,31%, osiągając wartość 2.077,99 pkt. Nasdaq urósł o 0,21%. W ten sposób amerykańskie indeksy przerwały trwającą pięć sesji spadkową serię.

Niczego nowego nie wniosły czwartkowe posiedzenia banków centralnych. Zarówno Bank Japonii jak i Szwajcarski Bank Narodowy jak i Bank Japonii nie zmieniły parametrów polityki monetarnej. Wszystkie trzy nadal pozostają w trybie ultra-ekspansywnym z historycznie niskimi stopami procentowymi (w Szwajcarii i Japonii wręcz ujemnymi) i (w Japonii i Wlk. Brytanii) otwartymi programami „ilościowego luzowania” polityki monetarnej.
































































