Masowa ucieczka spekulantów i skrajnie negatywny sentyment wśród analityków przypominają sytuację z jesieni 2008 roku. Wówczas złoto zamiast na fali eskalacji kryzysu wzbić się na historyczne maksima, zaliczyło 30-procentową korektę.
Po 12 latach hossy od początku tego roku cena złota (rozumiana jako kurs najbliższego kontraktu terminowego na nowojorskiej giełdzie towarowej) spadła o blisko 20%. Takie zachowanie rynku skłania coraz większe grono analityków oraz spekulacyjnie nastawionych inwestorów do zamykania długich pozycji i wieszczenia jeszcze niższych cen kruszcu.
| »Analitycy tną prognozy dla złota |
W ciągu ostatnich miesięcy nastawienie do złota w globalnych bankach inwestycyjnych odwróciło się o 180 stopni. W lutym od żółtego metalu odwrócił się Goldman Sachs, który przez ostatnie lata był najbardziej pozytywnie nastawioną do złota instytucją z Wall Street. Później nastąpiła cała seria redukcji prognoz, w której chyba najdalej poszli eksperci z Credit Suisse, w perspektywie kilku lat widząc ceny poniżej 1.000 USD/oz.
| »Soros i BlackRock sprzedają papierowe złoto |
Obniżki prognoz oraz ewakuacja z rynku niektórych znanych inwestorów wywołały popłoch wśród funduszów hedgingowych nastawionych na krótko i średnioterminową spekulację kontraktami terminowymi. W ubiegłym tygodniu długa spekulacyjna pozycja netto w kontraktach na złoto (Comex) spadła do najniższego poziomu od listopada 2008 roku.

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych Commodity Futures Trading Commission.
Przy czym liczba krótkich pozycji w gronie spekulacyjnie nastawionych uczestników rynku tylko od początku roku uległa podwojeniu i osiągnęła największą wartość w historii. Równocześnie tylko w nieznacznym stopniu zmalała liczba pozycji długich, która od początku roku oscyluje w przedziale 180-200 tys. kontraktów.
Po kwietniowym krachu (w dwie sesje kurs kontraktów terminowych spadł o 13%) doszło tylko do krótkotrwałego odbudowania długiej spekulacyjnej pozycji, po czym w maju wśród funduszy znów zaczęły przeważać podmioty grające na spadek notowań kruszcu.
W poniedziałek rano kontrakty na złoto były wyceniane na ok. 1.350 dolarów za uncję. Gdyby taka cena utrzymała się do końca dnia, byłby to najniższy kurs zamknięcia od lutego 2011 roku. Pogłębienie kwietniowego dołka może stać się katalizatorem następnej fali paniki wśród finansowych spekulantów i przynieść spadek notowań kontraktów terminowych nawet w rejon 1.200-1.250 USD/oz.
| »Anatomia krachu na złocie |
Jednakże patrząc w dłuższej perspektywie, niskie zaangażowanie spekulacyjnego kapitału zazwyczaj stanowiło silny kontrarny sygnał kupna złota. Tym bardziej, że fundamenty przemawiające za posiadaniem metali szlachetnych w ostatnich miesiącach uległy wręcz wzmocnieniu. Bezprecedensowy dodruk pieniądza przez Bank Japonii jest kolejną salwą oddaną w ramach tzw. wojen walutowych, zachęcając do kontrataku inne banki centralne. Fala pustego pieniądza zalewa rynki finansowe i prędzej czy później przedostanie się do realnej gospodarki wywołując wysoką inflację.
W takich warunkach nieposiadanie fizycznego złota jest moim zdaniem większym ryzykiem niż trzymanie kilku/kilkunastu uncji żółtego metalu. Potrzeba zabezpieczenia majątku przed szaleństwami rządów i banków centralnych dawno nie była tak silna jak teraz. Dla długoterminowych inwestorów obecna panika finansistów może być dobrą okazją, by zwiększyć swój stan posiadania fizycznego złota.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl


























































