Od początku tygodnia kurs ropy waha się w przedziale 136-138$ za baryłkę, czyli zaledwie parę dolarów poniżej niedawnych rekordów wszech czasów. Jak dotąd cen nie była w stanie obniżyć decyzja Arabii Saudyjskiej o zwiększeniu wydobycia oraz nieco mocniejszy dolar.
Za to dzisiaj o wznowieniu pracy na platformach wiertniczych zlokalizowanych przy nigeryjskim wybrzeżu poinformował koncern Royal Dutch Shell. W efekcie można się spodziewać wzrostu podaży ropy o niecałe 200 tysięcy baryłek dziennie.
Ponadto firma MasterCard obsługująca bezgotówkowe transakcje konsumentów poinformowała w swoim raporcie, że w ostatnim tygodniu Amerykanie kupili o 2,7% mniej paliwa niż przed rokiem. Według szacunków MasterCarda popyt na benzynę wyniósł średnio 9,45 mln baryłek dziennie wobec 9,71 mln rok wcześniej.
Mimo tych informacji o godzinie 9:30 baryłka ropy gatunku Light Crude kosztowała tyle samo co wczoraj, czyli 137$. Za surowiec marki Brent trzeba było zapłacić 136,72$ za baryłkę, a więc o 28 centów więcej niż we wtorek.
Dzisiaj rynek ropy oprócz decyzji Komitetu Otwartego Rynku będzie czekał także na cotygodniowe dane o amerykańskich zapasach paliw. Analitycy prognozują, że zapasy surowej ropy zmniejszyły się o 1,1 mln baryłek, a rezerwy benzyny mają pozostać bez zmian, ponieważ rafinerie najprawdopodobniej ograniczyły produkcję.
K.K.




























































