Wygląda na to, że w środę rano na rynkach finansowe nieco poprawiły się nastroje inwestycyjne. Po niewielkich spadkach na Wall Street pojawiło się silne odbicie na rynkach azjatyckich a początek sesji w Europie również przebiega pod kontrolą byków. W rezultacie rośnie apetyt na ryzyko, więc amerykański dolar oraz japoński jen znalazły się pod presją sprzedających.
O godzinie 10:10 za euro płacono 1,3196 dolara, czyli o 0,5% więcej niż wczoraj. Waluta USA zyskiwała za to 0,4% wobec jena i była kwotowana na poziomie 96,74 jenów.
Patrząc z makroekonomicznego punktu widzenia deprecjacja dolara wobec euro nie powinna dziwić. O godzinie 14:30 Departament Handlu przedstawi wstępne szacunki dynamiki PKB w pierwszym kwartale. Ekonomiści spodziewają się jej spadku o blisko 5%. Następnie wieczorem Komitet Otwartego Rynku Fed-u może ogłosić zwiększenie skali ekspansji monetarnej w USA, co również zaszkodziłoby dolarowi.
Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku szanse na utrzymanie konserwatywnych metod prowadzenia polityki monetarnej wydają się rosnąć. Wczoraj jeden z członków zarządu Europejskiego Banku Centralnego wyraźnie mówił o trudnościach, jakie EBC napotkałby, gdyby wzorem Fed-u rozpoczął skup papierów dłużnych. W ten sposób zasugerował, że podziela pogląd Axela Webera z Bundesbanku, który wyraźnie sprzeciwia się zerowym stopom procentowych w Eurolandzie.
K.K.


























































