REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dell przenosi produkcję z Irlandii m.in. do Łodzi

2009-01-08 11:51
publikacja
2009-01-08 11:51
Dodaj Bankier.pl w Google
8.1.Łódź (PAP) - Dell w ciągu najbliższego roku przeniesie produkcję komputerów z irlandzkiego Limerick m.in. do Łodzi - poinformował w czwartek PAP rzecznik prasowy Dell w Polsce Rafał Branowski.

Część produkcji z Irlandii zostanie przeniesiona także do zewnętrznych partnerów, produkujących dla klientów z regionu Europy, Środkowego Wschodu i Afryki (EMEA). Dell nie chce jednak ujawnić nazw tych firm.

Z informacji Della wynika, że przeniesienie produkcji będzie się odbywało stopniowo w 2009 roku. Jest to część planu mającego przynieść 3 miliardy dolarów oszczędności.

"Jest to trudna decyzja, ale niezbędna w celu zwiększenia konkurencyjności firmy na rynku i poprawy satysfakcji klientów w regionie" - uważa wiceprezydent Dell ds. operacyjnych i produkcji w regionie EMEA, Sean Cockery.

Dell spodziewa się redukcji zatrudnienia w Limerick o około 1900 osób w ciągu następnych 12 miesięcy. Pierwsi pracownicy opuszczą firmę w kwietniu, a ostateczne przeniesienie produkcji ma nastąpić w styczniu 2010 roku. Zwalniani pracownicy otrzymają atrakcyjne odprawy oraz pomoc w znalezieniu nowej pracy.

Dla łódzkiej fabryki Della oznacza to zwiększenie produkcji i wzrost zatrudnienia. "Będzie to oznaczało także powiększenie asortymentu produkowanego w Łodzi. Dotąd produkowaliśmy tylko notebooki, a po procesie przeniesienia produkcji będziemy także produkować desktopy i serwery" - powiedział PAP Branowski.

Nie chciał ujawnić, o ile może zwiększyć się zatrudnienie w łódzkiej fabryce. Obecnie pracuje w niej ok. 1800 osób. "O tym jeszcze nie mówimy. W tej chwili dopiero będą zawiązywane sztaby, które będą opracowywały szczegółowy plan przeniesienia produkcji" - dodał.

Według niego, wielkość i ewentualny wzrost produkcji uzależniony będzie od zamówień.

Pracownicy Dell w Limerick będą nadal koordynować produkcję, logistykę i zaopatrzenie w regionie EMEA oraz zajmować się projektami z zakresu rozwoju produktów i inżynierii przemysłowej. Global Innovation Solutions Centre oraz EMEA Command Centre pozostaną w Limerick. Dell utrzyma również działy sprzedaży, marketingu i wsparcia technicznego znajdujące się w Cherrywood w okolicach Dublina.

Fabrykę komputerów Dell uruchomiono w Łodzi pod koniec stycznia 2008 r. Był to drugi, po Irlandii, zakład Della w Europie. Łódzki zakład ma powierzchnię ponad 35 tys. mkw. Jego budowa kosztowała 200 mln euro.

Dell jest globalnym dostawcą komputerów, zajmuje 34. miejsce na liście Fortune 500. (PAP)

szu/ je/ jra/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~dellowiec
Dnia 2009-01-08 o godz. 14:04 ~piezo1 napisał(a):
> Gdy przyjmowałem się do pracy miał być bus pracowniczy - a
> mieszkam po przeciwnej stronie miasta. Samochodu nie
> posiadam. Busu nie było.
Na koniec roku należało wyrobić
> (zawyżone) normy, więc codziennie były nadgodziny - niby
> dobrowolne,
Dnia 2009-01-08 o godz. 14:04 ~piezo1 napisał(a):
> Gdy przyjmowałem się do pracy miał być bus pracowniczy - a
> mieszkam po przeciwnej stronie miasta. Samochodu nie
> posiadam. Busu nie było.
Na koniec roku należało wyrobić
> (zawyżone) normy, więc codziennie były nadgodziny - niby
> dobrowolne, ale tym, którzy nie zostają dłużej nie są
> przedłużane umowy.
Gdy popołudniowa zmiana kończyła
> nadgodziny to podstawiano busy, które dowoziły tylko do
> śródmieścia, do punktu przesiadkowego na autobusy nocne. W
> sumie podróż z pracy i do pracy zajmowała mi więc ok. 3-4 h
> zależnie od pory dnia i rzetelności MPK. Za czas podróży
> płaciłem ja (bilet mies.), nie Dell. Dell płacił za 8+2 h
> (50%) a mnie w związku z taką pensją... przez 14/24 h nie
> było z rodziną.
Na róznych działach fabryki różne są
> zalety i wady pracy, ale największym absurdem dla mnie był
> transport elementów z rampy. Dwumetrowe metalowo-plastykowe
> stelaże przeciągane były za pomocą RĘCZNYCH wózków (tzw.
> paleciaków). Nie znam ich masy, ale puste ważyły niewiele
> mniej niż zapełnione laptopami - trzeba było się mocno
> zaprzeć, żeby ruszyć wózkiem z miejsca. Dystans to ~198 m w
> jedną stronę. Tam odstawiało się stelaż na wyznaczone linią
> pole, brało pusty stelaż i wiozło z powrotem - ~198 m.
> Biorąc pod uwagę ilość takich kursów wykonanych dziennie
> przez każdego transportującego, należy uznać, że wózki ze
> stelażami przeciągaliśmy codziennie na dystansie 13-18 km!
> W czasie między transportami stelaży należało rozładować
> inne ciężarówki, które przywoziły palety z półfabrykatami
> opakowań. Osoba, która pokusiła się o dokładne zmierzenie
> tego dystansu została zwolniona z pracy zaledwie kilka dni
> po tym.
Przez 2,5 mies. nie doczekałem się szafki w szatni
> - kurtki trzeba było rzucać w znajdującym się przed
> bramkami ochrony wyznaczonym pokoju
> "konferencyjnym" na wykładzinę dywanową -
> pokój ten pełnił także rolę przebieralni dla obu płci
> jednocześnie.
Obowiązywał całkowity zakaz wnoszenia
> art.spoż. na teren hali. Dlatego prowiant zostać musiał za
> bramkami. Aby podczas przerwy śniadaniowej wziąć kanapki
> należało przebyć drogę z rampy na przeciwną stronę budynku
> della (>>200m) przejść przez bramki
> wykrywaczy, udać się do "szatni".
> Stołówka mieści się ZA bramkami (idąc od strony dworu).
> Ceny artykułów w stołówce były na średnuim poziomie, wiele
> było jednak aż dwukrotnie wyższych niż w przeciętnym
> sklepie. W sumie pracowniuk był więc zmuszony część
> wypłaty zostawiać w stołówce firmowej, albo chodzić
> głodnym, bo wychodząc po własny prowiant do
> "szatni" straciłby przerwę na chodzenie.
> Oczywiście z czasem ludzie zaczęli łączyć się w grupy
> podróżujące z podobnych rejonów miasta razem samochodem.
> Ale też nikt z wyjeżdżających pustym autem spod fabryki nie
> proponował nikomu, że go podwiezie choć 3 przystanki - do
> potencjalnego punktu przesiadkowego MPK. Trzeba było się
> wpraszać niemal na siłę (piszę nie tylko o sobie).

Na
> szczęscie już nie muszę tam pracować, choć okres w Dellu
> traktuję jako pożyteczną lekcję - i pod tym względem nie
> żałuję tej pracy.
Powiem Ci tak ...rozumiem że pracowałeś w materialsach.Teraz chłopaki z tego działu jeżdzą sobie wózkami elektrycznymi (Volvo) i wcale nie narzekają.Jeśli chodzi o stawki za nadgodziny to jest 100% a nie 50%.Są miesiące kiedy płacą nam nawet 150% za nadgodziny.Szafki (śniadaniowe) mamy teraz na hali także odpada już wychodzenie za bramki.Wiem że było to uciążliwe bo sam tego doświadczyłem.
~pozdrawiam
Wiesz tak czytam twoja wypowiedz i zastanawiam się nad tym w której części świata pracowałeś w Dellu!!! Pracuje od kilku ładnych miesięcy w fabryce w Łodzi i z tego co zdarzyłem zauważyć w godzinach kiedy nie działa komunikacja miejska to autobusy podstawiane przez firmę podwożą i odwożą pracowników i jeżdżą zgodnie z trasami MPK Wiesz tak czytam twoja wypowiedz i zastanawiam się nad tym w której części świata pracowałeś w Dellu!!! Pracuje od kilku ładnych miesięcy w fabryce w Łodzi i z tego co zdarzyłem zauważyć w godzinach kiedy nie działa komunikacja miejska to autobusy podstawiane przez firmę podwożą i odwożą pracowników i jeżdżą zgodnie z trasami MPK a widocznie masz problem z nawiązywanie kontaktów z ludźmi skoro miałeś problemy z podwózka, a wchodząc do fabryki wierzchnie okrycie zostawiasz w normalnej szatni (osobnego pomieszczenia dla kobiet i mężczyzn) w osobistych szafkach, zabrane ze sobą napoje i jedzenie zabierasz na teren hali produkcyjnej gdzie pracownicy maja kolejne szafki zamykane na klucz, aha pokój a raczej sale konferencyjne są mój drogi na pierwszym piętrze!!! Osoby które nie zabierają do pracy kanapek mogą skorzystać z tzw kantyny gdzie za małe pieniądze mogą kupić obiad. Nadgodziny oczywiście są i nie są to 50 tak jak piszesz, zastanawia mnie w jakim celu przewoziłeś dwumetrowe stelaże skoro każdy wie jaki rozmiar ma laptop ( no chyba ze to jakieś specjalne modele) oczywiście jak w każdym zakładzie gdzie pracuje blisko 2000ludzi zdarzają się dziwne, niemiłe sytuacje, spięcia ale wszystkie opisane w twoim komentarzu to prost mówiąc totalne bzdury!!!
~piezo1
Pracujesz od kilku mies., czyli zatrudniłeś się po czasie, gdy ja juz odszedłem.
Prawdopodobnie zakład został uruchomiony przed czasem, tzn. gdy jeszcze nie wszystko było gotowe, nie wszystko zorganizowane.
W PRL-u też tak robiono, na przykład oddawano do użytku most-bubel już 21 lipca - tylko po to, by zdązyć przed świętem
Pracujesz od kilku mies., czyli zatrudniłeś się po czasie, gdy ja juz odszedłem.
Prawdopodobnie zakład został uruchomiony przed czasem, tzn. gdy jeszcze nie wszystko było gotowe, nie wszystko zorganizowane.
W PRL-u też tak robiono, na przykład oddawano do użytku most-bubel już 21 lipca - tylko po to, by zdązyć przed świętem 22 lipca.
Za to gdy Michael Dell miał przyjechać na oficjalne otwarcie, to kadra zarządzająca z przeproszeniem sraczki dostawała. Niemal malowano trawniki farbą, żeby trawa była bardziej zielona.
Z tego co piszesz, wiele się do dziś zmieniło na korzyść, czego uświadomienie sobie powinno być dla Ciebie miłe.
~piezo1
Osoby, które były przez pewien czas w fabryce Della w Irlandii mówiły - ale tylko nieoficjalnie! - że tam pracownicy wręcz obijają sięa nie pracują, jeśli porównać ich do Łodzi. A pracownikom w Łodzi wmawia się, że mają problem z wyrobieniem normy. Osoby te mówiły, że prawdopodobnie zlecenia, z którymi nie nadążała Irlandia były Osoby, które były przez pewien czas w fabryce Della w Irlandii mówiły - ale tylko nieoficjalnie! - że tam pracownicy wręcz obijają sięa nie pracują, jeśli porównać ich do Łodzi. A pracownikom w Łodzi wmawia się, że mają problem z wyrobieniem normy. Osoby te mówiły, że prawdopodobnie zlecenia, z którymi nie nadążała Irlandia były dokładane fabryce w Łodzi. Zatem norma dla Łodzi skłądała się z zamówień własnych plus nadwyżka z Irlandii - nic dziwnego, że potrzebne były nadgodziny itd.
A to wszystko przecież za znacznie niższą wypłatę niż otrzymywali Irlandczycy!
~piezo1
Gdy przyjmowałem się do pracy miał być bus pracowniczy - a mieszkam po przeciwnej stronie miasta. Samochodu nie posiadam. Busu nie było.
Na koniec roku należało wyrobić (zawyżone) normy, więc codziennie były nadgodziny - niby dobrowolne, ale tym, którzy nie zostają dłużej nie są przedłużane umowy.
Gdy popołudniowa zmiana
Gdy przyjmowałem się do pracy miał być bus pracowniczy - a mieszkam po przeciwnej stronie miasta. Samochodu nie posiadam. Busu nie było.
Na koniec roku należało wyrobić (zawyżone) normy, więc codziennie były nadgodziny - niby dobrowolne, ale tym, którzy nie zostają dłużej nie są przedłużane umowy.
Gdy popołudniowa zmiana kończyła nadgodziny to podstawiano busy, które dowoziły tylko do śródmieścia, do punktu przesiadkowego na autobusy nocne. W sumie podróż z pracy i do pracy zajmowała mi więc ok. 3-4 h zależnie od pory dnia i rzetelności MPK. Za czas podróży płaciłem ja (bilet mies.), nie Dell. Dell płacił za 8+2 h (50%) a mnie w związku z taką pensją... przez 14/24 h nie było z rodziną.
Na róznych działach fabryki różne są zalety i wady pracy, ale największym absurdem dla mnie był transport elementów z rampy. Dwumetrowe metalowo-plastykowe stelaże przeciągane były za pomocą RĘCZNYCH wózków (tzw. paleciaków). Nie znam ich masy, ale puste ważyły niewiele mniej niż zapełnione laptopami - trzeba było się mocno zaprzeć, żeby ruszyć wózkiem z miejsca. Dystans to ~198 m w jedną stronę. Tam odstawiało się stelaż na wyznaczone linią pole, brało pusty stelaż i wiozło z powrotem - ~198 m. Biorąc pod uwagę ilość takich kursów wykonanych dziennie przez każdego transportującego, należy uznać, że wózki ze stelażami przeciągaliśmy codziennie na dystansie 13-18 km! W czasie między transportami stelaży należało rozładować inne ciężarówki, które przywoziły palety z półfabrykatami opakowań. Osoba, która pokusiła się o dokładne zmierzenie tego dystansu została zwolniona z pracy zaledwie kilka dni po tym.
Przez 2,5 mies. nie doczekałem się szafki w szatni - kurtki trzeba było rzucać w znajdującym się przed bramkami ochrony wyznaczonym pokoju "konferencyjnym" na wykładzinę dywanową - pokój ten pełnił także rolę przebieralni dla obu płci jednocześnie.
Obowiązywał całkowity zakaz wnoszenia art.spoż. na teren hali. Dlatego prowiant zostać musiał za bramkami. Aby podczas przerwy śniadaniowej wziąć kanapki należało przebyć drogę z rampy na przeciwną stronę budynku della (>>200m) przejść przez bramki wykrywaczy, udać się do "szatni".
Stołówka mieści się ZA bramkami (idąc od strony dworu). Ceny artykułów w stołówce były na średnuim poziomie, wiele było jednak aż dwukrotnie wyższych niż w przeciętnym sklepie. W sumie pracowniuk był więc zmuszony część wypłaty zostawiać w stołówce firmowej, albo chodzić głodnym, bo wychodząc po własny prowiant do "szatni" straciłby przerwę na chodzenie.
Oczywiście z czasem ludzie zaczęli łączyć się w grupy podróżujące z podobnych rejonów miasta razem samochodem. Ale też nikt z wyjeżdżających pustym autem spod fabryki nie proponował nikomu, że go podwiezie choć 3 przystanki - do potencjalnego punktu przesiadkowego MPK. Trzeba było się wpraszać niemal na siłę (piszę nie tylko o sobie).

Na szczęscie już nie muszę tam pracować, choć okres w Dellu traktuję jako pożyteczną lekcję - i pod tym względem nie żałuję tej pracy.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki