Od początku września złoto zdrożało o przeszło 100 dolarów na uncji, co w ujęciu względnym oznacza zarobek przyzwoitych 11,4% w ciągu raptem sześciu tygodni. Przyczyny, dla których inwestorzy kupują złoto, a cena kruszcu rośnie, są wciąż te same. Rynek, widząc słabnącego dolara i spodziewając się dalszej deprecjacji amerykańskiej waluty, niejako automatycznie podnosi cenę żółtego metalu, która jest wyrażona w USD.
Drugim motorem napędzającą złotą hossę jest strach przed wzrostem inflacji wywołanym skrajnie ekspansywną polityką monetarną największych banków centralnych. Ogromna ilość dodrukowanych dolarów, funtów czy euro prędzej czy później trafi na rynki i do gospodarki zmniejszając wartość papierowego pieniądza i wywołując inflację na znaczną skalę. Tymczasem złota nie da się dodrukować i dlatego jest ono uważane za najlepsze zabezpieczenie przed szaleństwami systemu finansowego.
W rezultacie w czwartek o godzinie 14:20 za uncję złota płacono 1.055$, czyli o 1,2% więcej niż na zamknięciu wczorajszych notowań. Jeszcze mocniej zdrożało srebro, które wyceniane na 17,88$ za uncję osiągnęło najwyższą cenę od lipca 2008 roku.
Jednak po dokonaniu przeliczeń na inne waluty złoto wciąż kosztuje znacznie mniej niż w lutym. Za uncję trzeba bowiem zapłacić 715 euro, czyli o 73€ mniej niż siedem miesięcy temu. Za taką ilość metalu musielibyśmy zapłacić 656 funtów – to o 40 funtów mniej niż w lutym. Jeszcze większą różnicę widać w polskiej walucie. O ile zimą kurs złota szczytował na poziomie 3.830 zł. to obecnie uncjowa sztabka powinna kosztować (pomijając koszty bicia i marżę dealera) 800 złotych mniej.
K.K.




























































