Opublikowany wczoraj raport American Petroleum Institute zdumiał ekspertów i pokazał spadek komercyjnych zapasów ropy aż o 3,3 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano przyrostu rezerw o 1,4 mln baryłek. Dzisiaj handlujący naftowymi kontraktami będą czekali na potwierdzenie tych wyników przez oficjalny raport Departamentu Energii.
„Uważam, że to kombinacja słabszego dolara oraz mniejszych zapasów podnosi cenę ropy” – powiedział cytowany przez Reutersa Carsten Fritsch, analityk rynku ropy pracujący dla Commerzbanku.
Ale teraz wszystko zależy od treści komunikatu FOMC, który ujrzy światło dzienne o godzinie 20:15. „Nie tak dawno kilka słów Saddama Husseina mogły postawić ceny na głowie. Teraz podobny efekt mają słowa z Fed-u” – napisali brokerzy z firmy PVM.
I to właśnie sygnały płynące z Rezerwy Federlanej, Wall Street czy rynku walutowego mają obecnie większy wpływ na notowania ropy niż pozom realnego popytu na paliwa. Dlatego też handlujący ropą zupełnie zignorowali doniesienia dziennika „Wall Street Journall”, według którego Międzynarodowa Agencja Energii zamierza „znacząco” obniżyć długoterminowe prognozy globalnego zużycia „czarnego złota”.
K.K.






























































