

W ten weekend zbiera się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Eksperci oczekują propozycji zmian, które zrewolucjonizują chińską i światową gospodarkę. Spotkanie jest już określane mianem najważniejszego od 1978 roku.
W ostatnich miesiącach Państwo Środka borykało się ze spowolnieniem gospodarczym, narastającymi problemami społecznymi i środowiskowymi. Z tymi bolączkami muszą zmierzyć się delegaci, którzy zbierają się w Pekinie z okazji III Plenum KC XVIII Zjazdu KPCh. Oczekiwania wobec prezydenta Xi Jinpinga i premiera Li Keqianga są ogromne - mówi się o propozycjach, które mogą wyprowadzić Chiny na pozycję globalnego lidera gospodarczego i politycznego.
Tymczasem nie jest nawet pewne, o czym chińscy politycy będą dyskutować. Media prześcigają się w domysłach na temat agendy zjazdu, jednak oficjalnej informacji nie opublikowano. Nie ma za to wątpliwości, że Państwo Środka, które niedawno złapało gospodarczą zadyszkę, musi uporać się z kilkoma konkretnymi problemami ciążącymi chińskiemu rozwojowi. Pytanie, czy partyjny "beton" ugnie się pod wolą postępowej części partii i konieczne reformy zostaną wprowadzone?
![]() |
| foto: iStockphoto |
Czas na historyczne otwarcie
Największych zmian należy się spodziewać w sektorach, które wzbudzają najmniej kontrowersji. W Pekinie osiągnięto konsensus – nadszedł czas na szersze otwarcie rynku finansowego, silniejszą internacjonalizację juana i liberalizację stóp procentowych.

![]() |
| Lepiej niż w Polsce: Hongkong |
Dzięki zwiększeniu konkurencji w sektorze bankowym, małe i średnie przedsiębiorstwa będą miały łatwiejszy dostęp do kredytu. Do tej pory lwią część środków, państwowe banki pożyczały państwowym firmom.
Chiński sektor finansowy jest jednak dosyć wątły i istnieją obawy, że nagły napływ kapitału zagranicznego może zaburzyć stabilność rynku. Mimo wysiłków władz juan pozostaje walutą drugorzędną w globalnym handlu - odpowiada za niewiele ponad 2% światowego obrotu. Warto jednak podkreślić, że w porównaniu do 2010 roku oznacza to blisko 3-krotny wzrost udziału. Podobnie jest w przypadku chińskich obligacji czy rynku papierów wartościowych - ich znaczenie rośnie, ale pozostaje relatywnie niewielkie.
Państwo Środka zaczyna odczuwać problem znacznego zadłużenia. Agencja ratingowa Fitch wyliczyła, że łączny dług władz centralnych i lokalnych, państwowych przedsiębiorstw i banków wyniósł blisko 200% PKB. Kolejne pakiety stymulujące chińską gospodarkę i ambitne projekty infrastrukturalne regionalnych kacyków odbiły się na stanie finansów publicznych.
Potrzebne nowe fundamenty wzrostu
Chińska gospodarka wyraźnie spowalnia. Imponujące tempo około 10% wzrostu PKB rocznie, które Państwo Środka utrzymywało od czasów reform Denga Xiaopinga do 2011 roku, obecnie wydaje się nieosiągalne. Dotychczasowe źródła dynamicznego rozwoju powoli się wyczerpują, więc Pekin stara się znaleźć nowe rozwiązania, które pobudzą gospodarkę.
Dotychczasowy rozwój był wspierany przez niskie koszty produkcji (tanią siłę roboczą), regulowany kurs waluty (przez wielu ekonomistów określanej mianem niedowartościowanej) i proeksportową politykę państwa (subsydia, inwestycje).
Zwolennicy liberalizacji rynku od lat narzekają na rządowe dotacje dla państwowych przedsiębiorstw, ale nie należy się spodziewać poważnych zmian w tej dziedzinie. Władze będą raczej stopniowo ograniczać dopływ gotówki państwowym molochom, które pozostają motorem napędowym chińskiego wzrostu, tworzą miliony miejsc pracy i intratne stanowiska dla partyjnych działaczy.
Teraz nadszedł czas na wspieranie konsumpcji wewnętrznej i rozwój innowacyjności. Pekin musi znaleźć sposób, by zachęcić Chińczyków do większych wydatków. Konsumpcja odpowiada niewiele ponad jednej trzeciej wartości PKB, podczas gdy średnia światowa wynosi około 60%.
Chińczycy nie mogą liczyć na system zabezpieczeń socjalnych podobny do europejskiego, dlatego pieniądze wydają niechętnie. Do tego dochodzą czynniki kulturowe - oszczędność to niemal tradycja w Państwie Środka. Jeśli Pekinowi uda się pobudzić popyt wewnętrzny, będzie można powiedzieć, że wzrost gospodarczy jest stabilny, bo opiera się na dwóch silnych nogach - eksporcie i konsumpcji.
Problem demograficzny = problem gospodarczy
Pomimo że Chiny są najludniejszym krajem świata, to zaczynają borykać się z poważnymi problemami demograficznymi. Długoletnia polityka jednego dziecka spowodowała gwałtowne starzenie się społeczeństwa i zwiększanie kosztów opieki zdrowotnej.
W "Fabryce świata" jest coraz mniej rąk do pracy, a ich wartość rośnie. Jeszcze niedawno niskie koszty pracy przyciągały zagranicznych inwestorów do Państwa Środka. Teraz na popularności zyskują inne kraje azjatyckie. Dlatego może się okazać, że chińscy przywódcy zrezygnują z ograniczania przyrostu naturalnego.
W 2011 roku, po raz pierwszy w historii, obszary zurbanizowane zamieszkiwało więcej ludności niż obszary wiejskie. Chińczycy, którzy masowo napływają do miast, nie mają pełnego dostępu do edukacji czy usług rządowych, gdyż nie posiadają miejskiego hukou (odpowiednik polskiego zameldowania). Takich obywateli jest aż 270 milionów. Zniesienie tego systemu, nazywanego "chińskim apartheidem", spowoduje lepszą alokację siły roboczej i przyspieszy wzrost dobrobytu najbiedniejszych Chińczyków.
Nie ma czym oddychać
Z 20 najbardziej zanieczyszczonych miast świata, aż 16 znajduje się w Chinach. W zeszłym miesiącu smog unieruchomił 10-milionowe Harbin. W mieście zamknięto szkoły, nie kursowała komunikacja miejska. Poziom zanieczyszczenia powietrza przekroczył bezpieczny dla zdrowia człowieka poziom 50-krotnie. Według standardów Unii Europejskiej tylko co pięćdziesiąty mieszkaniec chińskiego miasta oddycha czystym powietrzem.
Państwo Środka jest największym na świecie emitentem dwutlenku węgla. Równocześnie produkuje najwięcej "zielonej energii". Świat naciska na Chiny, by obniżyły emisję szkodliwych substancji, jednak Pekin podtrzymuje, że protestujące światowe mocarstwo w okresie swojego rozwoju nie zważały na żadne ograniczenia. Ogromne inwestycje w "zielone technologie" będą kontynuowane, ale Chiny potrzebują bardziej intensywnej polityki proekologicznej, by powstrzymać degradację środowiska.
Co się stanie z chińskim smokiem?
Niektórzy analitycy przepowiadają, że zbliża się koniec chińskich marzeń o hegemonii na światowych rynkach. Zachód z radością patrzyłby na upadek azjatyckiego giganta. Technokraci z Pekinu niejednokrotnie udowadniali jednak, że są zdolni do rozwiązywania poważnych problemów. W weekend podejmą decyzje, które pozwolą w pełni wykorzystać potencjał chińskiego smoka lub będą początkiem jego końca.

































































