Słabość naftowych byków było widać już w piątek, gdy po danych z amerykańskiego rynku pracy notowania „czarnego złota” zanurkowały o blisko 3%. Tymczasem ani z kursem eurodolara, ani z giełdami przy Wall Street nie działo się nic niepokojącego – można wręcz powiedzieć, że reakcja na złe dane była tam neutralna.
Ropa pozostaje relatywnie słaba również w poniedziałkowe przedpołudnie. Podczas gdy europejskie giełdy rosną po 1,5-2%, a eurodolar zwyżkuje o 1%, to cena ropy na otwarciu dzisiejszych notowań podskoczyła o 70 centów i od tej pory rynek nie był w stanie ruszyć w górę.
O godzinie 13:00 za baryłkę europejskiej ropy Brent płacono 76,79$, czy raptem o 1,1% więcej niż przed weekendem. Amerykański surowiec gatunku Light Crude również zyskiwał 1,1%, osiągając cenę 78,41$ za baryłkę.
Ropie nie pomogła informacja o słabym huraganie (pierwsza kategoria w pięciostopniowej skali) zbliżającym się do wybrzeży Zatoki Meksykańskiej. Handlujących naftowymi kontraktami mogą za to niepokoić wysokie zapasy surowca oraz relatywnie duża długa pozycja netto spekulantów na nowojorskiej giełdzie.
K.K.



























































