Inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych spadła w lutym o 0,3 pkt. proc., do poziomu 4,0% r/r, a w ujęciu miesięcznym ceny pozostały bez zmian. W ujęciu miesięcznym dynamika inflacji bazowej wyniosła 0,0%, a w skali roku zanotowano wzrost cen o 2,3%. Tymczasem ekonomiści prognozowali, że w lutym ceny wzrosły o 0,3% m/m, a bez uwzględnienia kosztów energii i żywności o 0,2%.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazały się przyczyny takiego stanu rzeczy. Według Departamentu Handlu w lutym o 2% m/m potaniała benzyna, zaś energia elektryczna była tańsza o 0,3%. W efekcie indeks kosztów transportu spadł o 0,7% m/m, a ceny energii zmniejszyły się o 0,5%. To wystarczyło by zrównoważyć wzrost cen żywności (+0,4%) oraz usług (+0,2%). Tymczasem w lutym kurs ropy naftowej na giełdzie w Nowym Jorku wzrósł o prawie 10%.
Jednakże analitycy podkreślają, że pojedyncze dane nie zmieniają ogólnego obrazu wysokiej inflacji. Zwłaszcza że w marcu wzrosty na rynku ropy jeszcze przyspieszyły, a ceny paliwa na stacjach benzynowych odnotowały nowe rekordy.
Rynek walutowy zareagował na te dane wzmocnieniem dolara, który względem euro zyskał 0,4%, które o godzinie 14:00 notowało kurs 1,5556$. W stosunku do jena amerykańska waluta umocniła się o 0,1%, osiągając wartość 100,84 jenów, oddalając się w ten sposób od psychologicznej bariery stu jenów za dolara.
K.K.
































































