2009-03-12 07:30 Źródło: POLSKA Gazeta Wrocławska
Informatycy w cenie
Lista zawodów tzw. nadwyżkowych (czyli takich, których przedstawicieli
jest zbyt dużo na rynku pracy) jest długa, a bezrobotnych z wyższym
wykształceniem niestety nie brakuje. Według Dolnośląskiego Urzędu Pracy w
Wałbrzychu najliczniejsi w tej grupie są ekonomiści, specjaliści do spraw
handlu i marketingu, pedagodzy, pracownicy administracji publicznej,
politolodzy, nauczyciele przedszkolni i nauczania początkowego. Lepiej
więc, przynajmniej na razie, omijać szerokim łukiem te specjalności. -
Wciąż za to jest zapotrzebowanie na absolwentów uczelni technicznych -
mówi Krzysztof Inglot z firmy Work Service.
- Poszukiwani są nadal informatycy, inżynierowie budownictwa, architekci, a także specjaliści do spraw inżynierii materiałowej - dodaje Inglot. Niebagatelnym argumentem dla potencjalnych informatyków jest również fakt, że to wciąż jedna z najlepiej zarabiających grup zawodowych w Polsce. Zdaniem firmy Antal International, zajmującej się zarządzaniem rekrutacją, stażysta z tej branży z doświadczeniem poniżej dwóch lat może zarobić nawet do 5 tys. zł brutto miesięcznie. Ponadto firmy, które zatrudniają tego rodzaju specjalistów, często proponują im dodatkowe bonusy. - Kiedy rozpocząłem pracę, "na dzień dobry" przeszedłem szkolenie, otrzymałem służbowy telefon i laptop, a także bardzo satysfakcjonujące wynagrodzenie - mówi Łukasz Szymański, absolwent informatyki na Politechnice Wrocławskiej. Pracował na trzy czwarte etatu. - Wykonywałem nieco łatwiejsze zadania. Później zaproponowano mi pracę w pełnym wymiarze godzin, ale to, co robiłem, nie do końca mnie satysfakcjonowało - tłumaczy informatyk. Dziś pracuje w firmie, gdzie zajmuje się dostosowywaniem oprogramowań dla dostawców usług telefonicznych. Ze znalezieniem obecnego zajęcia nie miał problemu. Pomyślnie przeszedł rozmowę kwalifikacyjną i z miejsca otrzymał etat. O zapotrzebowaniu na elektryków czy mechaników po wyższych studiach mówi także Jolanta Ruszel z biura karier Politechniki Wrocławskiej. Jednak w związku z kryzysem finansowym radzi absolwentom obniżyć swoje wymagania przede wszystkim odnośnie wysokości pensji. - Dzisiaj czasy są bardzo niepewne. Niestety, firmy raczej ograniczają zatrudnienie, co widać po zmniejszającej się liczbie wpływających do naszego biura ofert pracy - mówi Jolanta Ruszel. Bardziej optymistycznie na rynek pracy patrzy Krzysztof Inglot. Uważa, że nawet humaniści czy absolwenci Uniwersytetu Ekonomicznego mogą znaleźć interesującą i dobrze płatną pracę, pod warunkiem jednak, że rzeczywiście znają się na swoim fachu. Radzi także, aby - jeśli chcemy skończyć dwa kierunki - były one diametralnie różne. Kluczem do sukcesu są także języki obce. - Znajomość angielskiego to już standard. Warto uczyć się też języków bardziej egzotycznych, na przykład japońskiego czy tych z rodziny skandynawskich - tłumaczy Inglot. Według niego, coraz więcej zagranicznych firm lokuje i będzie lokowało w Polsce swoje centra BPO, czyli usług dla biznesu. Pracę mogą znaleźć tam zarówno informatycy, jak i osoby z uprawnieniami do prowadzenia księgowości czy te specjalizujące się w doradztwie finansowym. - Oczywiście pod warunkiem, że znają języki obce - zaznacza Inglot. W naszym kraju jest też sporo firm zajmujących się rekrutacją pracowników, gdzie zatrudnienie znaleźć mogą absolwenci socjologii czy psychologii. Wbrew pozorom, nie maleje zapotrzebowanie na prawników. Chociaż co roku na Uniwersytecie Wrocławskim kierunek ten kończy około 500 osób (ok. 200 studentów dziennych, ok. 300 zaocznych), to w większości są one w stanie znaleźć pracę w obrębie swoich zainteresowań. Nie wszyscy oczywiście mogą dostać się na wymarzoną aplikację, ale przybywa przedsiębiorstw, które chętnie na swoim pokładzie widzą specjalistów w tej dziedzinie, nawet bez związku z korporacjami. Jednak najlepsze studia i piątki w indeksie nie zapewnią nam etatu. Bardzo ważne są umiejętności praktyczne. Jeżeli nie nauczymy się stosować wiedzy nabytej na uczelni w życiu, dla potencjalnych pracodawców będziemy bezwartościowi. Warto więc już pod koniec studiów szukać pracy lub praktyki w firmie z obszaru, który nas interesuje. To najlepszy czas, żeby uczyć się zawodu. Kiedy już uzyskamy tytuł magistra, nie będzie czasu na wdrażanie się do pracy. Przełożeni będą wymagać już konkretnych umiejętności. Z drugiej strony musimy być elastyczni i otwarci na wszelkie nowości. - Uważam, że najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie. Dlatego naprawdę warto nauczyć się kolejnego języka, zapoznać się z nowoczesnymi technologiami - mówi Krzysztof Inglot.
POLSKA Gazeta Wrocławska
Aleksandra Szumska
- Poszukiwani są nadal informatycy, inżynierowie budownictwa, architekci, a także specjaliści do spraw inżynierii materiałowej - dodaje Inglot. Niebagatelnym argumentem dla potencjalnych informatyków jest również fakt, że to wciąż jedna z najlepiej zarabiających grup zawodowych w Polsce. Zdaniem firmy Antal International, zajmującej się zarządzaniem rekrutacją, stażysta z tej branży z doświadczeniem poniżej dwóch lat może zarobić nawet do 5 tys. zł brutto miesięcznie. Ponadto firmy, które zatrudniają tego rodzaju specjalistów, często proponują im dodatkowe bonusy. - Kiedy rozpocząłem pracę, "na dzień dobry" przeszedłem szkolenie, otrzymałem służbowy telefon i laptop, a także bardzo satysfakcjonujące wynagrodzenie - mówi Łukasz Szymański, absolwent informatyki na Politechnice Wrocławskiej. Pracował na trzy czwarte etatu. - Wykonywałem nieco łatwiejsze zadania. Później zaproponowano mi pracę w pełnym wymiarze godzin, ale to, co robiłem, nie do końca mnie satysfakcjonowało - tłumaczy informatyk. Dziś pracuje w firmie, gdzie zajmuje się dostosowywaniem oprogramowań dla dostawców usług telefonicznych. Ze znalezieniem obecnego zajęcia nie miał problemu. Pomyślnie przeszedł rozmowę kwalifikacyjną i z miejsca otrzymał etat. O zapotrzebowaniu na elektryków czy mechaników po wyższych studiach mówi także Jolanta Ruszel z biura karier Politechniki Wrocławskiej. Jednak w związku z kryzysem finansowym radzi absolwentom obniżyć swoje wymagania przede wszystkim odnośnie wysokości pensji. - Dzisiaj czasy są bardzo niepewne. Niestety, firmy raczej ograniczają zatrudnienie, co widać po zmniejszającej się liczbie wpływających do naszego biura ofert pracy - mówi Jolanta Ruszel. Bardziej optymistycznie na rynek pracy patrzy Krzysztof Inglot. Uważa, że nawet humaniści czy absolwenci Uniwersytetu Ekonomicznego mogą znaleźć interesującą i dobrze płatną pracę, pod warunkiem jednak, że rzeczywiście znają się na swoim fachu. Radzi także, aby - jeśli chcemy skończyć dwa kierunki - były one diametralnie różne. Kluczem do sukcesu są także języki obce. - Znajomość angielskiego to już standard. Warto uczyć się też języków bardziej egzotycznych, na przykład japońskiego czy tych z rodziny skandynawskich - tłumaczy Inglot. Według niego, coraz więcej zagranicznych firm lokuje i będzie lokowało w Polsce swoje centra BPO, czyli usług dla biznesu. Pracę mogą znaleźć tam zarówno informatycy, jak i osoby z uprawnieniami do prowadzenia księgowości czy te specjalizujące się w doradztwie finansowym. - Oczywiście pod warunkiem, że znają języki obce - zaznacza Inglot. W naszym kraju jest też sporo firm zajmujących się rekrutacją pracowników, gdzie zatrudnienie znaleźć mogą absolwenci socjologii czy psychologii. Wbrew pozorom, nie maleje zapotrzebowanie na prawników. Chociaż co roku na Uniwersytecie Wrocławskim kierunek ten kończy około 500 osób (ok. 200 studentów dziennych, ok. 300 zaocznych), to w większości są one w stanie znaleźć pracę w obrębie swoich zainteresowań. Nie wszyscy oczywiście mogą dostać się na wymarzoną aplikację, ale przybywa przedsiębiorstw, które chętnie na swoim pokładzie widzą specjalistów w tej dziedzinie, nawet bez związku z korporacjami. Jednak najlepsze studia i piątki w indeksie nie zapewnią nam etatu. Bardzo ważne są umiejętności praktyczne. Jeżeli nie nauczymy się stosować wiedzy nabytej na uczelni w życiu, dla potencjalnych pracodawców będziemy bezwartościowi. Warto więc już pod koniec studiów szukać pracy lub praktyki w firmie z obszaru, który nas interesuje. To najlepszy czas, żeby uczyć się zawodu. Kiedy już uzyskamy tytuł magistra, nie będzie czasu na wdrażanie się do pracy. Przełożeni będą wymagać już konkretnych umiejętności. Z drugiej strony musimy być elastyczni i otwarci na wszelkie nowości. - Uważam, że najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie. Dlatego naprawdę warto nauczyć się kolejnego języka, zapoznać się z nowoczesnymi technologiami - mówi Krzysztof Inglot.
900 mln
złotych może kosztować budowa stadionu w stolicy Dolnego Śląska
złotych może kosztować budowa stadionu w stolicy Dolnego Śląska
POLSKA Gazeta Wrocławska
Aleksandra Szumska








Dodaj komentarz