Jakie jest stanowisko NBP w kwestii wprowadzenia w Polsce euro – w jaki sposób powinniśmy się do tego przygotować i kiedy to powinno nastąpić? Czy NBP nie powinno określić sprecyzowanej daty, w której Polska mogłaby dokonać tej operacji?
– Nie zgadzam się z wyrażonym przez pana poglądem, że Narodowy Bank Polski powinien określać konkretną datę wejścia Polski do strefy euro. Przykładowo: węgierski bank centralny z ustalonych terminów był zmuszony się wycofać, po decyzji tamtejszego rządu. Wprowadziło to pewne zamieszanie na rynku. Także Czechy uznały, że tej daty nie należy dokładnie określać. Dlatego sądzę, że postawa Polski w tej kwestii jest słuszna. Poza tym ustalenie konkretnej daty leży w gestii rządu. Narodowy Bank Polski powinien natomiast dostarczyć kompletną ocenę kosztów i korzyści – zarówno ekonomicznych, jak i społecznych, wspomagających podjęcie decyzji przez Radę Ministrów. Rok 2012 jest – moim zdaniem – technicznie najwcześniejszym terminem przystąpienia do strefy euro. Czy jednak ta data zostanie ustalona przez rząd – tego nie wiem. Ewentualne przyjęcie wspólnej waluty musi być poprzedzone przejściem przez mechanizm ERM2, w ramach którego oceniona zostanie stabilność naszej waluty, jako jedno z kryteriów traktatu z Maastricht. Obecnie spełniamy już wszystkie wymogi fiskalne i monetarne, niezbędne do przystąpienia do strefy euro. Jednak poddanie się ostatniemu testowi na spełnienie kryteriów stabilności waluty, który dokonuje się w trakcie dwuletniego przebywania w mechanizmie ERM2, powinno być poprzedzone świadomą i rozważną decyzją, kiedy przystąpimy do unii monetarnej.
Co stanie się z rezerwami NBP w momencie wejścia Polski do strefy euro? Czy zostaną przewalutowane? Czy rosnące rezerwy walutowe powinny zostać wykorzystane także w jakiś inny sposób, niż tylko jako „poduszka” bezpieczeństwa dla krajowego systemu finansowego?
Faktem jest, że rosną one także na skutek napływu do Polski środków pomocowych z Unii Europejskiej. Zgodnie z obowiązującymi przepisami część rezerw docelowo przekażemy do Europejskiego Banku Centralnego, natomiast pozostała część będzie nadal zarządzana przez Narodowy Bank Polski, służąc naszym, krajowym celom. Za wcześnie jest na rozmowę o tym, jaki model zarządzania tymi rezerwami zostanie przyjęty – pasywny czy aktywny. Natomiast mówiąc o innych możliwościach wykorzystania rezerw, choćby o wcześniejszym pomyśle wykorzystania środków z tzw. rachunku rewaluacyjnego, należy pamiętać, że był to tylko zapis księgowy wynikający z niezrealizowanych różnic kursowych. O ile na koniec 2003 roku rezerwy wynosiły 32 mld zł, to wskutek aprecjacji kursu złotego rachunek ten został prawie całkowicie wykorzystany do 2006 roku. Jego pozostała, niewielka część, skończyła się w pierwszym kwartale 2007 roku. Zatem problem z wykorzystaniem rachunku rewaluacyjnego zniknął wraz z jego wyczerpaniem.
Czy impuls inflacyjny, który miał miejsce w ostatnich miesiącach starego roku to tylko przejściowe zjawisko? Czy NBP powinien skupiać się tylko na celu inflacyjnym, czy też włączyć się wspólnie z rządem i Ministerstwem Finansów w animowanie wzrostu gospodarczego?
Tę kwestię rozstrzyga art. 3 ustawy o Narodowym Banku Polskim. Stanowi on o tym, że bank centralny ma dwa cele: cel podstawowy, polegający na dbaniu o stabilność cen oraz cel drugi: wspieranie polityki gospodarczej rządu, jednak o ile nie ogranicza to celu podstawowego.
Nie widzę przeszkód związanych ze współpracą z rządem przy realizacji tego drugiego celu – podkreślam jednak, że pod warunkiem, że nie stoi on w sprzeczności z celem pierwszym. Co więcej, uważam, że najlepsze efekty dla gospodarki daje połączenie polityki pieniężnej i fiskalnej, tzw. policy mix. Należy zatem zachować zdrowy rozsądek pomiędzy dbałością o niską inflację i wzrost gospodarczy. Osiąganiu tych celów powinna sprzyjać polityka pieniężna.
Jeżeli mamy na przykład problemy ze wzrostem inflacji, to musimy przeanalizować jej przyczyny i wpływ reakcji banku centralnego na przyszły poziom cen, ale także na aktywność gospodarczą. Impuls inflacyjny, który pojawił się pod koniec 2007 roku, miał natomiast głównie charakter podażowy i nastąpił na skutek wzrostu cen żywności i ropy naftowej. To spowodowało, że inflacja okazała się wyższa od prognozowanej zarówno przez Narodowy Bank Polski, jak i inne ośrodki badawcze – nie tylko w Polsce, ale w większości krajów na świecie. Obecnie należy dokonać analizy, czy jest to zjawisko „szokowe” i tymczasowe, czy element nowego trendu.
W najbliższych latach nie można wykluczyć zaistnienia w Polsce kryzysu finansowego, związanego m.in. z pogłębianiem związków naszego rynku z globalnym rynkiem finansowym. Czy i w jaki sposób polski bank centralny jest do tego przygotowany – czy rolę „amortyzatora” w razie wystąpienia takiego kryzysu będzie spełniał głównie NBP, czy też może inne instytucje, np. Bankowy Fundusz Gwarancyjny?
Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest ważnym ogniwem sieci bezpieczeństwa finansowego, ale to Narodowy Bank Polski pełni w niej wiodącą rolę. Bowiem w przypadku utraty płynności przez banki komercyjne, to bank centralny realizuje funkcję tzw. pożyczkodawcy ostatniej szansy. Wobec tego to NBP – tak jak banki centralne w innych krajach – pełni niezastąpioną rolę w dbaniu o stabilność systemu bankowego. Niedawno zorganizowaliśmy ćwiczenie symulacyjne: zaaranżowana została sytuacja kryzysowa, o której wiedziały w NBP tylko trzy osoby. Wszyscy inni uczestnicy tej symulacji byli w sposób naturalny zaskoczeni problemem, który się pojawił „w czasie rzeczywistym”. Uczestniczyli w niej również pracownicy Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego. Cała „akcja” zaczęła się o 15.30, a pod wieczór – dzięki sprawnie przygotowanym i dostarczonym informacjom – byłem w stanie podjąć decyzję o zasileniu w środki hipotetycznego banku objętego kryzysem. Mogłem ją podjąć świadomie i z czystym sumieniem, na podstawie pełnej i szybko uzyskanej informacji. Działaliśmy bowiem bardzo sprawnie, nie dopuszczając do pogłębienia się kryzysu. A koszty kryzysu bankowego, gdyby zaistniał on realnie, mogą sięgnąć nawet 20–40 proc. PKB – tak jak to miało miejsce w takich krajach, jak Japonia w 1991 r., Korea Południowa w 1997 r., Turcja w 2000 r. czy Chile w latach 1981–86. Należy jednak zwrócić uwagę, że obecny proces likwidacji Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego następuje w bardzo złym momencie – w czasie, kiedy gospodarka globalna najbardziej odczuwa skutki „kryzysu amerykańskiego”. Właśnie w tym momencie możliwości szybkiej reakcji NBP są osłabione. Proszę zwrócić uwagę na ostatni przypadek kłopotów banku Northern Rock, kiedy na akcję ratowania płynności tego banku wydano około 25 mld funtów brytyjskich. Znane są także inne przypadki banków, które znalazły się w kryzysie, z którego jeszcze się do końca nie wydobyły, np. Citigroup, JP Morgan, Morgan Stanley, Merrill Lynch czy UBS.
Czy w obliczu konsolidowania nadzorów w ramach Komisji Nadzoru Finansowego Narodowy Bank Polski zamierza wdrożyć system (np. platformę instytucjonalną) wymiany informacji z Komisją Nadzoru Finansowego?
Żeby nie było nieporozumień – jestem zwolennikiem zintegrowanego nadzoru finansowego. Powtórzę jednak: w nadchodzącym okresie, gdy mamy do czynienia z ogniskami kryzysów, nadzór będzie zajmował się sam sobą. Będzie likwidowana jedna struktura, a powoływana do życia druga. To nie jest najlepszy moment na taką operację. Uważałem i nadal uważam, że data włączenia nadzoru bankowego do KNF nie jest właściwa. Odwołam się znowu do przykładu brytyjskiego. Kiedy w Wielkiej Brytanii rozpoczął się proces integracji nadzorów, po wydzieleniu z banku centralnego systemu nadzoru finansowego, musiał on przez trzy lata dochodzić do pełnej sprawności. W międzyczasie oprócz problemów strukturalnych pojawiły się naturalne zaburzenia o charakterze operacyjnym – związane zwłaszcza z odpływem najlepiej wykwalifikowanych kadr. Bowiem pracownicy banku centralnego mają inną perspektywę widzenia swojej pozycji niż urzędnicy nadzoru finansowego…
– A pracownicy NBP nie są także urzędnikami?
Nie są urzędnikami, ale pracownikami banku banków. A bank centralny w żadnym razie nie jest urzędem, pomimo że faktycznie spełnia pewne zadania, które mają znamiona pracy urzędu. Z ewentualnym przejściem do pracy w Komisji Nadzoru Finansowego może wiązać się pogorszenie warunków płacowych i w tym też tkwi jeden z problemów.
– Jak wiadomo jednym z filarów bezpieczeństwa systemu bankowego jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Upomina się on o więcej środków na działalność, tymczasem Pan jest zwolennikiem wycofania się banku centralnego ze współfinansowania BFG…
Moja opinia wynika z konieczności dostosowania przepisów prawa, a konkretnie ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, do wymogów Unii Europejskiej. W celu ich spełnienia bank centralny powinien całkowicie wycofać się z finansowania BFG. To niewątpliwie poważnie osłabi źródła kapitalizacji tej instytucji i najprawdopodobniej obciąży dodatkowo banki.
Na razie jednak Bankowy Fundusz Gwarancyjny dawno nie musiał realizować funkcji gwarancyjnej. Ostatnim takim przypadkiem był Bank Staropolski SA w 2000 roku. Niemniej jednak BFG powinien być silnym elementem sieci bezpieczeństwa finansowego, dającym poczucie bezpieczeństwa klientom banków komercyjnych.
Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
Zaprenumeruj BANK



























































