2009-02-05 06:00 Źródło: EFIX
Najlepsze okazje inwestycyjne w styczniu 2009
Styczeń tego roku charakteryzował się przede wszystkim brakiem „efektu stycznia”. Popularna wśród inwestorów giełdowych teoria zakłada, że w styczniu wzrosty na giełdach występują z większym prawdopodobieństwem niż spadki. Historycznie rzeczywiście tak jest, jednak w tym roku realnym efektem stycznia są mniejsze bądź większe spadki na wszystkich największych giełdach papierów wartościowych.
Na giełdach akcji mieliśmy zasadniczo dwa tygodnie wyprzedaży, które większość indeksów przywróciły do poziomów grudniowych minimów. W tym okresie wykresy zdążyły obsunąć po 10-15%. Następnie nadeszło spokojne odbicie, niestety dla posiadaczy akcji, bez fajerwerków. Wzrosty trwały około tygodnia i „zniosły” mniej więcej połowę spadków. Nie śledząc codziennie rynków i nie podejmując decyzji inwestycyjnych każdego tygodnia bądź częściej, najwięcej można było zyskać sprzedając na początku miesiąca kontrakty na Dow Jones Transportation Average, drugi (po Dow Jones Industrial Average) najpopularniejszy indeks Dow Jones. Zniżkował on w tym czasie o 16,16% Solidną stopę zwrotu można było również uzyskać obstawiając spadki na giełdach w Warszawie i Frankfurcie. Polski indeks blue chipów spadł o 10,88% a niemiecki o 9,81%. Najmniej w styczniu spadał amerykański indeks spółek technologicznych, jedynie 2,6%
Na rynkach towarowych przeważały skromne zwyżki cen, zarówno surowców do wyrobu dóbr konsumpcyjnych, jak i metali przemysłowych. Kawa, cukier, kakao zyskały 5-7% na wartości, natomiast miedź, platyna, złoto zyskały 4,5-5,5% Silniejszy wzrost kursu nastąpił na rynku srebrnego kruszcu, który od początku roku wzrósł o 11,7%. Mimo braku spektakularnego trendu (jak to było w ubiegłych miesiącach) na rynku ropy naftowej, w styczniu możemy na nim obserwować bardzo ciekawą sytuację. Zazwyczaj dwa najpopularniejsze jej gatunki, WTI i Brent, nie różnią się ceną o więcej niż 1$ za baryłkę (nawet wtedy, gdy cena osiągała 140$/b). Aktualnie, różnica wynosi oscyluje między 3$ a 6$, na korzyść ropy z Europy (Brent). Podobna różnica utrzymuje się również między najbliższą a kolejną serią kontraktów (oczywiście naturalna jest wyższa cena późniejszych dostaw, ale nie o około 10% !) Wytłumaczeniem może tymczasowe zapełnienie magazynów ropy w Ameryce, a przez to brak znaczącego popytu na bieżące dostawy tego surowca (doszło do tego, że wynajmuje się tankowce nie do transportu, ale do przechowania ropy).
Na rynku walutowym sytuacja podobna do obserwowanej w listopadzie ubiegłego roku. Japoński jen oraz amerykański dolar zyskiwały względem innych najpopularniejszych walut. Również brytyjski funt odreagował kilkumiesięczne spadki. Słabo spisywały się euro i szwajcarski frank. Najgorzej, jak w listopadzie, prezentowała się jednak nasza rodzima waluta, która względem dolara traciła aż 18%, funta 17% a euro i franka 8%, czyli wszystkich obserwowanych przez polskich inwestorów (oraz eksporterów i importerów) walut. Były to jedne z najwyższych przecen złotego w historii.
Indeks WIG-20 spadł od końca grudnia o niecałe 200 punktów, z 1789 do 1595pkt. Oznacza to przecenę o 10,9%.
Przez pierwsze dni nowego roku polskie blue-chipy rosły bardzo dynamicznie, powodując przebicie maksimów z listopada i wzrost indeksu o ponad 100 punktów. Największą zmianą cen na plus cieszyły się spółki z sektora deweloperskiego, jak również Bank BPH oraz Bioton. Niestety, pokonanie listopadowych szczytów nie przyniosło dalszego popytu na akcje, i już od 7 stycznia rozpoczęła się ostra jazda bez trzymanki w przeciwnym kierunku. Kolejne dwa tygodnie sprowadziły indeks z poziomu 1900pkt poniżej 1600pkt. Był to przede wszystkim efekt wyprzedaży akcji spółek bankowych. Działo się to na fali fatalnych informacji dotyczących tego sektora za oceanem i w Europie Zachodniej. Indeks WIG-BANKI w tym czasie cofnął się o 30%, a ponieważ największe banki mają stosunkowo duży udział w WIG-20, mocno ściągnęły notowania w dół.
Gwałtowne odreagowanie nadeszło 22. stycznia, było jednak tylko jednodniowe. Przed końcem trzeciego tygodnia stycznia indeks znalazł się już w okolicach 1550pkt, które stanowi najniższy poziom zamknięcia od 20. listopada (wcześniej ciut wyżej na tym poziomie notowania zamknęły się 24. października). Oprócz akcji instytucji finansowych najsilniejszej przecenie uległy Lotos i Cersanit, tracące w przekroju całego miesiąca ponad 30% (z czego większość skali spadku miała miejsce właśnie w pierwszych trzech tygodniach stycznia). W ostatnim tygodniu miała miejsce istotna obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, bo aż o 75 punktów bazowych, z 5% do 4,25%. Zazwyczaj taki ruch powoduje wzrost cen akcji, tym razem jednak jedynie „wyhamował” trend spadkowy. Indeks w dalszym ciągu osuwał się, i ostatecznie zakończył miesiąc na 1595 punktach.
Sytuacja jest bardzo ciężka, gdyż nie za bardzo widać oznaki poprawy. Fundamentalnie, pozytywnych wieści można by się spodziewać dopiero za kilka-kilkanaście tygodni. Przede wszystkim należy się jednak wsłuchiwać w informacje płynące ze Stanów Zjednoczonych i tamtejszych rynków, ponieważ mają one istotny wpływ na rozwijające się rynki, takie jak nasz. Technicznie, bardzo ważne są poziomy lokalnych minimów z października i listopada. Zwłaszcza ten pierwszy, 1470pkt, będzie miał wielkie znaczenie, gdyż jego pokonanie będzie utrzymywać trend spadkowy w lutym.
Cena srebra najbardziej zwyżkowała spośród cen różnych surowców, którymi handluje się na największych giełdach towarowych, bo o 11,7%. W poprzednich miesiącach rzadko zdarzało się, by towary nie były w ogóle lub bardzo słabo skorelowane z rynkami akcyjnymi lub walutowymi. Tym razem właśnie taka sytuacja miała miejsce. Spadki lub wzrosty indeksów w żaden sposób nie przekładały się na zmiany cen surowców. Również fluktuacje kursu walutowego dolara nie miały ani negatywnych ani pozytywnych wpływów.
Srebro w październiku zaliczyło dno na poziomie 8,5$ za uncję. Od tamtej pory stopniowo odzyskuje wartość. Początek ubiegłego miesiąca charakteryzował się bardzo wysoką zmiennością cen białego kruszcu. Cena, z wyjściowego poziomu 11,3, oscylowała między 11,6 a 10,6$/oz, aż w końcu spadła do 10,4$/oz. Od tamtej pory ukształtował się stabilny trend wzrostowy, który wywindował cenę srebra na koniec miesiąca do 12,6$/oz. W tym czasie miała miejsce jedna wyraźniejsza korekta (w ostatnim tygodniu stycznia), która naruszyła kanał wzrostowy. Było to jednak tylko fałszywe wybicie, gdyż następnie mieliśmy do czynienia z powrotem do wnętrza kanału i kontynuacją wzrostu cen.
Ostatnia fala wzrostowa miała zasięg około 1$/oz, a w przypadku poprzednich wzrostów o takich rozmiarach doświadczaliśmy korekt lub przynajmniej spowolnienia trendu wzrostowego. Podobnych wydarzeń prawdopodobnie można spodziewać się i tym razem.
Złoty po przeszło miesięcznej konsolidacji pokonał ostatecznie górne ograniczenie kanału i podobnie jak w listopadzie, bardzo gwałtownie deprecjonował. Jeszcze na początku roku jednego dolara mogliśmy zakupić za niecałe 3zł podczas gdy na koniec stycznia należało zapłacić już 3,50zł. Obecnie amerykańska waluta jest najdroższa od października 2004 roku.
Na samym początku roku, wraz ze wzrostami na giełdach, złoty zyskiwał na wartości. Kurs dolara udało się obniżyć poniżej 2,90zł. Kolejne tygodnie, wraz z pogorszeniem sytuacji na światowych giełdach, podobnie jak to miało miejsce wcześniej w takich okolicznościach, przyniosły deprecjację złotego względem wszystkich walut. Globalna awersja do ryzyka przyczynia się do odpływu kapitału z rynków wschodzących na bezpieczne obligacje państw rozwiniętych. A że z początkiem roku ekonomiści częściej wypowiadali się o wydłużeniu recesji w czasie, widzimy tego efekty w postaci bardzo wysokiego kursu walutowego. Najwyraźniej było to widać właśnie na parze USDPLN, ponieważ dolar mocno się umacniał również do euro i franka.
W ostatnim tygodniu stycznia pojawiła się korekta całego wzrostowego ruchu, zapoczątkowanego od minimum w połowie grudnia. Zniosła ona jednak jedynie 38% wzrostu (dolar cofnął się z 3,50zł na 3,25zł). Kiedy jednak Rada Polityki Pieniężnej obniżyła aż o 75 punktów bazowych stopy procentowe (co zwykle prowadziło do osłabienia złotego) w celu pobudzenia akcji kredytowej w kraju, nastąpiła kolejna fala deprecjacji PLN. Na koniec miesiąca dolar amerykański kosztował ponownie prawie 3,50zł.
Patrząc na wykres i wczytując się w informacje z zagranicznych agencji prasowych można wysnuć wniosek, że trend wzrostowy na tej parze będzie kontynuowany. Tak długo jak inwestorzy reprezentowani przez amerykańskie banki będą wycofywać pieniądze z Europy Środkowo-Wschodniej celem zapewnienia sobie bezpieczeństwa i płynności, tak długo deprecjacja polskiej waluty będzie trwała.
Piotr Wroński
pw@efixpolska.com
EFIX POLSKA
Na giełdach akcji mieliśmy zasadniczo dwa tygodnie wyprzedaży, które większość indeksów przywróciły do poziomów grudniowych minimów. W tym okresie wykresy zdążyły obsunąć po 10-15%. Następnie nadeszło spokojne odbicie, niestety dla posiadaczy akcji, bez fajerwerków. Wzrosty trwały około tygodnia i „zniosły” mniej więcej połowę spadków. Nie śledząc codziennie rynków i nie podejmując decyzji inwestycyjnych każdego tygodnia bądź częściej, najwięcej można było zyskać sprzedając na początku miesiąca kontrakty na Dow Jones Transportation Average, drugi (po Dow Jones Industrial Average) najpopularniejszy indeks Dow Jones. Zniżkował on w tym czasie o 16,16% Solidną stopę zwrotu można było również uzyskać obstawiając spadki na giełdach w Warszawie i Frankfurcie. Polski indeks blue chipów spadł o 10,88% a niemiecki o 9,81%. Najmniej w styczniu spadał amerykański indeks spółek technologicznych, jedynie 2,6%
Na rynkach towarowych przeważały skromne zwyżki cen, zarówno surowców do wyrobu dóbr konsumpcyjnych, jak i metali przemysłowych. Kawa, cukier, kakao zyskały 5-7% na wartości, natomiast miedź, platyna, złoto zyskały 4,5-5,5% Silniejszy wzrost kursu nastąpił na rynku srebrnego kruszcu, który od początku roku wzrósł o 11,7%. Mimo braku spektakularnego trendu (jak to było w ubiegłych miesiącach) na rynku ropy naftowej, w styczniu możemy na nim obserwować bardzo ciekawą sytuację. Zazwyczaj dwa najpopularniejsze jej gatunki, WTI i Brent, nie różnią się ceną o więcej niż 1$ za baryłkę (nawet wtedy, gdy cena osiągała 140$/b). Aktualnie, różnica wynosi oscyluje między 3$ a 6$, na korzyść ropy z Europy (Brent). Podobna różnica utrzymuje się również między najbliższą a kolejną serią kontraktów (oczywiście naturalna jest wyższa cena późniejszych dostaw, ale nie o około 10% !) Wytłumaczeniem może tymczasowe zapełnienie magazynów ropy w Ameryce, a przez to brak znaczącego popytu na bieżące dostawy tego surowca (doszło do tego, że wynajmuje się tankowce nie do transportu, ale do przechowania ropy).
Na rynku walutowym sytuacja podobna do obserwowanej w listopadzie ubiegłego roku. Japoński jen oraz amerykański dolar zyskiwały względem innych najpopularniejszych walut. Również brytyjski funt odreagował kilkumiesięczne spadki. Słabo spisywały się euro i szwajcarski frank. Najgorzej, jak w listopadzie, prezentowała się jednak nasza rodzima waluta, która względem dolara traciła aż 18%, funta 17% a euro i franka 8%, czyli wszystkich obserwowanych przez polskich inwestorów (oraz eksporterów i importerów) walut. Były to jedne z najwyższych przecen złotego w historii.
Indeks WIG-20 spadł od końca grudnia o niecałe 200 punktów, z 1789 do 1595pkt. Oznacza to przecenę o 10,9%.
Przez pierwsze dni nowego roku polskie blue-chipy rosły bardzo dynamicznie, powodując przebicie maksimów z listopada i wzrost indeksu o ponad 100 punktów. Największą zmianą cen na plus cieszyły się spółki z sektora deweloperskiego, jak również Bank BPH oraz Bioton. Niestety, pokonanie listopadowych szczytów nie przyniosło dalszego popytu na akcje, i już od 7 stycznia rozpoczęła się ostra jazda bez trzymanki w przeciwnym kierunku. Kolejne dwa tygodnie sprowadziły indeks z poziomu 1900pkt poniżej 1600pkt. Był to przede wszystkim efekt wyprzedaży akcji spółek bankowych. Działo się to na fali fatalnych informacji dotyczących tego sektora za oceanem i w Europie Zachodniej. Indeks WIG-BANKI w tym czasie cofnął się o 30%, a ponieważ największe banki mają stosunkowo duży udział w WIG-20, mocno ściągnęły notowania w dół.
Gwałtowne odreagowanie nadeszło 22. stycznia, było jednak tylko jednodniowe. Przed końcem trzeciego tygodnia stycznia indeks znalazł się już w okolicach 1550pkt, które stanowi najniższy poziom zamknięcia od 20. listopada (wcześniej ciut wyżej na tym poziomie notowania zamknęły się 24. października). Oprócz akcji instytucji finansowych najsilniejszej przecenie uległy Lotos i Cersanit, tracące w przekroju całego miesiąca ponad 30% (z czego większość skali spadku miała miejsce właśnie w pierwszych trzech tygodniach stycznia). W ostatnim tygodniu miała miejsce istotna obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, bo aż o 75 punktów bazowych, z 5% do 4,25%. Zazwyczaj taki ruch powoduje wzrost cen akcji, tym razem jednak jedynie „wyhamował” trend spadkowy. Indeks w dalszym ciągu osuwał się, i ostatecznie zakończył miesiąc na 1595 punktach.
Sytuacja jest bardzo ciężka, gdyż nie za bardzo widać oznaki poprawy. Fundamentalnie, pozytywnych wieści można by się spodziewać dopiero za kilka-kilkanaście tygodni. Przede wszystkim należy się jednak wsłuchiwać w informacje płynące ze Stanów Zjednoczonych i tamtejszych rynków, ponieważ mają one istotny wpływ na rozwijające się rynki, takie jak nasz. Technicznie, bardzo ważne są poziomy lokalnych minimów z października i listopada. Zwłaszcza ten pierwszy, 1470pkt, będzie miał wielkie znaczenie, gdyż jego pokonanie będzie utrzymywać trend spadkowy w lutym.
Cena srebra najbardziej zwyżkowała spośród cen różnych surowców, którymi handluje się na największych giełdach towarowych, bo o 11,7%. W poprzednich miesiącach rzadko zdarzało się, by towary nie były w ogóle lub bardzo słabo skorelowane z rynkami akcyjnymi lub walutowymi. Tym razem właśnie taka sytuacja miała miejsce. Spadki lub wzrosty indeksów w żaden sposób nie przekładały się na zmiany cen surowców. Również fluktuacje kursu walutowego dolara nie miały ani negatywnych ani pozytywnych wpływów.
Srebro w październiku zaliczyło dno na poziomie 8,5$ za uncję. Od tamtej pory stopniowo odzyskuje wartość. Początek ubiegłego miesiąca charakteryzował się bardzo wysoką zmiennością cen białego kruszcu. Cena, z wyjściowego poziomu 11,3, oscylowała między 11,6 a 10,6$/oz, aż w końcu spadła do 10,4$/oz. Od tamtej pory ukształtował się stabilny trend wzrostowy, który wywindował cenę srebra na koniec miesiąca do 12,6$/oz. W tym czasie miała miejsce jedna wyraźniejsza korekta (w ostatnim tygodniu stycznia), która naruszyła kanał wzrostowy. Było to jednak tylko fałszywe wybicie, gdyż następnie mieliśmy do czynienia z powrotem do wnętrza kanału i kontynuacją wzrostu cen.
Ostatnia fala wzrostowa miała zasięg około 1$/oz, a w przypadku poprzednich wzrostów o takich rozmiarach doświadczaliśmy korekt lub przynajmniej spowolnienia trendu wzrostowego. Podobnych wydarzeń prawdopodobnie można spodziewać się i tym razem.
Złoty po przeszło miesięcznej konsolidacji pokonał ostatecznie górne ograniczenie kanału i podobnie jak w listopadzie, bardzo gwałtownie deprecjonował. Jeszcze na początku roku jednego dolara mogliśmy zakupić za niecałe 3zł podczas gdy na koniec stycznia należało zapłacić już 3,50zł. Obecnie amerykańska waluta jest najdroższa od października 2004 roku.
Na samym początku roku, wraz ze wzrostami na giełdach, złoty zyskiwał na wartości. Kurs dolara udało się obniżyć poniżej 2,90zł. Kolejne tygodnie, wraz z pogorszeniem sytuacji na światowych giełdach, podobnie jak to miało miejsce wcześniej w takich okolicznościach, przyniosły deprecjację złotego względem wszystkich walut. Globalna awersja do ryzyka przyczynia się do odpływu kapitału z rynków wschodzących na bezpieczne obligacje państw rozwiniętych. A że z początkiem roku ekonomiści częściej wypowiadali się o wydłużeniu recesji w czasie, widzimy tego efekty w postaci bardzo wysokiego kursu walutowego. Najwyraźniej było to widać właśnie na parze USDPLN, ponieważ dolar mocno się umacniał również do euro i franka.
W ostatnim tygodniu stycznia pojawiła się korekta całego wzrostowego ruchu, zapoczątkowanego od minimum w połowie grudnia. Zniosła ona jednak jedynie 38% wzrostu (dolar cofnął się z 3,50zł na 3,25zł). Kiedy jednak Rada Polityki Pieniężnej obniżyła aż o 75 punktów bazowych stopy procentowe (co zwykle prowadziło do osłabienia złotego) w celu pobudzenia akcji kredytowej w kraju, nastąpiła kolejna fala deprecjacji PLN. Na koniec miesiąca dolar amerykański kosztował ponownie prawie 3,50zł.
Patrząc na wykres i wczytując się w informacje z zagranicznych agencji prasowych można wysnuć wniosek, że trend wzrostowy na tej parze będzie kontynuowany. Tak długo jak inwestorzy reprezentowani przez amerykańskie banki będą wycofywać pieniądze z Europy Środkowo-Wschodniej celem zapewnienia sobie bezpieczeństwa i płynności, tak długo deprecjacja polskiej waluty będzie trwała.
Piotr Wroński
pw@efixpolska.com
EFIX POLSKA


Dodaj komentarz