Po wczorajszych ostrych spadkach, dziś Nikkei zaczął odrabiać straty. W centrum uwagi ponownie znalazły się wypowiedzi szefa rządu oraz banku centralnego.
Główny indeks tokijskiej giełdy sesję rozpoczął od wyraźnych, blisko 3-procentowych wzrostów, dzięki czemu przez moment wyszedł ponad barierę 15 000 pkt.
W dalszej części burzliwych notowań Nikkei po raz pierwszy od trzech tygodni zanurkował poniżej 14 000 pkt. (spadek o ponad 3 %), by ostatecznie zakończyć dzień na poziomie 14 612,45 (wzrost względem kursu otwarcia o 0,9%). Szerszy indeks Topix zyskał dziś 0,5%. Japoński jen umocnił się do dolara spadając poniżej poziomu 102.
Zobacz także
W trakcie sesji inwestorzy obecni na japońskim parkiecie wsłuchiwali się w wystąpienie szefa Banku Japonii. Haruhiko Kuroda stwierdził, ze stabilność krajowego rynku długu jest „ekstremalnie pożądana”, a BoJ zrobi wszystko, by uspokoić atmosferę wokół japońskich obligacji.

- Będziemy prowadzić nasze operacje w możliwie najbardziej elastyczny sposób, tak aby możliwie jak najbardziej zredukować zmienność rentowności obligacji długoterminowych, która ostatnio tymczasowo wzrosła – powiedział Kuroda.
Szef japońskiego banku centralnego odmówił komentowania „jednodniowych ruchów” na rynkach akcji, obligacji i walut. Jak stwierdził, Bank Japonii nie ustala żadnego docelowego poziomu cen papierów wartościowych czy kursu jena.
Abe: odpowiedzialność spoczywa na BoJ
W reakcji na wzrost rentowności japońskich obligacji, głos zabrał także premier Kraju Kwitnącej Wiśni Shinzo Abe. Polityk zapewniał, że jego rząd nie zawróci z drogi reform.
- W celu utrzymania zaufania rynku do japońskich obligacji, musimy stworzyć strukturę fiskalną, którą w długim terminie dało się będzie utrzymać – powiedział Abe.
Podobnie jak szef BoJ, także premier Japonii nie chciał komentować wczorajszych gwałtownych spadków cen akcji na giełdzie w Tokio.
- Na zachowanie rynków wpływ ma wiele czynników. Komentowanie ruchów cen może wprowadzić niepotrzebne zamieszanie – stwierdził Abe. Premier Japonii zaznaczył jednak, że odpowiedzialność za opanowanie sytuacji na rynku obligacji spoczywa na Banku Japonii.
/mz




























































