2012-02-13 07:00 Źródło: Łukasz Piechowiak - Bankier.pl
Elastyczne formy zatrudnienia nie rozwiążą problemu bezrobocia
Sytuacja na rynku pracy jeszcze nie jest tragiczna, ale trudno ją nazwać dobrą. Bezrobocie w styczniu przekroczyło 13%. W styczniu ponad 130 tysięcy ludzi straciło pracę. Eksperci twierdzą, że przyczyną są wahania sezonowe. Jednak przedsiębiorcy winią zbyt duże koszty pracy. Tymczasem PKPP Lewiatan proponuje wpisanie do Kodeksu pracy nowych elastycznych form zatrudnienia.
Pomysł nie jest nowy. Organizacje zrzeszające Pracodawców uważają, że pora zalegalizować nowoczesne formy regulowania czasu pracy, które od dawna znajdują swoje zastosowanie na Zachodzie. Przyjmują, że to, co sprawdza się w starej Unii, również będzie dobre dla nas. Ich zdaniem do w Kodeksie powinny znaleźć się takie rozwiązania jak:
W teorii nowoczesne formy zatrudnienia mogą tylko zwiększyć wydajność i pozytywnie wpłynąć na konkurencyjność firmy. Oczywiście należy się z tym zgodzić - pracodawcy muszą mieć możliwość zatrudniania pracowników tak jak im jest to potrzebne, przy uwzględnieniu, że obie strony umowy będą zadowolone. Biorąc to pod uwagę, należy przyznać rację pracodawcom i poprzeć ich starania o zmiany w prawie pracy.
Prognozowany na 2012 rok wzrost gospodarczy wynosi 2,5%. Oznacza to, że w tym roku bezrobocie raczej nieznacznie wzrośnie niż spadnie. Obecnie w Polsce pracy nie ma ponad 2 miliony Polaków. Chociaż stopa bezrobocia jest u nas niższa niż w Hiszpanii, to jednak można odnieść wrażenie, że rząd nie traktuje tego problemu priorytetowo. A niestety powinien, bo bogactwo narodu bierze się głównie z pracy.
Problem pojawia się wtedy, gdy rząd utrudnia naturalne tworzenie miejsc pracy poprzez sztuczne zwiększanie ich ceny. Na nią składa się wynagrodzenie oraz wszystkie podatki i składki płacone do budżetu państwa. Gdy te są zbyt wysokie, to oferujący pracę nie może zaproponować satysfakcjonującego wynagrodzenia. W przypadku gdy koszty zatrudnienia przewyższają możliwe korzyści z pracy, to ta staje się nieopłacalna.
Dla przykładu portier zatrudniony na podstawie umowy o pracę na minimalne wynagrodzenie kosztuje pracodawcę 1800 zł, a sam otrzymuje tylko 1111 zł na rękę – reszta to składki i podatek. Do tego należy doliczyć koszty wyposażenia i utrzymania jej stanowiska pracy, czyli media i narzędzia oraz pozostałe koszty, jakie na pracodawcę nakłada ustawodawca. Innymi słowy, legalne zatrudnienie portiera podającego klucze kosztuje pracodawcę co najmniej 2 tys. zł miesięcznie. Z tego nie jest zadowolony ani pracownik, który dostaje tylko połowę z tego, co kosztuje jego praca, ani pracodawca, który musi wydać dużo więcej na jego zatrudnienie, niż jest warte.
Żeby w Polsce opłacało się zatrudniać, konieczne jest obniżenie kosztów pracy oraz zmniejszenie i zlikwidowanie innych obciążeń, jakie muszą ponosić pracodawcy. Ustawodawca powinien zrozumieć, że wzrost liczby bezrobotnych powoduje jednoczesny wzrost wydatków z budżetu państwa na ich utrzymanie. Ponieważ budżet to nie jest studnia bez dna, to ustawodawca będzie próbował załatać dziury poprzez jedyny znany sobie sposób, czyli zwiększając obciążenia podatkowe.
To z kolei prowadzić będzie do pogorszenia sytuacji przedsiębiorców, czyli dalszego wzrostu bezrobocia. Gdy jednak jakimś cudem np. dzięki pozyskaniu znacznych środków z UE lub emigracji milionów Polaków, bezrobocie uda się zmniejszyć, to nie będzie sukcesem polityki zwiększania obciążeń podatkowych i urzędowej redystrybucji dochodów, ale bardzo kosztowną porażką całego narodu.
Niestety w mediach nie porusza się tematu kosztów pracy i wydatków państwa związanych z utrzymaniem bezrobotnych. Można odnieść wrażenie, że pracodawcy i organizacje reprezentujące ich interesy pogodziły się z tym, jak funkcjonuje system. Przypomina to trochę pracę z zepsutym narzędziem – coś nim zrobimy, ale nasze możliwości będą mocno ograniczone. Wprowadzanie nowych elastycznych form zatrudnienia do Kodeksu pracy to tak, jakby naprawiać młotek taśmą klejącą. Na początku będzie to skuteczne, ale w dłuższym okresie może doprowadzić do tragedii.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Pomysł nie jest nowy. Organizacje zrzeszające Pracodawców uważają, że pora zalegalizować nowoczesne formy regulowania czasu pracy, które od dawna znajdują swoje zastosowanie na Zachodzie. Przyjmują, że to, co sprawdza się w starej Unii, również będzie dobre dla nas. Ich zdaniem do w Kodeksie powinny znaleźć się takie rozwiązania jak:
- Flextime - w odróżnieniu do tradycyjnej formy zatrudnienia, gdzie wymaga się pracy w godzinach 8-16, w przypadku flextime wyróźnia się tylko czas, kiedy musi on być koniecznie do dyspozycji pracodawcy - np. w godzinach 11-14. Pozostałe godziny może odpracować o innych porach dnia np. po 18.
- Flexplace - wariacja flextime, ale nie w odniesieniu do czasu, ale miejsca pracy np. pracownik 5 godzin działa w terenie, a trzy w biurze. Flextime i flexplace mogą i często są łączone.
- Job-sharing - podział pracy w ramach, którego jedno stanowisko pełnoetatowe dzielone jest na dwóch pracowników. Dzielą się pensją, obowiązkami i pracują w różnych terminach, np. co drugi tydzień.
- Compressed working week - czyli skomprymowany tydzień pracy. Chodzi o to, by normalną tygodniową liczbę godzin w pracy rozłożyć na mniejszą liczbę dni. Przykładowo: 48 godzin wypracowane w 4, a nie 6 dni.
W teorii nowoczesne formy zatrudnienia mogą tylko zwiększyć wydajność i pozytywnie wpłynąć na konkurencyjność firmy. Oczywiście należy się z tym zgodzić - pracodawcy muszą mieć możliwość zatrudniania pracowników tak jak im jest to potrzebne, przy uwzględnieniu, że obie strony umowy będą zadowolone. Biorąc to pod uwagę, należy przyznać rację pracodawcom i poprzeć ich starania o zmiany w prawie pracy.
Dwa miliony bezrobotnych
Prognozowany na 2012 rok wzrost gospodarczy wynosi 2,5%. Oznacza to, że w tym roku bezrobocie raczej nieznacznie wzrośnie niż spadnie. Obecnie w Polsce pracy nie ma ponad 2 miliony Polaków. Chociaż stopa bezrobocia jest u nas niższa niż w Hiszpanii, to jednak można odnieść wrażenie, że rząd nie traktuje tego problemu priorytetowo. A niestety powinien, bo bogactwo narodu bierze się głównie z pracy.
Problem pojawia się wtedy, gdy rząd utrudnia naturalne tworzenie miejsc pracy poprzez sztuczne zwiększanie ich ceny. Na nią składa się wynagrodzenie oraz wszystkie podatki i składki płacone do budżetu państwa. Gdy te są zbyt wysokie, to oferujący pracę nie może zaproponować satysfakcjonującego wynagrodzenia. W przypadku gdy koszty zatrudnienia przewyższają możliwe korzyści z pracy, to ta staje się nieopłacalna.
Dla przykładu portier zatrudniony na podstawie umowy o pracę na minimalne wynagrodzenie kosztuje pracodawcę 1800 zł, a sam otrzymuje tylko 1111 zł na rękę – reszta to składki i podatek. Do tego należy doliczyć koszty wyposażenia i utrzymania jej stanowiska pracy, czyli media i narzędzia oraz pozostałe koszty, jakie na pracodawcę nakłada ustawodawca. Innymi słowy, legalne zatrudnienie portiera podającego klucze kosztuje pracodawcę co najmniej 2 tys. zł miesięcznie. Z tego nie jest zadowolony ani pracownik, który dostaje tylko połowę z tego, co kosztuje jego praca, ani pracodawca, który musi wydać dużo więcej na jego zatrudnienie, niż jest warte.
Naprawianie kotka za pomocą młotka
Żeby w Polsce opłacało się zatrudniać, konieczne jest obniżenie kosztów pracy oraz zmniejszenie i zlikwidowanie innych obciążeń, jakie muszą ponosić pracodawcy. Ustawodawca powinien zrozumieć, że wzrost liczby bezrobotnych powoduje jednoczesny wzrost wydatków z budżetu państwa na ich utrzymanie. Ponieważ budżet to nie jest studnia bez dna, to ustawodawca będzie próbował załatać dziury poprzez jedyny znany sobie sposób, czyli zwiększając obciążenia podatkowe.
To z kolei prowadzić będzie do pogorszenia sytuacji przedsiębiorców, czyli dalszego wzrostu bezrobocia. Gdy jednak jakimś cudem np. dzięki pozyskaniu znacznych środków z UE lub emigracji milionów Polaków, bezrobocie uda się zmniejszyć, to nie będzie sukcesem polityki zwiększania obciążeń podatkowych i urzędowej redystrybucji dochodów, ale bardzo kosztowną porażką całego narodu.
Niestety w mediach nie porusza się tematu kosztów pracy i wydatków państwa związanych z utrzymaniem bezrobotnych. Można odnieść wrażenie, że pracodawcy i organizacje reprezentujące ich interesy pogodziły się z tym, jak funkcjonuje system. Przypomina to trochę pracę z zepsutym narzędziem – coś nim zrobimy, ale nasze możliwości będą mocno ograniczone. Wprowadzanie nowych elastycznych form zatrudnienia do Kodeksu pracy to tak, jakby naprawiać młotek taśmą klejącą. Na początku będzie to skuteczne, ale w dłuższym okresie może doprowadzić do tragedii.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
- Elastyczne formy zatrudnienia nie rozwiążą problemu bezrobocia Autor: ~janek 2012-02-14 03:03
- lewiatan chciałby żeby pracować jak na zachodzie a zarobki były białoruskie
- Voluntarius - praca bez zapłaty Autor: ~ "pracodawcy" 2012 2012-02-13 18:31
- dodałbym jeszcze do kompletu tych obcojęzycznych nazw. Była usilnie propagowana przez polskich "pracodawców" jakieś 2-3 lata temu. Po nieokreślonym bliżej okresie roboty za darmo taki naiwni (..)
- Re: Elastyczne formy zatrudnienia nie rozwiążą problemu bezrobocia Autor: ~brzymek 2012-02-13 11:20
- prawda jest taka, że elastyczne formy zatrudnienia w gruncie rzeczy psują rynek pracy, przecież często jest tak, że pracodawcy wykorzystują prawo, żeby nie płacić składek, przez trzy lata pracowałem n (..)
- Elastyczne formy zatrudnienia nie rozwiążą problemu bezrobocia Autor: ~DKJ 2012-02-13 08:36
- Fajnie tylko wiekszosc pracodawcow daje ci umowe o zakazie konkurencji co znaczy ze nie mozesz nigdzie indziej pracowac i co jestes lany w D.....







Dodaj komentarz