Według najnowszego raportu American Petroleum Institute w zeszłym tygodniu zapasy ropy w USA zwiększyły się o 6,6 mln baryłek, osiągając najwyższy poziom od 20 lat – 384.7 mln baryłek. W szwach pękają też magazyny w Cushing, gdzie przechowywany jest surowiec będący przedmiotem obrotu na nowojorskiej giełdzie towarowej. Stan zapasów wzrósł tam do rekordowych 46,9 mln baryłek.
Oznacza to, że ropy na rynku jest wręcz za dużo. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Cena teksańskiej ropy Crude notowanej w Nowym Jorku spadła do 98,26 USD za baryłkę, wymazując wzrosty z pierwszego kwartału. W Londynie ropa Brent taniała o 1,1% i o godzinie 14:40 kosztowała 110,70 USD.
Źródło: Bankier.pl
Inwestorzy handlujący kontraktami na ropę uświadomili sobie, że kryzys w Europie prowadzi do spadku popytu, a sankcje wobec Iranu nie doprowadziły do powstania niedoborów. Od początku maja trwa więc zamykanie spekulacyjnych pozycji pozwalających zarobić na wzroście cen czarnego surowca.
Przyczynia się do tego także umocnienie dolara. Silniejszy dolar to droższa ropa dla konsumentów spoza USA. Najlepiej widać to na przykładzie Polski. Od połowy marca do początku maja kurs koszt zakupu ropy spadł z 400 zł do 361 zł za baryłkę, po czym wzrósł do 377 zł. W związku z tym trudno oczekiwać obniżek cen na stacjach benzynowych.
Rynek ropy jest obecnie silnie wyprzedany, o czym informuje 14-dniowy wskaźnik RSI, który w środę znalazł się na poziomie zaledwie 24,6 pkt. W krótkiej perspektywie dalsza przecena czarnego surowca jest więc mało prawdopodobna. W dłuższym terminie szansę na tańsze paliwa daje jednak zwalniający wzrost gospodarczy w Chinach, który przekłada się na słabszy popyt zgłaszany przez drugą gospodarkę świata.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































