REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Mieszkania spekulacyjne - między rynkiem pierwotnym a wtórnym

2008-07-16 12:50
publikacja
2008-07-16 12:50
Dodaj Bankier.pl w Google
Mieszkania spekulacyjne stanowią dziś rzeczywistą konkurencję dla deweloperów, absorbując część popytu, który mógłby przypaść na rynek pierwotny.

W ostatnich tygodniach gorącym tematem medialnym w Polsce stał się specyficzny segment rynku mieszkaniowego - lokale oferowane przez nabywców, którzy kupili je nie po to, aby w nich zamieszkać lub je wynająć, ale po to, żeby je odsprzedać z zyskiem, jako nigdy wcześniej niezamieszkałe.

Mieszkania te stały się przyczyną sporego zamieszania. Przede wszystkim pojawia się pytanie o ich klasyfikację: czy należy je zaliczać do podaży z rynku wtórnego czy pierwotnego. Z jednej strony, większość mieszkań oferowanych przez inwestorów ma cechy podobne do oferty deweloperów, czyli rynku pierwotnego. Są to mieszkania, w których nikt nigdy nie mieszkał, w końcowej fazie budowy lub niedawno oddane do użytku, z reguły oferowane w standardzie deweloperskim, a więc bez końcowego wykończenia (bez podłóg, okładzin ścian, urządzeń sanitarnych, mebli wbudowanych, często także bez drzwi wewnętrznych) - choć zdarzają się również mieszkania wykończone, i to w bardzo wysokim standardzie.

Z drugiej jednak strony, trudno po prostu doliczać takie lokale do puli mieszkań oferowanych przez deweloperów - w końcu deweloperzy czy też spółdzielnie mieszkaniowe już raz je sprzedały. Z tego punktu widzenia, takie lokale wydają się przynależeć raczej do rynku wtórnego.

Kim są ich dotychczasowi właściciele? Rekrutują się oni spośród wielu różnych kategorii: przeważają indywidualni inwestorzy, najczęściej Polacy, którzy kupili w celach spekulacyjnych jedno albo co najwyżej kilka mieszkań, zwykle posiłkując się do pewnego stopnia kredytami hipotecznymi. Ale są wśród nich także indywidualni inwestorzy z zagranicy, którzy - najczęściej za pośrednictwem innych firm - kupowali wirtualnie kilka mieszkań w przekonaniu, że robią interes życia. Wśród sprzedających znaleźli się też zapewne inwestorzy instytucjonalni, zarówno krajowi, jak i zagraniczni.

Skąd na rynku wzięła się ta nowa, pośrednia kategoria mieszkań? To wynik zmiany struktury popytu na polskim rynku mieszkaniowym w ostatnich latach. Popyt spekulacyjny, który w Warszawie w 2006 roku wyniósł wedle szacunków około 30% transakcji, spowodował sztuczne nakręcenie koniunktury. W reakcji na ów popyt deweloperzy znacznie zwiększyli podaż, przy czym część z nich sprofilowała także charakterystykę produktu z myślą o nabywcach pakietów mieszkań. Mieszkania budowane pod wynajem mają bowiem prawo być zlokalizowane w bardziej hałaśliwych lokalizacjach, zaś same budynki mogą dość intensywnie wykorzystywać przestrzeń działki.

Tymczasem od połowy 2007 roku zakupy spekulacyjne właściwie zamarły, zmalało także tempo sprzedaży mieszkań przez lokalnych nabywców. W największych miastach podaż zaczęła wyraźnie przewyższać popyt. Spadek lokalnego popytu wynika w znacznej mierze z czynników fundamentalnych, takich jak wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych i wyraźne podniesienie poprzeczki przez banki, choćby poprzez podwyższenie poziomu dochodów gospodarstw domowych, wymaganego do uzyskania kredytu. Niemały wpływ na spadek popytu miały też czynniki psychologiczne, w tym oczekiwanie spadku cen, a także obawy o przyszłość gospodarki światowej, a w konsekwencji i sytuacji w Polsce.

Mieszkania „spekulacyjne" stanowią w tej sytuacji rzeczywistą konkurencję dla deweloperów i absorbują część popytu, który w innym wypadku przypadłby na rynek pierwotny. Ponieważ w ofercie deweloperów nadal niewiele jest lokali w całkowicie zakończonych inwestycjach, istotną zaletę mieszkań „spekulacyjnych" stanowi możliwość szybkiego wprowadzenia się do kupionego lokalu.

Co więcej, lokale spekulacyjne znajdują się bardzo często albo w inwestycji, w której deweloper ma jeszcze „własne" niesprzedane mieszkania, albo - w bezpośrednim sąsiedztwie takiego projektu. Przynajmniej część z nich stanowią mieszkania kupowane we wczesnej fazie budowy, a w związku z tym - relatywnie najbardziej atrakcyjnie położone w ramach inwestycji. Wreszcie - w przypadku części ofert - zaletą może być większa elastyczność sprzedających pod względem ostatecznej ceny.

Z punktu widzenia potencjalnego nabywcy warto zatem przyjrzeć się tym ofertom, można bowiem wśród nich wyłowić prawdziwe rarytasy. Ale wiele z nich stanowi towar „drugiej świeżości" - trzeba więc wykazać czujność.

Analitycy REAS podjęli próbę oszacowania skali zjawiska w najważniejszych polskich miastach na podstawie liczby ofert. W Warszawie na koniec maja 2008 w ofercie znajdowało się około 4 tysięcy mieszkań oddanych w latach 2006-2007. Można zakładać, że były to lokale nigdy niezasiedlone. Na rynku wtórnym obrotowi podlegają jednak nie tylko lokale gotowe do zamieszkania, ale również te, które są jeszcze w trakcie budowy. Takich ofert jest dziś prawie 3,5 tysiąca w całej Warszawie.

Według szacunków REAS w zasadzie wszystkie lokale planowane do odsprzedaży z puli 2006-2007 są w ofercie lub już zmieniły właścicieli. Natomiast skala zakupów spekulacyjnych w grupie lokali, których ukończenie planowane jest na lata 2008-2010 jest na pewno większa - można je szacować łącznie na ok. 10 tys. mieszkań. Oznacza to, że jeszcze około 6,5 tysiąca może w najbliższych kilku latach sukcesywnie pojawić się na rynku.

Czy w skali rynku warszawskiego jest to dużo? Liczbę mieszkań znajdujących się w ofercie na rynku pierwotnym (w biurach sprzedaży firm deweloperskich ) można szacować dziś na ok. 15 tysięcy. Jeśli zestawić tę liczbę z ok. 7,5 tysiąca „mieszkań spekulacyjnych", które znajdują się już w sprzedaży, widać, że stanowią one około 50% oferty z rynku pierwotnego! Wpływ tych lokali na sytuację na rynku pierwotnym jest o wiele większy niż na rynek wtórny. Działają one stabilizująco na ceny, przeciwdziałając ich wzrostowi, a w mniejszym stopniu - także spadkowi. Inwestorzy utrzymują bowiem dość wysokie ceny ofertowe i raczej są skłonni dłużej poczekać na kupującego czy nawet wycofać ofertę z rynku, niż wyraźnie obniżyć cenę. Potwierdzają to pośrednicy w obrocie nieruchomościami, których zdaniem część osób wystawiających oferty sprawia wrażenie, jakby niekoniecznie chcieli sprzedać swoje lokale: proponowane przez nich ceny wydają się nierealistycznie wysokie. Niektórzy szczerze przyznają - jeśli znajdzie się naiwny kupiec, to sprzedam, a jeśli nie - zaczekam. W ten sposób ich zachowanie sprzyja stabilizacji cen.

A jak wygląda skala zjawiska na innych rynkach w Polsce? W Krakowie liczbę mieszkań spekulacyjnych, które już są albo mogą w najbliższych kilkunastu miesiącach znaleźć się w sprzedaży, można szacować na ok. 3,5 tysiąca, około 3 tysięcy lokali w Trójmieście, po ok. 1,5-2 tys. we Wrocławiu i Poznaniu. Jest to zatem, podobnie jak w Warszawie, około połowy prognozowanej rocznej sprzedaży nowych mieszkań.

Można przewidywać, że największa liczba lokali spekulacyjnych pojawi się w ofercie w bieżącym roku jako reakcja na szczyt zakupów w roku 2006. Począwszy od 2009 roku ich liczba w ofercie powinna się stopniowo zmniejszać, ale trzeba pamiętać, że decyzja o wystawieniu mieszkania na rynek jest uzależniona od możliwości wynajmu, obsługi kredytu - i ceny jaką można za nie uzyskać. Zatem pula mieszkań spekulacyjnych będzie dodatkowym czynnikiem blokującym dalszy wzrost cen w perspektywie kilkunastu miesięcy.

Kazimierz Kirejczyk, prezes REAS / www.prnews.pl
Źródło:
Tematy

Komentarze (11)

dodaj komentarz
~Krzysiek Czerwionka
Po pierwsze ,bardzo nietrafne i zarazem złe określenie "mieszkanie spekulacyjne".Jeśli ktokolwiek kupuje , to niech kupi i 10 mieszkań, to on bedzie miał /lub nie/ problem co ma z nimi zrobic i jak je użytkowac , czy sprzedac, to on ponosi ryzyko /swoje / ryzyko gospodarcze.Jednocześnie to on /wielkie pokłony/ rozkręca Po pierwsze ,bardzo nietrafne i zarazem złe określenie "mieszkanie spekulacyjne".Jeśli ktokolwiek kupuje , to niech kupi i 10 mieszkań, to on bedzie miał /lub nie/ problem co ma z nimi zrobic i jak je użytkowac , czy sprzedac, to on ponosi ryzyko /swoje / ryzyko gospodarcze.Jednocześnie to on /wielkie pokłony/ rozkręca rynek w każdej sferze.Budowa mieszkań daje minimum 18 innym gałęziom produkcyjnym zbyt na swoje towary, a także zatrudnienie innym ludziom w pokrewnych z mieszkaniówką gałęziach produkcji, jak wykładziny ,meble kuchenne, meble inne, AGD, glazura, biały montaż, transport etc.To on płaci podatki , to on daje możliwośc wynajęcia osobom, które z przyczyn różnych nigdy nie kiupuią mieszkania.
Czy nie pokutuje u wielu tzw. polska mentalnośc małego Kazia -nie mam to innym nie dam.
Wzrost zamożności jednostki pociąga za sobą analogicznie wzrost zamożności innych.
~TEPL
>>>to on ponosi ryzyko /swoje / ryzyko gospodarcze<<<

No ciekawe...
Szkoda tylko, że np. za zyski spekulujących na rynku żywności w ostatnim roku zapłacili ci, którzy zdechli z głodu w krajach trzeciego świata.

Skutki spekulacji na polskim rynku nieruchomości nie będą na pewno aż tak przykre, ale
>>>to on ponosi ryzyko /swoje / ryzyko gospodarcze<<<

No ciekawe...
Szkoda tylko, że np. za zyski spekulujących na rynku żywności w ostatnim roku zapłacili ci, którzy zdechli z głodu w krajach trzeciego świata.

Skutki spekulacji na polskim rynku nieruchomości nie będą na pewno aż tak przykre, ale przez analogię widzisz chyba, że to nie zazdrość o wzrost zamożności innych jest tutaj problemem.
~maan
"Jednocześnie to on /wielkie pokłony/ rozkręca rynek w każdej sferze."

W teorii ekonomii, bo na pewno nie na polskim "rynku mieszkaniowym". Tutaj jest gigantyczna spekulacja, w której deweloperzy sprzedają mieszkania z 50-80% marżą (na pewno nie doszli do tego "własną pracą"), a banki udzielają
"Jednocześnie to on /wielkie pokłony/ rozkręca rynek w każdej sferze."

W teorii ekonomii, bo na pewno nie na polskim "rynku mieszkaniowym". Tutaj jest gigantyczna spekulacja, w której deweloperzy sprzedają mieszkania z 50-80% marżą (na pewno nie doszli do tego "własną pracą"), a banki udzielają na nie kredytów, których warunki to jeden wielki kryminał (jak nie będziesz mógł spłacać kredytu, to zabierają ci mieszkanie, licytują za pół ceny znajomemu i spłacasz dalej połowę kredytu - fajnie jest być obciążonym do końca życia kwotą 150-200 tys. zł już BEZ MIESZKANIA?). Ktoś to ustawił, bo nie wierzę, żeby banki "same z siebie" zaczęły kredytować kompletnie przewartościowane mieszkania (a wcześniej blokowały kredyty na wszystkie możliwe sposoby). Naiwni i niedouczeni myślą, że deweloperzy "rozkręcają rynek", ale gołym okiem widać, że jedyne, co rozkręcają, to spekulacja, która prowadzi do bogacenia się niewielu kosztem biedy 90% społeczeństwa...

~frelic
bank ich przyciśnie to z chorej spekulacji zostaną nici i beda musieli oddawać po cenie zakupu. tak sie konczy każde złodziejstwo.
~Szkodnik
1. Kim są ich dotychczasowi właściciele? Rekrutują się oni spośród wielu różnych kategorii: przeważają indywidualni inwestorzy, najczęściej Polacy, którzy kupili w celach spekulacyjnych jedno albo co najwyżej kilka mieszkań, zwykle posiłkując się do pewnego stopnia kredytami hipotecznymi.

2. Popyt spekulacyjny, który w Warszawie
1. Kim są ich dotychczasowi właściciele? Rekrutują się oni spośród wielu różnych kategorii: przeważają indywidualni inwestorzy, najczęściej Polacy, którzy kupili w celach spekulacyjnych jedno albo co najwyżej kilka mieszkań, zwykle posiłkując się do pewnego stopnia kredytami hipotecznymi.

2. Popyt spekulacyjny, który w Warszawie w 2006 roku wyniósł wedle szacunków około 30% transakcji, spowodował sztuczne nakręcenie koniunktury.

3. Tymczasem od połowy 2007 roku zakupy spekulacyjne właściwie zamarły, zmalało także tempo sprzedaży mieszkań przez lokalnych nabywców. W największych miastach podaż zaczęła wyraźnie przewyższać popyt. Spadek lokalnego popytu wynika w znacznej mierze z czynników fundamentalnych, takich jak wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych
~remek odpowiada ~Szkodnik
Loob by sie sprawdzil w poprzednim systemie. Wtedy karano za posiadanie, za znamiona luksusu.
Teraz takie pomysly ma tylko PIS.
~Szkodnik odpowiada ~remek
1. Podpierano sie kredytami hipotecznymi.

2. Popyt spekulacyjny, który w Warszawie w 2006 roku wyniósł wedle szacunków około 30% transakcji, spowodował sztuczne nakręcenie koniunktury.

3. Tymczasem od połowy 2007 roku zakupy spekulacyjne właściwie zamarły ze wzgledu na wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych.

Czyby
1. Podpierano sie kredytami hipotecznymi.

2. Popyt spekulacyjny, który w Warszawie w 2006 roku wyniósł wedle szacunków około 30% transakcji, spowodował sztuczne nakręcenie koniunktury.

3. Tymczasem od połowy 2007 roku zakupy spekulacyjne właściwie zamarły ze wzgledu na wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych.

Czyby kapitalizm jednak dzialal nawet w Pomrocznej? Jak myslisz?
~kicha
no to placisz, jak masz dwie szczoteczki do zebow to tez placisz, za 2 kupy w kiblu tez placisz najlepiej na prywatne konto radia maryja lub braci blizniakow :)
~maan
Pe'js'y ci się zrosły czy to tylko wrodzona głvpota?
~lon
czy ty chory jestes
a jak mam dwie żony to ile podatku
albo dwa telewizory to co ?

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki