REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kto powinien zapłacić za straty na opcjach?

2009-02-13 08:31
publikacja
2009-02-13 08:31
Dodaj Bankier.pl w Google
Straty ponoszone przez firmy na rynkach terminowych nie są nowością. Polską nowością jest niestety podejście, żeby szukać winnych tych strat na rynkach finansowych, a nie wśród osób, które podejmowały decyzje o zawieranych transakcjach. Jeśli chcemy unieważnić stratne umowy, może unieważnijmy także te zyskowne?

W 1993 r. świat gospodarczy zaszokowała informacja o poważnych problemach jednego z największych niemieckich koncernów Metalgesellschat AG. Koncern ten stanął na progu bankructwa, gdy wyszło na jaw, że jedna z jego 250 spółek zależnych zaangażowała się na terminowym rynku ropy. Okazało się, że na rynku tym w następstwie nieprzewidzianych zmian ceny ropy naftowej spółka odnotowała stratę finansową w wysokości ponad 1,4 mld USD. Strata ta spowodowała groźbę bankructwa koncernu, który w tamtym czasie zatrudniał ponad 20 tys. osób. Ostatecznie firmę udało się uchronić przed upadkiem dzięki sprzedaży większości jej aktywów. Jednak członkowie zarządu i rady nadzorczej koncernu zostali odwołani zaraz po ujawnieniu strat przez koncern.

Mniej szczęścia miał makler Nick Lesson, który doprowadził do upadłości najstarszy brytyjski bank inwestycyjny Barings Bank spekulując w 1995 r. na rynku kontraktów terminowych na japoński indeks giełdowy Nikkei, który spadł wbrew jego oczekiwaniom po trzęsieniu ziemi w Kobe w styczniu 1995 r. W związku z tym, że transakcje te nie były autoryzowane, Lesson trafił na sześć lat do więzienia. Podobny los może spotkać niedługo francuskiego maklera Jérôme Kerviel, którego nieautoryzowane transakcje na rynku terminowym były przyczyną strat francuskiego banku Société Générale w wysokości 4,9 mld euro w 2008 r. W przypadku wszystkich tych transakcji, jak i wielu podobnych, osoby odpowiedzialne w danej firmie lub instytucji finansowej za przeprowadzone transakcje i straty na rynku terminowym, poniosły odpowiedzialność w mniejszym lub większym stopniu, w tym cywilną lub karną. Niestety w Polsce, gdy ujawnione zostały straty spowodowane spekulacjami na rynku walutowym oraz rynku surowcowym, zaczęto szukać winnych na rynku, a nie wśród pracowników inwestujących podmiotów.

Kuczyński: pomysł PSL pachnie bolszewizmem

Szukanie winnych na rynkach finansowych za straty i kryzysy finansowe ma długoletnią tradycję. W przeszłości najczęściej winnymi byli bankierzy i maklerzy pochodzących z różnych mniejszości etnicznych. W Polsce natomiast postanowiono za obecne błędy kadry menadżerskiej firm oraz brak staranności w zakresie nadzoru obarczyć zagraniczne banki. Zdaniem dr Mariusza Andrzejewskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie „zaraziły” one polskie przedsiębiorstwa wirusem AZIP (asymetryczny, złożony instrument pochodny). Jego zdaniem zagraniczne banki oferowały „nieświadomym” przedsiębiorcom instrumenty, które nie miały sensu ekonomicznego. Instrumentami tymi były dwie opcje walutowe za pomocą których przedsiębiorca zajmował równocześnie dwie różne pozycje na rynku terminowym. Pozycję długą - nabywając opcje na rynku walutowym oraz równocześnie pozycję krótką - sprzedając opcje na tym samym rynku. W praktyce, w następstwie takiej transakcji, koszty zabezpieczania pozycji walutowej (pozycja długa) są pokrywane środkami otrzymanymi w zamian za wystawienie opcji o innych parametrach i tym samym zajęciem przeciwstawnej pozycji na rynku walutowym (pozycja krótka).

Opcje to problem 10 tysięcy firm

Choć strategię taką w naukach ekonomicznych, jak i w żargonie finansowym określa się jako „zero kosztową”, nie oznacza to, że jest ona bez ryzyka. Wynika to z tego, że wystawiając opcję przedsiębiorstwo otwiera pozycję spekulacyjną na rynku walutowym, gdyż ma ono w tym przypadku, obowiązek kupna lub sprzedaży instrumentu bazowego po określonej cenie i w określonym terminie. W tym przypadku przedsiębiorca jako wystawca opcji nie może zrezygnować z jej wykonania i w zamian za to otrzymywał od nabywcy premie. Premia ta była zaś wykorzystywana przez przedsiębiorstwo na zakup opcji, która zabezpieczała ryzyko walutowe, gdyż dawała ona prawo do kupna lub sprzedaży instrumentu bazowego (waluty) po z góry określonej cenie i w określonym czasie. W tym przypadku przedsiębiorstwo miał prawo zrezygnować z wykonania opcji w momencie, gdy cena wykonania opcji nie jest dla niego korzystna. W uproszczeniu przedsiębiorcy pokrywali zatem koszt zabezpieczenia spekulując na rynku walutowym poprzez wystawianie opcji i dlatego strategia tę określa się jako „zero kosztowa”.

Więcej informacji na temat strat na opcjach poniesionych przez polskie firmy

Natomiast każdy przeciętny ekonomista i przedsiębiorca zdaje sobie sprawę, że na wolnym rynku nie ma nic za darmo. A więc trudno zrozumieć dlaczego przedsiębiorcy myśleli, że otrzymują zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym bez ponoszenia kosztów. W Polsce każdy eksporter zdaje sobie sprawę, że zabezpieczenia ryzyka walutowego niesie ze sobą koszty. Dlatego w praktyce część eksporterów decyduje się na zabezpieczenie w formie instrumentów pochodnych jak forwardy, futures czy też opcje, aby ograniczyć zmienność i niepewność. Każdy z tych instrumentów chroni przedsiębiorstwo przed ryzykiem walutowym, ale z ich wykorzystaniem wiążą się też koszty. Zatem można się zastanowić, dlaczego grupa przedsiębiorców „zarażonych” wirusem AZIP miałaby być inna od pozostałych podmiotów na rynku i banki miałaby im oferować bezpłatne zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym?

Z badań dr. Andrzejewskiego, które zostały przeprowadzone na podstawie wywiadów z przedsiębiorcami, wynika, że byli oni „nieświadomi” ryzyka związanego z tymi instrumentami. Niestety brak świadomości i brak wiedzy nie chroni menadżerów przed odpowiedzialnością cywilną i karną. Nie może ono również uzasadniać interwencji w tym obszarze ze strony rządów. W wielu przypadkach wynagrodzenia członków zarządów odpowiedzialnych za decyzje na walutowym rynku terminowym w tych przedsiębiorstwach wynosi ponad milion złotych rocznie. Również wynagrodzenia członków rad nadzorczych często sięga wielu tysięcy złotych miesięcznie. Za to wynagrodzenie zarówno członkowie zarządów, jak i rada nadzorczych ponoszą odpowiedzialność za podejmowane decyzje i ich nadzorowanie, w tym teraz także związane ze spekulacjami na rynku walutowym. By zrozumieć ryzyko związane z takimi decyzjami można było przynajmniej skorzystać z prostej przeglądarki internetowej, która po wpisaniu hasła „zero cost hedging strategy” podaje blisko 280 tys. odsyłaczy do informacji o strategii „zero kosztowej”.

W żadnym z wysoko uprzemysłowionym kraju rząd nigdy nie interweniował, gdy przedsiębiorstwa lub instytucje finansowe ogłaszały wysokie straty, a nawet upadłość, w następstwie strat na rynku instrumentów pochodnych. Z tych też powodów nie tylko trudno zrozumieć przesłanki ekonomiczne, ale także logikę planowanej interwencji ze strony polskiego rządu w celu unieważnienia umów niekorzystnych dla przedsiębiorców, którzy ponieśli straty w wyniku spekulacji na rynku terminowym. Trudno też ustalić dlaczego tylko niekorzystne umowy mają być unieważnione, a nie od razu wszystkie. Może lepiej byłoby całkowicie zabronić zawierania transakcji na rynku terminowym i także przy okazji ograniczyć znacznie rynek kapitałowy w Polsce? Warto się również zastanowić co z zyskami, które wcześniej przedsiębiorcy zrealizowali, czy nie powinny być zwrócone, zanim umowy zostaną unieważnione. Niestety, brak też uzasadnienia zasad określających grupę osób, która ma być chroniona przed poniesieniem strat finansowych. Przecież w wyniku obecnego kryzysu straty ponieśli też inwestorzy giełdowi, uczestnicy funduszy inwestycyjnych oraz kredytobiorcy kredytów w walutach obcych. Czy zatem każda z tych grup mogłaby również oświadczyć, że nie wiedziała o ryzyku na rynku finansowym i żądać od rządu unieważnienia ich umów oraz zwrotu wszystkich utraconych środków. Należy również pamiętać, że ewentualne unieważnienie umów obciąży finansowo banki, które najczęściej tylko pośredniczyły w tych transakcjach na rynku terminowym. Koszty te będą oznaczać zatem straty finansowe dla akcjonariuszy danych banków, które zostaną zmuszone do unieważnienia umów i pokrycia strat z własnych środków.

Podsumowując należy stwierdzić, że zamiast proponować unieważnienie umów i wyciąganie konsekwencji wobec instytucji finansowych należy raczej zastanowić się dlaczego w Polsce ciągle jeszcze odpowiedzialni za straty członkowie zarządów i rad nadzorczych nie utracili swoich stanowisk, mimo, że firmy dla których pracują straciły miliony złotych. Natomiast właściciele poszkodowanych firm winni natychmiast podjąć działania mające na celu podniesienie standardów nadzoru właścicielskiego i zamiast korzystać z rad quasi ekonomistów, powinni skorzystać w usług profesjonalnych doradców, którzy rozumieją działanie rynków finansowych.

Tabela. Największe w historii straty spółek na instrumentach pochodnych.
RokSpółkaInstrument bazowyStrata finansowa
1993MetallgesellschaftRopa naftowa1,4 mld USD
1995Barings BankIndeksy giełdowy1,4 mld USD
1998Long-Term Capital ManagementStopy procentowe4,6 mld USD
2006Amaranth Advisors LLCGaz ziemny6 mld USD
2008Société GénéraleAkcje4,9 mld Euro
2008CITIC PacificWaluty (AUD/USD)2 mld USD
2007-AIGRyzyko kredytowe33,2 mld USD


Zespół SEENDICATE
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Jest porozumienie w rodzinie i biznesach Zygmunta Solorza. Czy miliarder wróci do spółek?
Tematy

Komentarze (53)

dodaj komentarz
~pompon
szczegółowo wyjaśniona historia z opcjami ,polecam
http://www.bankier.pl/forum/pokaz_tresc.html?thread_id=1400353&strona=1
~x_erpe
A może naprawdę przyjrzeć się tamatowi? Wszyscy "mądrzy" ograniczają się do opisywania dużych spółek w których zarządy zarabiają miliony ale może warto zobaczyć jak to było w mniejszych podmiotach?! Może tam pracują naiwni ludzie, których wprowadził w błąd doradca bankowy a nie spekulanici!

PseudoMądre wypowiedzi.
A może naprawdę przyjrzeć się tamatowi? Wszyscy "mądrzy" ograniczają się do opisywania dużych spółek w których zarządy zarabiają miliony ale może warto zobaczyć jak to było w mniejszych podmiotach?! Może tam pracują naiwni ludzie, których wprowadził w błąd doradca bankowy a nie spekulanici!

PseudoMądre wypowiedzi. A gdzie Syndykat itp. był latem 2008?!!!!??
~janMARjan
Nie ma co narzekać ,tylko uwinąć się sprawnie z tymi opcjami bo to jeszcze nic takiego .
W przygotowaniu najnowszy wynalazek - dwuletnie EUROopcje dla całej Polski ,połączone z dystrybucją ,limitami i kolejkami.

Oto krótki opis z wczoraj :

Wygląda że jacyś ktosie z eurokołchozu z pomocą naszych elyt szykują wałek
Nie ma co narzekać ,tylko uwinąć się sprawnie z tymi opcjami bo to jeszcze nic takiego .
W przygotowaniu najnowszy wynalazek - dwuletnie EUROopcje dla całej Polski ,połączone z dystrybucją ,limitami i kolejkami.

Oto krótki opis z wczoraj :

Wygląda że jacyś ktosie z eurokołchozu z pomocą naszych elyt szykują wałek jakiego europa i Polska jeszcze nie widziała.
Potraktują EMR2 jak opcje walutowe ,wchod w czerwcu po jak najsłabszej złotówce np do euro 6,5o zł
Po odjęciu max. widełek czyli 15% wyjdzie kurs 5,5o zł.Będzie to kurs dla wybranych i dla spłacaczy kredytów.Aby się z niego wywiązywać Polska zmuszona będzie poświęcić wszystkie rezerwy i cały majątek.
Dla niewybranych powstanie z konieczności nieoficjalny sporo niższy kurs czarnorynkowy.Ustawione instytucje i osoby poprzez różne przepływy finansowe pomiędzy kursem oficjalnym i czarnorynkowym wydoją wszystko ,łącznie z hektarami rolników co wzięli dopłaty a przecież żle mierzą areał i robią nieprawidłowe zasiewy.

Upór Tuska i wystawianych pachołków co do dat, uprawdapadniają ten czarny scenariusz.
Można jak to sie stanie temu zaradzić,choć pilnować interesu będzie wielu "strażników" ustawianych juz teraz na najwyższych szczeblach .

Pozdrawiam 13-tego w piątek :
~angol
Głupota Pawlaka nie zna granic!!! A unieważni też te tranzakcje na których się zarabiało? A może mnie też za straty na giełdzie odda! niech on się lepiej wezmie z KRUS i wkoncu niech potentaci rolni zaczną płacić tak jak każdy człowiek prowadzący działalność. Fryzjerka czy szewc może bulić ponad 800 zł m-cznie a rolnik 700 tylko Głupota Pawlaka nie zna granic!!! A unieważni też te tranzakcje na których się zarabiało? A może mnie też za straty na giełdzie odda! niech on się lepiej wezmie z KRUS i wkoncu niech potentaci rolni zaczną płacić tak jak każdy człowiek prowadzący działalność. Fryzjerka czy szewc może bulić ponad 800 zł m-cznie a rolnik 700 tylko rocznie. Kiedy przestaniemy dokładać do tego interesu i płacić na plantatorów i kombinatorów???
~Jasiek
Zgadzam się z wywodami autora. Tylko co z tego. Politycy mogą podjąć decyzje żeby wreszcie ukarać "bezczelność bankierów" i ustawa zostanie przygotowana. A tak w ogóle to prędzej czy później dojrzeje świadomość "systemowych oszustw" służących drobnej grupie ludzi i zmiany będą wymuszone.OFE,kredyty,fundusze inwestycyjne,Zgadzam się z wywodami autora. Tylko co z tego. Politycy mogą podjąć decyzje żeby wreszcie ukarać "bezczelność bankierów" i ustawa zostanie przygotowana. A tak w ogóle to prędzej czy później dojrzeje świadomość "systemowych oszustw" służących drobnej grupie ludzi i zmiany będą wymuszone.OFE,kredyty,fundusze inwestycyjne,bajery giełdowe itd. Jednym słowem czyszczenie społeczeństwa z pieniędzy.
~inny
Wszyscy komentujący ten artykuł i zgadzający sie z jego autorem, to tyPOwi wyborcy PO łykający papkę wciskana przez media zależne od obcego kapitału.
A autor łże w żywe oczy. Pisze, że w innych krajach rząd nie ratuje firm itd.
JAK MOŻNA TAK KŁAMAC!!! A kto ratuje upadłe banki w USA i Europie. Przeciez one też straciły przez
Wszyscy komentujący ten artykuł i zgadzający sie z jego autorem, to tyPOwi wyborcy PO łykający papkę wciskana przez media zależne od obcego kapitału.
A autor łże w żywe oczy. Pisze, że w innych krajach rząd nie ratuje firm itd.
JAK MOŻNA TAK KŁAMAC!!! A kto ratuje upadłe banki w USA i Europie. Przeciez one też straciły przez zabawę spekulacyjna prezesów. I tam sa specjalne ustawy POmpujący miliardy dolarów od amerykańskich podatników , a bankierzy za to wypłacają sobie hojne premie i dodatkowo taki JP Morgan może sobie za tę forse niszczyc polską giełdę , gospodarkę itd. A kto na świecie pomaga upadającym firmom motoryzacyjnym itd.
To tylko w Polsce nie można ratowac sztoczni, firm i miejsc pracy? A dlaczego? Żeby tysiące ludzi straciło pracę?, bysmy byli jeszce biedniejsi?
Wyborcy PO to KONPLETNI DEBILE, którym można wmówic wszystko, nawet POdwójne standardy w eknomii.
Oczywiście, że zarządzający firmami tez powinni byc zwolnieni, ale to sa ludzie POwiązani z SD, UB, PO PLS i im tak, czy siak włos z łba nie spadnie, a przy braku interwencji rządu ucierpią tylko zwykli pracownicy.
Wyborcy PO, czy wam media kjuż tak wyprały mózgi, że nie widzicie kto tak naprawdę wami rządzi? PO i Tusk to tylko marionetki zachodzich bankierów.
Obejrzyjcie na youtube "wezwanie do przebudzenia". Żyjecie w matrixe, Tusk to opłacany przez lobbystów drobny złdziejaszek, za POmocą waszych podatków i z POmocą zachodzich PRowców robiący z was kompletnie POsłusznych debili.
~stary polski odpowiada ~inny
Powiem tylko tyle: ponad 6 mln ofiar w drugiej wojnie światowej a naród wybiera niemca na premiera.Pytam sie co się dzieje z tym narodem?
~miki
należy podać do publicznej wiadomości dane personalne tych niezwykle mądrych i inteligentnych decydentów.
Tak by było wiadomo kto i kogo doprowadził na skraj bankructwa....
I NIC WIECEJ nie robic
~marek55
pamiętam od przynajmniej kilku lat wszyscy analitycy "też na bankierze " zapewniali że polska waluta moze się tylko umacniać. Gwałtowny spadek naszej waluty to akcja międzynarodowej finansjery żeby zrealizować zyski z opcji. Gdzie jest NBP?.Zarządy irady nadzorcze należy natychmiast zdymisjonować. opcje jeśli jest taka pamiętam od przynajmniej kilku lat wszyscy analitycy "też na bankierze " zapewniali że polska waluta moze się tylko umacniać. Gwałtowny spadek naszej waluty to akcja międzynarodowej finansjery żeby zrealizować zyski z opcji. Gdzie jest NBP?.Zarządy irady nadzorcze należy natychmiast zdymisjonować. opcje jeśli jest taka możliwośc należy unieważnić
~parol
Nic dodać, nic ująć. W Polsce nadal pokutuje pogląd, że tzw. działalność gospodarcza musi, z założenia, przynosić zyski. Tak było w PRL gdzie też też tak zwani "prywaciarze" mieli przywilej osiagania zysków, których część musieli oczywiście oddawać w formie łapówek funkcjonariuszom systemu. Dlatego Pawlak, syn PRL,u, chce Nic dodać, nic ująć. W Polsce nadal pokutuje pogląd, że tzw. działalność gospodarcza musi, z założenia, przynosić zyski. Tak było w PRL gdzie też też tak zwani "prywaciarze" mieli przywilej osiagania zysków, których część musieli oczywiście oddawać w formie łapówek funkcjonariuszom systemu. Dlatego Pawlak, syn PRL,u, chce przywrócić natychmiast "porządek" i te zyski przywrócić. Pewnie kilku (-dziesieciu) kolegów już z tym "problemem" u niego było na konsultacjach. A kto zapłaci - wiadomo "szara masa".

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki