Grecy licytują coraz ostrzej, choć w kartach mają niemal same blotki. Ateńscy politycy nie są w stanie porozumieć się między sobą co do przyjęcia bądź odrzucenia pakietu reform forsowanych przez Trojkę (czyli przedstawicieli MFW, EBC i KE). Europejskie władze grożą, że w wypadku nieprzyjęcia tych rekomendacji (m.in. obniżenia płacy minimalnej oraz likwidacji 13. i 14. pensji w budżetówce) nie udzielą obiecanej w październiku pożyczki.
Gdyby tak się stało, to w marcu Grecja nie wykupi obligacji za 14,5 mld euro i będzie zmuszona ogłosić formalną niewypłacalność. Bankructwo pierwszego kraju strefy euro to jednak scenariusz od dawna uwzględniony w cenach złota. Takie wydarzenie żadnego inwestującego w metale szlachetne inwestora zaskoczyć nie może.
Greckie perturbacje mają za to wpływ na rynek walutowy, gdzie euro zaczęło tracić względem dolara. Do godziny 15:00 kurs EUR/USD zniżkował o 0,8%, wywierając presję na spadek cen złota. Żółty metal taniał o 0,6%, osiągając cenę 1.715,84 USD za uncję.
Poniedziałkowe spadki są przedłużeniem piątkowej przeceny – w ciągu dwóch dni złoto potaniało już w sumie o 45 dolarów na uncji po tym, jak przed weekendem osiągnęło najwyższy kurs od listopada.
Analitycy Barclays Capital oszacowali, że w zeszłym miesiącu do podmioty typu ETF zwiększyły swój stan posiadania o 24,5 ton złota, z czego aż o 20 ton tylko w ubiegłym tygodniu. Silny popyt na fizyczny metal zgłaszali też klienci indywidualni – amerykańska mennica odnotowała największą sprzedaż złotych monet od 12 miesięcy.
K.K.




























































