REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Pożyczka z MFW zachętą do ataku spekulacyjnego

2009-05-06 06:00
publikacja
2009-05-06 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
„Gazeta Finansowa” w artykule „Czy Polska już wkrótce będzie potrzebować pomocy MFW?” jeszcze w lutym zapowiedziała rozwój przyszłych wydarzeń, które właśnie zmaterializowały się w połowie kwietnia tego roku. Jednak zupełnie inaczej niż to tłumaczy minister finansów Jacek Rostowski postrzegaliśmy i postrzegamy przyczyny i uzasadnienie dla tego dramatycznego posunięcia polskiego rządu, jakim była deklaracja skorzystania z linii kredytowej MFW w kwocie 20 mld USD.

Fundamenty polskiej gospodarki nie są wcale takie mocne. Skala zadłużenia Polski, polskich przedsiębiorstw, Polaków z tytułu kredytów zagranicznych, to dziś już kwota zbliżająca się do blisko 190 mld euro. Z tytułu kredytów hipotecznych to około 200 mld zł, z czego ponad 150 mld zaciągnięto w walutach zagranicznych głównie we franku szwajcarskim. Tu o polskich kredytobiorców dba jedynie szwajcarski rząd i szwajcarski bank centralny a nie nasz polski rząd czy NBP. Dług publiczny Skarbu Państwa liczony po kursie 4,40zł za euro to już kwota około 840 mld zł.

Tylko gorzej

Ilość wniosków o upadłość polskich przedsiębiorstw, tylko w I kw. 2009 r. wzrosła o 30 proc., a fala ta dopiero do nas nadchodzi, skoro też zamierają inwestycje, a banki same mają gigantyczne straty i próbują się ratować kosztem swych klientów, to katastrofa budżetowa jest niewątpliwie coraz bliżej. Jakaś pomoc finansowa prędzej czy później będzie konieczna, w tym pomoc międzynarodowych instytucji finansowych. Jak widać spekulanci znali prawdę o naszych fundamentach gospodarczych. Wpływy podatkowe z VAT pod koniec 2009 r. mogą być niższe od planowanych nawet o 20 mld zł.

Małe wpływy

Niższe będą wpływy z PIT, CIT, czy z tytułu prywatyzacji, z której planowano 12 mld zł. Pamiętajmy, że polski budżet i jego wpływy zaprojektowano przy założeniu wzrostu PKB na poziomie 3,7 proc. a może być minus 1,5 proc. Potrzeby pożyczkowe państwa polskiego w 2009 r. sięgną astronomicznej kwoty 150 mld zł, w tym potrzeby zagranicznego finansowania brutto sięgają 115 mld USD. Tyle długu w walutach obcych musimy zrolować, czyli zaciągnąć nowych zobowiązań, by spłacić stare. Tylko pod koniec maja rząd musi zdobyć 17 mld zł, na wykup obligacji. A do końca lipca nawet 23 mld.

Nie ma powodów do dumy

Znaleźliśmy się pod bardzo poważną presją z powodu błędów popełnionych w ciągu ostatnich 20 lat transformacji zwłaszcza z powodu bezmyślnej sprzedaży sektora finansowego i w związku ze spóźnioną i nieadekwatną reakcją na kryzys. Pamiętajmy, że MFW pomaga krajom udzielając kredytów, a nie rozdając prezenty, czy darowizny. Pożycza krajom w poważnych tarapatach gospodarczych i finansowych. Ukraina, Serbia, Rumunia, Łotwa, ostatnio Meksyk to nie są potęgi gospodarcze. Gdy na szczycie w Brukseli kilka tygodni temu Węgrzy zaproponowali, by to UE wyasygnowała kwotę 160 mld euro na pomoc krajom Europy Środkowo-Wschodniej to właśnie my zablokowaliśmy ten zastrzyk pomocy unijnych środków, rzekomo z powodu stabilnych i dobrych fundamentów polskiej gospodarki, w odróżnieniu od sytuacji Węgier. Wbiliśmy przysłowiowy nóż w plecy naszym węgierskim przyjaciołom.

Sukces?

Była to, co najmniej bezmyślność i arogancja, albo megalomania, która będzie nas bardzo drogo kosztować, a właściwie już kosztuje. Nie minęło przecież więcej niż 3-4 tygodnie, gdy triumfalnie i dość niespodziewanie polski rząd i minister finansów ogłosili kolejny sukces gospodarczy tego rządu, że oto skorzystamy z 20 mld zł pożyczki MFW w ramach elastycznej linii kredytowej. Ministerstwo Finansów, które brzydzi się pożyczaniem, podczas, gdy minister jest poważnie zadłużony w brytyjskich bankach, zawnioskowało do MFW o przystąpienie do elastycznej linii kredytowej (FLC), co w razie potrzeby pozwoli na zwiększenie rezerw NBP o 20 mld USD. Ma to rzekomo pozytywnie wpłynąć zarówno na złotego i co najważniejsze uchronić polską walutę przed potencjalnymi atakami spekulantów.

Idee fixe

Otóż niestety minister finansów Rostowski jak zwykle się myli. A najbliższe miesiące dobitnie to potwierdzą. Międzynarodowi spekulanci giełdowi słusznie widzą zbyt wiele pęknięć w naszych silnych i stabilnych fundamentach gospodarczych. I nie przejmują się kwotą 20 mld USD. Po co pożyczamy od MFW skoro NBP dysponuje rezerwami wielkości 45 mld euro i na razie z nich nie skorzystaliśmy? A sytuacja jest naprawdę poważna. A może przyczyny sięgnięcia po linie kredytowe MFW są tak naprawdę inne? A polska opinia publiczna znowu jest zwyczajnie oszukiwana. Może idee fixe tego rządu i marzenia o szybkim przyjęciu euro w 2012 r. nie zostały zupełnie pogrzebane? Może przedstawiciele rządu stwierdzili, że sama informacja o pożyczce z MFW wystarczy, by ustabilizować złotego w dłuższej perspektywie, co jest warunkiem koniecznym do wejścia do systemu ERM2, że będzie to wręcz broń atomowa.

Próżne nadzieje

Po pierwszych wypowiedziach niektórych skompromitowanych analityków bankowych, że euro będzie kosztowało poniżej 4 zł i że będziemy mieli do czynienia ze stałą tendencją wzmacniania się polskiej waluty, te pomysły okazały się jak na razi pobożnym życzeniem. Kurs euro wzrósł po kilku dniach do poziomu 4,40 zł, bo przecież siła naszej waluty zależy nie tylko od działań spekulacyjnych.

Więcej w grze

Paradoksalnie może się zdarzyć coś całkiem odwrotnego w niedługiej perspektywie. Zapowiedź, że polski rząd chce pożyczyć dodatkowe 20 mld USD może zachęcić międzynarodowych spekulantów do działań na naszym rynku, bo to wyraźnie powiększa pulę w grze. Im większa pula i gra o wyższe stawki, tym wyższe wygrane mogą być bardzo kuszące. Kwota 20 mld z MFW nie odstraszy dużych międzynarodowych graczy spekulujących na rynku walutowym. Tym bardziej, że na polskiej scenie są oni od dłuższego czasu bardzo aktywni i mają mocne wtyczki w postaci byłych premierów i ministrów. Rola jaką odegrały Goldman Sachs i JP Morgan w ostatnich miesiącach w Polsce do dziś nie została wyjaśniona.

To wyzwanie rzucone przez polski rząd międzynarodowym spekulantom może się okazać nieprzemyślane i bardzo kosztowne. Skoro jesteśmy tacy mocni, a nasze stabilne finanse są jednymi z najlepszych w Europie, to po co ta pożyczka? Jeżeli jednak jest inaczej, to kwota 20 mld USD nie wystarczy w tej rozgrywce. Duże banki inwestycyjne mają dużo większe możliwości finansowe. Ich ruch to tylko kwestia czasu. Ich atak może się okazać zabójczy dla polskiego rynku dewizowego. Spekulanci tylko pociągają za sznurki.

To koniec?

Zdaniem premiera Pawlaka era spekulantów giełdowych dobiega końca, a to co było do zarobienia na rynku walutowym już zarobiono i w tej chwili mamy odwilż, twierdzi wicepremier. To prawda, ale jedynie w odniesieniu do opcji walutowych polskich przedsiębiorstw. Ale dziś wbrew pozorom można jeszcze sporo ugrać, a atak spekulacyjny na polską walutę jest bardziej realny niż wcześniej.

Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
W portfelu ma 200 mln zł. „Najwięcej pieniędzy można zarobić tam, gdzie rynek się myli"
Tematy

Komentarze (10)

dodaj komentarz
~GOLDMAN SACHS
Nie marudzić leszcze ! najwazniejsze sa nasze premie i Boże Dzieło !!!! wiecie ile kosztują nowe dziwki, jachty i domy ? !
~kotek
a swoja droga to gdzie ten niezalezny analityk uczyl sie ekonomi? na ktorym uniwesytecie? lol
A moze ma skonczone jakies kursy ? CPA, CFA, MBA?
~Sokrates
Niniejszy artykuł p. J. Szewczaka jest równie bzdurny, jak jego wszystkie poprzednie. Nawet nie chce mi się nad nim rozwodzić...

A sam autor artykułu nie jest niezależny, bo jest wiceprezesem Ruchu Społecznego Naprzód Polsko, który wg Wikipedii: "Ruch Społeczny Naprzód Polsko (Naprzód Polsko, NP) – polska prawicowa
Niniejszy artykuł p. J. Szewczaka jest równie bzdurny, jak jego wszystkie poprzednie. Nawet nie chce mi się nad nim rozwodzić...

A sam autor artykułu nie jest niezależny, bo jest wiceprezesem Ruchu Społecznego Naprzód Polsko, który wg Wikipedii: "Ruch Społeczny Naprzód Polsko (Naprzód Polsko, NP) – polska prawicowa partia polityczna, utworzona 12 października 2008 głównie przez byłych polityków Ligi Polskich Rodzin. Jej najbliższym celem politycznym jest udział w najbliższych wyborach do Europarlamentu oraz przełamanie dominacji PiS i PO na polskiej scenie politycznej."

Dodatkowo prawdopodobnie określenie analityk finansowy również jest na wyrost. Nie znalazłem w Internecie żadnych prac naukowych autorstwa p. J. Szewczaka, natomiast wg niektórych portali: "Mimo że przy nazwisku Szewczaka bardzo często pojawia się dopisek "doktor ekonomii", to tak naprawdę jest on tylko magistrem. I to nie ekonomii, ale prawa."

Swoją drogą ciekawe czy z poglądami p. j. Szewczaka zgadza się główny ekonomista portalu Bankier.pl dr Michał Macieżyński, którego dorobek i poglądy osobiście bardzo szanuję.
~TOMASZ
Sluchaj Sokratesie.
Badz konsekwentny- pamietaj, ze Sokrates to logika a logika to ARGUMENTACJA.
Ty swoim wpisem DEPCZESZ te zasady.
Zero argumentow- maksimum ambwiwalencji stosujac okreslenie -bzdury!!!
~robert odpowiada ~TOMASZ
Dnia 2009-05-06 o godz. 21:02 ~TOMASZ napisał(a):
> Sluchaj Sokratesie.
Badz konsekwentny- pamietaj, ze
> Sokrates to logika a logika to ARGUMENTACJA.
Ty swoim
> wpisem DEPCZESZ te zasady.
Zero argumentow- maksimum
> ambwiwalencji stosujac okreslenie -bzdury!!!

Panie Tomaszu,

wystarczy
Dnia 2009-05-06 o godz. 21:02 ~TOMASZ napisał(a):
> Sluchaj Sokratesie.
Badz konsekwentny- pamietaj, ze
> Sokrates to logika a logika to ARGUMENTACJA.
Ty swoim
> wpisem DEPCZESZ te zasady.
Zero argumentow- maksimum
> ambwiwalencji stosujac okreslenie -bzdury!!!

Panie Tomaszu,

wystarczy przejrzec artykuly Pana Szewczaka, przeanalizowac to o czym on pisze , troche wlaczyc myslenie a z pewnoscia sie Pan zgodzi z " Sokratesem ' Nie wnikam w to czy Pan Szewczak jest magistrem czy doktorem ( w tym przypadku ani jedno nie szkodzi ani drugie nie pomaga ) ale krotko mowiac pisze swoje analizy biorac wszystko z kapelusza. Najnowszy artykul z 23.09.2009. pokazuje na ile on jest niezalezny, na ile analityk i na ile zna sie na tym o czym pisze . Odpowiedzi nasuwaja sie same.
pzdr.
~gordon odpowiada ~robert
Wy tu możecie się wykłócać, a fakty są takie, że Janusz Szewczak pierwszy przewidział kryzys w Polsce.
~ekonomistaKRK odpowiada ~gordon
To znaczy jak przewidzial? Pamietam jego artykul, sugerujacy ze w 6 miesiecy po EUropie Zach pojawi sie u nas straszny kryzys, znacznie gorszy niz w starej Unii. I co straszny kryzys zakonczyl sie w 2009 roku wzrostem gospodarczym ponizej 2% podczas gdy stara Unia tkwila w recesji.

Wiec nie wiem skad sie u ciebie bierze zachwyt
To znaczy jak przewidzial? Pamietam jego artykul, sugerujacy ze w 6 miesiecy po EUropie Zach pojawi sie u nas straszny kryzys, znacznie gorszy niz w starej Unii. I co straszny kryzys zakonczyl sie w 2009 roku wzrostem gospodarczym ponizej 2% podczas gdy stara Unia tkwila w recesji.

Wiec nie wiem skad sie u ciebie bierze zachwyt nad panem Szewczakiem, bo jak na razie to on tylko sie myli. Gdyby gospodarka wzrosla o 8% to by powiedzial ze mogla rosnac o 16% i mamy straszny kryzys, gdyby spadla o 8% to by sie chelpil swoim geniuszem. Szczerze mowiac horoskopy ja tez umiem ulozyc.

A teraz troche argumentacji.

- Praca naukowa polega na poszukiwaniu pewnych zwiazkow przyczynowo skutkowych oraz stawianiu pytan i sugerowaniu odp na tejze pytania /sa to HIPOTEZY/. Nastepnie te hipotezy sie weryfikuje wykorzystujac rozmaite metody badawcze. Dopiero tak uzyskane odpowiedzi maja szanse byc trafne /choc wcale byc nie musza!/.

Naukowosc Pana pozal sie boze analityka Szewczaka polega na przyjmowaniu prawdziwosci kazdej hipotezy, ktora sie zrodzi w umysle. A im bardziej paranoiczna i czarna tym lepiej. A ludzie prosci slysza kryzys /jest gorzej/ od razu sie z nim zgodza.

Podsumowujac, chetnie zobacze jakies naukowe wyliczenie Pana Szewczaka, chocby CASE STUDY porownania z grupa krajow o podobnych stodunkach produkcji wlasnosci, relacjach makroekonomicznych i wtedy bede pod wrazeniem pomyslow autora. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia z nic nieznaczacym belkotem i gdybaniem, ktora albo sie sprawdzi albo nie /jak w horoskopie:)/
~TOMASZ
Ten facet Kolego ma leb na karku niestety.
Sledze jego analizy i wnioski jakie on wyciaga spelniaja sie co najmniej w
90 %-NIESTETY.!!!!!
Jesli sluchales " BELKOTOKONFERENCJI" Rostowskiego to musisz wyciagnac wnioski takie jak ja a nie zastanawiac sie na czyim garnuszku jest autor!!!!
Ten facet Kolego ma leb na karku niestety.
Sledze jego analizy i wnioski jakie on wyciaga spelniaja sie co najmniej w
90 %-NIESTETY.!!!!!
Jesli sluchales " BELKOTOKONFERENCJI" Rostowskiego to musisz wyciagnac wnioski takie jak ja a nie zastanawiac sie na czyim garnuszku jest autor!!!!
Pozdrawiam.
~Kaziu
No to biorę się do skubania Polaczków
~osw
ten człowiek chyba jest na garnuszku spekulantów bo zawsze wszystko widzi w czarnych kolorach i nagania na osłabienie złotówki.

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki