Po pierwsze: KLIENCI
Rozmowa z Andrzejem Sołdkiem, prezesem zarządu Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego PZU SA przeprowadzona podczas II Kongresu Sprzedaży PZU Życie, który odbywał się w Wiśle w dniach 13–15 kwietnia 2008 r.
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka: Chociaż sprawuje Pan obecną funkcję dopiero od miesiąca, Pana przygoda z funduszami emerytalnymi trwa znacznie dłużej. Proszę opowiedzieć o początkach Pańskiej kariery w tej branży.
Andrzej Sołdek: Byłem członkiem zarządu ING BSK Asset Managment, zarządzałem aktywami klientów, w tym funduszami ubezpieczeniowymi Nationale Nederlanden. W momencie startu reformy emerytalnej otrzymałem propozycję objęcia funkcji prezesa PTE Zurich Solidarni. To była dla mnie niepowtarzalna szansa stworzenia towarzystwa emerytalnego od podstaw, którą wypełniłem z sukcesem – zajęliśmy wówczas piąte miejsce w rankingach ogólnych, a pierwsze spośród nowych podmiotów na rynku. W 2003 r. przeszedłem do PTE PZU, gdzie do czasu objęcia funkcji prezesa zarządu zajmowałem się jako wiceprezes zarządu polityką inwestycyjną OFE PZU „Złota Jesień”.
Jakie są Pana wrażenia z Kongresu?
– Jak najlepsze. Zawszę chętnie przyjmuję zaproszenia na spotkania z osobami sprzedającymi produkty ubezpieczeniowe i finansowe. W naszej spółce od dawna działa prężny klub akwizytorów. To oczywiście mniejsza grupa osób, niż zebrani na II Kongresie Sprzedaży PZU Życie, ale bardzo dobrze znająca rynek i skuteczna. Agenci to istotny podmiot każdej firmy oferującej usługi finansowe i ubezpieczeniowe. Z uwagi na bezpośredni kontakt z klientami i są dla nich źródłem informacji na temat nie tylko produktów, ale również całego rynku. Często pełnią misję edukacyjną…
…Bardzo szeroko postrzega rolę agent?
– Tak! Bo dobry agent powinien być doradcą finansowym, a nie tylko sprzedawcą. Powinien umieć zrozumieć potrzeby klienta i jego preferencje. Tak naprawdę agent powinien nie tylko oszacować ryzyka, ale odpowiednio do tego dopasować pakiet ubezpieczeń. Klienci wyrażają obecnie duże zainteresowanie różnego rodzaju inwestycjami, każdy sprzedawca musi to uwzględnić, a OFE to dobry wstęp do poznania zasad działania systemu inwestycyjnego. Dlatego też stwierdzenie, że agent jest wizytówką swojej firmy nie jest truizmem, tylko podstawą organizacji sprzedaży. Agent pełni rolę zarówno doradcy, jak i nauczyciela na naszym młodym rynku finansowym. Dlatego też staramy się, żeby nasi agencji czuli się zmotywowani i usatysfakcjonowani. To obok wyników inwestycyjnych podstawa długoterminowego sukcesu każdego funduszu.
Jakie cele postawił Pan sobie jako prezes zarządu PTE PZU?
– Zarządzanie aktywami oraz obsługa i pozyskiwanie klienta to dwa filary powodzenia OFE. Na satysfakcję klienta ma wpłynąć skuteczna polityka inwestycyjna oraz konkurencyjna wysokość opłat za zarządzanie. Tu wyniki mówią same za siebie. W 2007 r. OFE PZU „Złota Jesień” osiągnął stopę zwrotu w wysokości 6,95% i konsekwentnie przekroczył średnią ważoną rynku. Regularne przekraczanie średniej ważonej w kolejnych rankingach jest najważniejszym kryterium oceny efektywności inwestycji funduszu. Wynika to z faktu, że działamy w systemie obowiązkowym, ze zdefiniowaną składką, gdzie klient wybiera podmiot, któremu powierzy swoje pieniądze do zarządzania. Moim celem jest zwiększenie udziału Funduszu w rynku pod względem aktywów. Należy przy tym pamiętać, że najważniejsze dla każdego OFE jest zaufanie klientów, którzy powierzają nam swoje emerytalne oszczędności. Pierwszorzędny cel Funduszu to bezpieczne i konsekwentne pomnażanie zgromadzonych środków oraz budowanie jak najlepszych relacji z członkami OFE.
Ostatnio przeżyliśmy załamanie na rynkach finansowych pomimo tego OFE PZU chwali się dobrymi wynikami.
– Wyniki funduszy emerytalnych należy oceniać w długim horyzoncie czasowym. W ostatnich pięciu latach OFE PZU „Złota Jesień” znalazł się w trójce najlepszych funduszy, które na 12 rankingów 11 razy były powyżej średniej ważonej. Na 20 rankingów w historii 16 razy pokonaliśmy średnią ważoną, to daje nam 80-procentową skuteczność! Odpowiadając wprost na to pytanie, dobre wyniki w trudnym ubiegłym roku zawdzięczamy przeważaniu alokacji aktywów w akcjach przez zdecydowaną część roku, koncentracji na spółkach konsumpcyjnych i budowlanych oraz właściwej selekcji spółek w branżach takich jak budownictwo, usługi, przemysł i informatyka.
Czy nie obawia się Pan pewnego szoku na rynku po wypłacie pierwszych emerytur z OFE?
– Od dwóch lat w naszych przekazach zwracamy uwagę na to, że dla klienta decydujący jest moment wyboru funduszu – racjonalna decyzja może znacząco wpłynąć na jego sytuację finansową w przyszłości. Nie staramy się jednak tworzyć złudnych wizji dobrobytu, którymi tak chętnie szafowano na początku reformy… Niestety trzeba mieć świadomość, że osoby, a dokładniej kobiety, które przystąpiły do II filaru w wieku 50 lat, mogą po dziesięciu latach spodziewać się bardzo niewielkich wypłat z OFE. Podstawowym źródłem emerytury dla takich osób jest I filar. Dzięki bardzo dobrym wynikom inwestycyjnym funduszy emerytalnych, przystąpienie do II filaru okazało się mimo wszystko korzystne – OFE wypracowały spore zyski, które przyczynią się do zwiększenia emerytur tych, którzy pierwsze świadczenia otrzymają w 2009 r.
Czyli nie jest tak źle?
– Na dobre wyniki funduszy emerytalnych wpłynęło kilka czynników, między innymi przystąpienie polski do Unii Europejskiej, co spowodowało zmniejszenie ryzyk inwestycyjnych w Polsce. Zmniejszyły się stopy procentowe i nastąpiła tak zwana korwengencja. To nie jest jeszcze zakończony proces. Kolejny czynnik to bardzo dobra koniunktura na rynku akcji. W dużej mierze był to rezultat pojawienia się na giełdzie strategicznych inwestorów instytucjonalnych, w tym samych otwartych funduszy oraz towarzystw funduszy inwestycyjnych. Stymulacja popytu wpłynęła dodatnio na wyniki inwestycyjne. Do tego należy dodać korzystną sytuację na globalnych rynkach. Podsumowując, skumulowane stopy zwrotu OFE za ostatnie lata są naprawdę imponujące. Polskie fundusze emerytalne wyróżniają się na tle światowym osiąganymi stopami zwrotu. Ci, którzy zdecydowali się przystąpić do II filaru, nie stracili na tym. Wręcz przeciwnie.
Co teraz najbardziej zajmuje Pana jako prezesa PTE PZU?
– PTE PZU jest spółką w Grupie PZU. Poszukujemy synergii między poszczególnymi spółkami. Realizujemy w związku z tym szereg inicjatyw, takich jak działania skierowane na synergię zarówno po stronie kosztowej, jak i przychodowej. Angażujemy się w przedsięwzięcia zmierzające do wspierania zasad corporate governance. Podpisaliśmy Kodeks Dobrych Praktyk Inwestorów Instytucjonalnych i Kanon Dobrych Praktyk Rynku Finansowego. Inwestując, staramy się wybierać spółki, które nie tylko mają dobre wyniki finansowe, ale też są transparentne dla inwestorów. Promowanie etycznego biznesu jest naszą rolą jako istotnego inwestora instytucjonalnego. Ponieważ wymagamy od spółek, żeby stosowały te „dobre praktyki”, chcemy sami dawać dobry przykład. Dlatego jesteśmy sygnatariuszami tych dokumentów, o których wspomniałem. Kanon Dobrych Praktyk Rynku Finansowego jest ze zrozumiałych przyczyn bardzo ogólny, to taka generalna deklaracja, jakie idee i wartości są dla nas istotne. Kodeks Dobrych Praktyk Inwestorów Instytucjonalnych jest znacznie bardziej szczegółowy.
Na zakończenie spytam Pana o życie prywatne… Czy ma Pan jakieś pasje? W jaki sposób Pan wypoczywa?
– Jestem ojcem trójki dzieci, w wieku 8 miesięcy, 4 lata i 8 lat. To jest organizacja mojego całego czasu wolnego… Szukam zajęć, które nas łączą jako rodzinę. Staramy się wakacje spędzać wspólnie. Moja żona chwilowo zajmuje się dziećmi, ale wcześniej była księgową funduszy. Przez szereg lat pracowaliśmy wspólnie.
Dziękuję za rozmowę.
dr Bożena M. Dołęgowska-Wysocka
Wyniki inwestycyjne funduszy emerytalnych w 2007 r.
































































