Inwestorzy najwyraźniej powoli tracą cierpliwość i przestają ignorować rosnące od połowy lipca giełdowe zapasy miedzi. Tylko w składach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali zalega już 331.825 ton metalu, czyli o 29% więcej niż jeszcze dwa miesiące temu. Do przeszło stu tysięcy ton wzrósł też stan rezerw w Szanghaju i jest najwyższy od czerwca 2007 roku.
Źródło: LME, Bankier.pl
Tymczasem w Chinach, czyli największym konsumencie miedzi – systematycznie rośnie produkcja czerwonego metalu. W sierpniu chińskie huty dostarczyły 365.000 ton rafinowanego metalu – to o 9% więcej niż w lipcu i najwięcej od początku roku. Może to oznaczać, że prognozowane na czwarty kwartał ożywienie chińskiego importu nie nastąpi. Tezę tą potwierdza coraz niższy Baltic Dry Index – w piątek ten indeks mierzący globalne ceny frachtu towarów masowych spadł do najniższego poziomu od czterech miesięcy.
To wszystko w najbliższym czasie pozwala spodziewać się spadku popytu na miedź i skłania inwestorów do realizowania całkiem pokaźnych zysków – od początku roku na miedzi można było zarobić blisko 100%. Dziś do sprzedaży miedziowych kontraktów dodatkowo zachęcają zniżkujące indeksy giełdowe oraz aprecjacja dolara, która sprawia, że surowce stają się droższe dla inwestorów spoza USA.
Dlatego też o godzinie 12:50 w Londynie tonę miedzi można było sprzedać za 6.050 dolarów, a więc o 1% taniej niż przed weekendem. W przeciągu ostatnich trzech sesji czerwony metal potaniał już o 6,2%.
Krzysztof Kolany






























































