Podczas nocnego głosowania 199 z 300 greckich parlamentarzystów przyjęło kolejny program oszczędnościowy wymuszony przez UE, MFW i EBC. Oszczędności na kwotę 3,3 mld euro, redukcja etatów w sektorze publicznym i obniżka płacy minimalnej o 22% zostały przegłosowane po 10-godzinnej debacie, której towarzyszyły zamieszki na ulicach Aten.
W ten sposób Grecja otworzyła sobie drogę do 130 mld euro pożyczki od MFW i krajów strefy euro. Równocześnie prywatni wierzyciele (czyli głównie francuskie i niemieckie banki) zgodzili się umorzyć realnie 70% greckiego długu, a pozostałe 30% mają otrzymać za 30 lat.
W rezultacie temat Grecji powinien zejść z zasięgu zainteresowań rynków finansowych. Banki i fundusze osiągnęły prawie wszystko, co chciały: Ateny spłacą większość swoich zobowiązań wobec sektora prywatnego. Do spłacenia pozostaną w większości długi wobec sektora publicznego, co inwestorów nie powinno już specjalnie interesować.
Z tego punktu widzenia wzrosty europejskich indeksów giełdowych są jak najbardziej zrozumiałe. Dziwić może jednak zwyżka cen złota, które o godzinie 14:30 drożało o 0,4%, osiągając kurs 1.728,30 USD za uncję. Kontrakty na srebro były notowane po 33,82 USD za uncję, a więc o 0,7% wyżej niż przed weekendem.
Wbrew pozorom reakcja rynków jest jak najbardziej spójna. Grecja pozostanie zadłużona na 120% PKB. Jej długi pozostają praktycznie niespłacalne i prędzej czy później będą musiały zostać darowane lub potrzebną gotówkę dodrukuje EBC. Jako następna w kolejności do restrukturyzacji zadłużenia ustawi się Portugalia, przypominając inwestorom o zaletach metali szlachetnych w czasach kryzysu finansowego.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































