Wczoraj prezes Rezerwy Federalnej Ben Bernanke przestrzegł przed negatywnymi skutkami dalszej deprecjacji dolara. Była to wyraźna zmiana retoryki szefa Fed-u, który do tej pory więcej mówił o ryzyku spowolnienia gospodarczego niż o rosnącej presji inflacyjnej wywołanej rekordowo drogimi surowcami, co z kolei jest po części pochodną słabego dolara.
Ponadto Bernanke uznał obecny poziom stóp procentowych za odpowiedni, czym zasygnalizował pozostawienie ceny pieniądza bez zmian podczas najbliższego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku. Jednak do końca roku większość analityków i inwestorów spodziewa się raczej podwyżek niż obniżek stóp procentowych w USA.
Z notowań kontraktów terminowych na Chicago Board of Trade wynika, że szansa na podwyżkę stóp procentowych do końca grudnia jest wyceniana na 59%, czyli o 11 pkt. proc. wyżej niż jeszcze tydzień temu.
W rezultacie analitycy spodziewają się dalszego umocnienia amerykańskiej waluty. W środę decydujące znaczenie dla kursu „zielonego” mogą mieć jednak dane z gospodarki – dzisiaj opublikowane zostaną dane o wydajności pracy, raport firmy ADP na temat zatrudnienia oraz majowy odczyt indeksu ISM dla sektora usług.
Tymczasem o godzinie 9:50 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5435 dolara, czyli prawie tak samo jak na zamknięciu wtorkowych kwotowań. Względem jena „zielony” osłabił się o 0,2%, notując kurs 104,90 jenów za dolara.
K.K.






























































