Wczorajszy raport o amerykańskich zapasach paliw potwierdził wcześniejsze doniesienia o coraz mniejszym zużyciu w Stanach Zjednoczonych. W ubiegłym tygodniu (który rozpoczął sezon wakacyjnych wyjazdów) Amerykanie kupili o 2,7% benzyny mniej niż rok temu, a całkowity popyt na ropę spadł o 1,1% r/r. Średnia cena galona (3,785 litra) benzyny na stacjach osiągnęła rekordowy poziom 3,98$.
Aż o 2,9 mln baryłek wzrosły też zapasy benzyny, a rezerwy olejów (napędowego i opałowego) zwiększyły się o 2,3 mln baryłek. W obu tych kategoriach analitycy spodziewali się zdecydowanie mniejszych przyrostów. Za to dużo bardziej od oczekiwań zmalały zapasy surowej ropy – redukcja o 4,8 mln baryłek była czterokrotnie wyższa od prognoz. Wzrosło za to wykorzystanie mocy produkcyjnych rafinerii – wskaźnik ten osiągnął wartość 89,7% i był najwyższy od początku roku. Rosnąca produkcja paliw przełożyła się także na wzrost amerykańskiego importu ropy.
W rezultacie w czwartek o godzinie 9:40 za baryłkę ropy marki Brent płacono 121,78 dolarów, a więc o 18 centów mniej niż na zamknięciu wczorajszych notowań. Baryłka ropy Light Crude potaniała o 7 centów, osiągając cenę 122,23$. Od majowego szczytu na poziomie 135,14 kurs ropy spadł już o 9,6%.
Zdaniem niektórych analityków notowania „czarnego złota” mogą wkrótce przebić poziom 120$ za baryłkę. Ich zdaniem w najbliższym czasie można się spodziewać dalszego spadku zużycia ropy, ponieważ wczoraj rządy Indii i Malezji podwyższyły ceny paliw, dołączając się do władz Indonezji i Tajwanu, które uczyniły to wcześniej.
K.K.






























































