Przypomnę to, co mówiłem rok i dwa lata temu. Po pierwsze, Grecja jest bankrutem i w strefie euro w ogóle nie powinna się była znaleźć. Po drugie, nie ma mowy o jakimkolwiek „ratowaniu Grecji”, tylko o ratowaniu niemieckich i francuskich banków, które lekkomyślnie pożyczyły Atenom dziesiątki miliardów euro. Po trzecie, zarówno greckie państwo jak i gospodarka (w większości „uspołeczniona”) są niewydolne i bez odcięcia od zagranicznego finansowania wydają się niereformowalne.
Zobacz też: Inwestorzy typują bankructwo Grecji
Oszczędny jak Grek
Teraz mogę dodać tylko tyle, że Grecja nie przeprowadziła istotnego cięcia wydatków. Rząd wciąż wydaje ponad połowę PKB! W zeszłym roku wydatki publiczne sięgnęły 107,75 mld euro przy deficycie niemal 20 mld EUR. Dwa lata wcześniej w kasie państwa zabrakło 36,1 mld EUR, przy wydatkach na poziomie 124,6 mld EUR. „Drakońskie oszczędności” wyniosły więc raptem 16,9 mld EUR, a wydatki publiczne spadły tylko o 13,5%. W tym samym czasie dług publiczny urósł z 300 mld do 355,6 mld euro (przed redukcją o 104 mld EUR).
Zobacz też: Kto straci, kto zyska na bankructwie Grecji
Grecja wciąż tkwi w punkcie wyjścia z niewydolną gospodarką, przerostem sektora publicznego. Tyle że recesja trwa już piąty rok, bezrobocie sięga 21,7% (i 51,2% wśród osób młodych), a społeczeństwo ma już dość „zaciskania pasa”. Sytuacja jest patowa i jedynym rozstrzygnięciem jest ogłoszenie moratorium na spłatę długów (czyli bankructwo) oraz wyjście ze strefy euro.
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl


























































