Jeżeli wierzyć w możliwość ich realizacji, to śmiało można założyć, że w 2008 wartość polskiego rynku „struktur” ulegnie podwojeniu. Kwota 15 mld.zł. stanowiłaby już rzędem swojej wielkości poważną konkurencję dla TFI. Przypomnijmy, że w 2006 roku wpłaty nowych środków do funduszy zamknęły się cyfrą 25, a w 2007 – 30 mld.zł. Zalet, które mogą zadecydować o powodzeniu tego segmentu jest kilka. Produkty strukturyzowane w większości przypadków konstruowane są w formie ubezpieczeniowych polis na życie, co na starcie daje im bardzo istotną przewagę nad pozostałymi dostępnymi instrumentami czyli zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych.
Jeśli na takiej samej inwestycji w TFI osiągniemy złotówkę zysku, to dla obligacji będzie on o 23,5 grosza większy. Jako następną z zalet należy też koniecznie wymienić wbudowaną z reguły opcję ochrony całości lub znacznej części zainwestowanego kapitału. Wprawdzie zabezpieczenie takie występuje zazwyczaj jedynie w ostatnim dniu życia instrumentu, jednak w porównaniu z całkowicie otwartymi na ryzyko funduszami inwestycyjnymi, tego rodzaju przewagę trudno pominąć. Życie uczy jednak, że można mieć w swojej ofercie fantastyczny produkt, w dodatku w atrakcyjnej cenie i nie odnieść sukcesu.
Jeżeli skala sprzedaży obligacji strukturyzowanych ma zagrozić pozycji otwartych funduszy inwestycyjnych, konieczne jest zaangażowanie w ten proces porównywalnych sił sprzedażowych. Głównymi graczami na polskim rynku dystrybucji są w chwili obecnej banki, instytucje ubezpieczeniowe oraz pośrednicy finansowi. To od nich w dużej mierze zależy powodzenie lub fiasko danego produktu. Jednym z głównych czynników wpływających z kolei na ich decyzje będzie atrakcyjność otrzymywanego wynagrodzenia. „Struktury” nie należą pod tym względem do zbytnio hojnych, a konstrukcja większości z nich zakłada zarobek pośrednika w granicach 1-2% nominału.
W porównaniu do około 3% opłat wstępnych (dla funduszy akcyjnych, przy kwocie kilkunastu tysięcy złotych) na rynku krajowych TFI, które to z reguły w całości stanowią wynagrodzenie dystrybutora, sumy te nie wydają się atrakcyjne. Do tego TFI dzielą się również swoją opłatą za zarządzanie, co daje dodatkowe 1,5-2% dla standardowych funduszy akcyjnych i to płatne każdego roku. Dopóki więc oba rodzaje instrumentów mogły przynosić porównywalne zyski (a fundusze nawet większe), trudno było się dziwić, że pośrednicy polecają swoim Klientom jednostki uczestnictwa. Trwająca już blisko pół roku bessa zdecydowanie jednak pomaga zmienić ten stan rzeczy.
Chociaż wciąż próżno szukać szerokiej oferty obligacji umożliwiających zarabianie na spadkach, to jednak wśród inwestorów ważną rolę zaczyna odgrywać możliwość zabezpieczenia kapitału tak, żeby przynajmniej móc tych spadków uniknąć. Patrząc w dłuższym terminie, mało kto zdaje się zwracać uwagę na bardzo wysokie zagrożenie dla rynków, które niosą za sobą instrumenty strukturyzowane. Inwestowane w nie kwoty nie generują bezpośredniego popytu na akcje, bowiem w całości inwestowane są w obligacje (typowo 60-80% wyjściowej kwoty) oraz opcje.
Kiedy rynek ten nabierze odpowiedniej wielkości, a dodatkowo pomagać mu będzie długotrwała bessa, można wyobrazić sobie pewnego rodzaju mechanizm samonapędzający. Wycofywanie środków z TFI z pewnością wpłynie na spadek cen akcji, a taka sytuacja wzmoże jedynie zakupy obligacji strukturyzowanych po to, by chronić kapitał lub zarabiać na przecenie. Z pewnością w Polsce nie stanie się to w ciągu najbliższych dwóch lat, jednak w dłuższej perspektywie zachowanie takiego typu trzeba będzie chyba wziąć pod uwagę. Tak, czy inaczej, obligacje strukturyzowane będą się miały coraz lepiej.
Przemysław Jóźwiak
Doradca Inwestycyjny
Doradcy24 S.A.
Centrum Kompetencyjne



























































