Czerwcowy raport Departamentu Handlu był kolejną z cyklu publikacją „dobrych” danych z gospodarki. W maju nominalne dochody Amerykanów wzrosły o 1,9% m/m, co było efektem przyznania amerykańskim rodzinom nadzwyczajnych ulg podatkowych. W związku z tym ekonomiści prognozowali, że w czerwcu dochody ludności spadną o 0,1%, tymczasem odnotowano wzrost o 0,1%. Dzięki temu wydatki konsumpcyjne zwiększyły się o 0,6% m/m, zamiast oczekiwanych 0,5%.
Jednakże dane te tylko pozornie pokazują poprawę poziomu życia Amerykanów. W ujęciu realnym w czerwcu wydatki zmniejszyły się bowiem o 0,2% m/m, zaś od początku roku wskaźnik ten pozostaje praktycznie bez zmian. Oznacza to, że wzrost nominalnych dochodów (i wydatków) jest niwelowany przez rosnącą inflację. W czerwcu wskaźnik inflacji wydatków konsumpcyjnych osiągnął dynamikę 0,8% m/m, a bez ujęcia cen energii i żywności (tzw. PCE Core) było to 0,3% m/m i 2,3% r/r. Ekonomiści spodziewali się wyniku na poziomie 0,2% m/m i 2,2% r/r.
Ten ostatni wskaźnik jest ulubioną miarą inflacji obecnego kierownictwa Rezerwy Federalnej i jego wzrost powyżej preferowanego poziomu 2% oznacza większe szanse na podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
W rezultacie o godzinie 14:40 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5559 dolara, a więc o 0,1% niżej niż na zamknięciu piątkowych kwotowań. Względem jena amerykańska waluta zyskiwała 0,5%, osiągając cenę 108,20 jenów.
K.K.































































