Po takiej sesji jak dzisiejsza nawet największym pesymistom trudno znaleźć argumenty na rzecz powrotu do spadków z minionych czterech tygodni. Dziś giełdowe indeksy systematycznie i konsekwentnie rosły od samego otwarcia po niemal samo zamknięcie notowań. Ostatecznie Dow Jones poszedł w górę o 3,07%, kończąc dzień wynikiem 8.616,21 pkt. Indeks ten w ciągu trzech dni zyskał blisko 500 punktów, a dziś zaliczył najlepszą sesję od marca. S&P500 poszybował na wysokość 932,68 pkt., co oznacza zwyżkę o 2,96%. Najlepiej spisał się Nasdaq, który po wzroście o 3,51%, zakończył dzień wynikiem 1.862,90 pkt.
Co więc kryło się za takim wybuchem entuzjazmu? Najczęściej można było usłyszeć, że przyczyną były wyniki kwartalne Intela, którego kurs wzrósł o 7%. Spółka zaprezentowała zaskakującą stratę blisko 400 mln dolarów, ale bez uwzględnienia kary od Komisji Europejskiej wypracowałaby zysk rzędu 18 centów na każdą akcję. To o dziesięć centów więcej od rynkowego konsensusu. Mimo że przychody były o 16% niższe niż przed rokiem, to okazały się aż o 10% wyższe od prognoz analityków. Takie rezultaty podnosiły wyceny innych spółek technologicznych, stąd tak dobry wynik Nasdaqa.
Drugim motorem wzrostów były firmy finansowe na czele z American Express, którego walory zdrożały o 12%. Dobrze radziły sobie też akcje spółek przemysłowych: papiery Caterpillara, DuPont czy General Electric dały dziś zarobić po 5-6%.
Ale optymizm powinien nieco przygasnąć, gdyby amerykańscy inwestorzy dokładniej przyjrzeli się raportom z gospodarki. Najważniejszy z nich – czyli dane o produkcji przemysłowej – okazał się nieznacznie lepszy od oczekiwań. Wskaźnik ten spadł w czerwcu o 0,4% m/m (oczekiwano –0,6%), ale w dół zrewidowano dane za maj. W skali roku spadek produkcji wyniósł 13,6%, co jest najgorszym wynikiem od 63 lat. Rekordowo niskie było też wykorzystanie mocy wytwórczych, które sięgnęło zaledwie 68% i było o 12,9 pkt. proc. niższe od historycznej średniej. Nawet jeśli amerykański przemysł najgorsze ma już za sobą (co zasugerował najwyższy od kwietnia 2008 roku poziom indeksu aktywności w regionie Nowego Jorku), to powrót do koniunktury sprzed kryzysu może być kwestią lat, a nie miesięcy.
Graczy z Wall Street nie zaniepokoiła też wyższa od prognoz inflacja. Czerwcowy CPI osiągnął dynamikę 0,7% m/m i –1,4% r/r. Spodziewano się 0,5% m/m oraz –1,6% r/r. Po wyłączeniu kosztów żywności i energii ceny detaliczne zgodnie z prognozami wzrosły o 0,2% m/m i 1,7%% r/r.
Niemniej jednak inflacją są zaniepokojeni nawet niektórzy członkowie FOMC, a Rezerwa Federalna znacząco podwyższyła swoje szacunki dla tegorocznego wzrostu cen. W górę poszły też prognozy dla dynamiki PKB (obecny przedział to –1,5% do –1,0%, wobec –2,0% do –1,3% w kwietniowej projekcji) oraz stopy bezrobocia, która na koniec roku może sięgnąć 10,1% i zacząć istotnie spadać dopiero w roku 2012. Przedstawiciele amerykańskich władz monetarnych uznali też, że gospodarka USA jest słaba i grożą jej kolejne wstrząsy.
I to właśnie stan gospodarki chyba najlepiej tłumaczy niecodzienne zjawisko na Wall Street: dużym wzrostom cen akcji towarzyszył jeszcze silniejszy wzrost (o 3,5%) indeksu VIX, zwanego miernikiem strachu nowojorskich inwestorów. Taka sytuacja oznacza, że wielu uczestników rynku po gwałtownych wzrostach spodziewa się równie dynamicznych spadków i kupuje opcje zabezpieczające przed potencjalnymi stratami. Stąd wyższe ceny tych instrumentów i zwyżka indeksu VIX.
K.K.






























































