2009-04-09 06:00 Źródło: Jarosław Ryba - Bankier.pl
Bossnapping, czyli porwij swojego szefa po francusku
W dobie kryzysu przekazywanie pracownikom złych wieści przez szefów stało się powszechną i przykrą koniecznością. Nie jest to przyjemne, ale jeżeli jesteś szefem we francuskiej korporacji, może być dodatkowo niebezpieczne.
W ciągu ostatnich dni co najmniej trzech top managerów we Francji po tym jak przekazali swoim podwładnym informacje o tym, że ich praca w firmie dobiega końca, zostało siłą zmuszonych do dalszych negocjacji w sprawie lepszych warunków zwolnień.
Jak zdeterminowani mogą być ludzie tracący swoje posady przekonał się François-Henri Pinault, syn miliardera Françoisa Pinaulta i szef koncernu PPR zajmującego się dystrybucją dóbr luksusowych takich marek jak Gucci, Yves Saint-Laurent, czy Sergio Rossi. Przez blisko godzinę był uwięziony w paryskiej taksówce przez wściekłych z powodu zwolnień pracowników swojej firmy. Uwolniony został dopiero przez policję, gdy blokada zaczęła przeradzać się w zamieszki.
Znacznie dłużej trwał "areszt" szefa francuskiego pionu farmaceutycznego światowego giganta 3M, który dwa tygodnie temu uwięziony został w biurze. Przez blisko dwie doby zwalniani pracownicy więzili swojego szefa, aby zmusić go do ponownego podjęcia negocjacji na temat warunków odejścia.
Dwa tygodnie wcześniej w podobnej sytuacji znalazł się manager z Sony France. Został on zabarykadowany w zakładzie produkcyjnym. Pracownicy niezadowoleni z powodu wysokości odpraw zablokowali wyjścia z fabryki trzema ciężarówkami. Manager został zmuszony do spędzenia nocy w sali konferencyjnej, a uwolniony został dopiero po tym, jak zgodził się na ponowne otwarcie rozmów z odchodzącymi pracownikami. Ostatecznie spełnił ich postulaty.
W żadnym z dwóch wymienionych powyżej przykładów nie interweniowała policja, ponieważ wobec szefów nie została zastosowana bezpośrednia przemoc. Nie byłoby to na rękę ani protestującym, ani managerom, którzy bali się pogorszenia wizerunku swoich firm. Ostatecznie takie praktyki uznano po prostu za radykalne taktyki negocjacyjne.
- Światowej opinii publicznej może się to wydawać zaskakujące, ale jest mniej zaskakujące tutaj we Francji, gdzie jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do tego typu sytuacji - tłumaczył dziennikarzom Reutersa rzecznik Sony France. Rzeczywiście na przestrzeni ostatnich lat przykłady podobnych incydentów można mnożyć.
Czasami jednak agresja ze strony związkowców posuwa się za daleko. Szefostwo producenta opon Continental zostało obrzucone jajkami przez wściekłych pracowników, po tym jak ci ostatni wdarli się na posiedzenie zarządu. W tym samym czasie na zewnątrz zakładu wieszano i obrzucano butami kukły przedstawiające szefostwo firmy. - Takie rzeczy będą się działy nadal - komentował Bruno Lemerle, przedstawiciel komórki Powszechnej Konfederacji Pracy (jednej z pięciu największych organizacji związkowych we Francji) w zakładach Peugeota w Sochaux.
W czasach kryzysu francuskie praktyki "porywania" szefów stały się tak powszechne, że media nadały im nawet konkretną nazwę: "bossnapping". Na podstawie najnowszych badań przeprowadzonych przez ośrodek CSA dla gazety "Le Parisien", wydaje się, że francuska opinia publiczna "prawie" potępia takie praktyki. Prawie, ponieważ dezaprobatę w stosunku do nich wyraziło 50 proc. respondentów. Tymczasem, okazuje się, że równocześnie aż 45 proc. Francuzów mimo wszystko akceptuje taką formę wywierania presji na zarządy w sytuacji masowej redukcji zatrudnienia w firmie.
Zdaniem francuskich komentatorów tak duże powszechne przyzwolenie dla radykalnych działań wynika z dominującej atmosfery kryzysu obecnej już nie tylko we francuskich mediach, ale w całej realnej gospodarce. Z badań wynika również, że poziom akceptacji takich działań jest uzależniony od miejsca w firmowej hierarchii. Zdaniem aż 56 proc. szeregowych pracowników "porywanie" swoich szefów jest akceptowalne, to zdanie podziela jednak już tylko 40 proc. pracowników średniego szczebla.
Zdaniem byłego francuskiego ministra pracy Xaviera Bertranda, którego cytuje agencja Reuters, w kraju nakręca się spirala przemocy i nie wiadomo dokąd może ona zaprowadzić. - Takie praktyki nie mogą być tolerowane - mówił we wtorek polityk. Jego zdania wydaje się jednak nie podzielać większość związkowców, którzy we Francji mają bardzo silną pozycję. Tymczasem zdaniem socjologów, ludzie w kryzysowych czasach mogą posuwać się o wiele za daleko, zwłaszcza gdy zaczyna działać psychologia tłumu, czego przykłady oglądaliśmy niedawno na niemieckich i londyńskich ulicach.
Francuskie "porywanie" przełożonych i więzienie ich w celu wywarcia presji jest pewną egzotyką jeśli chodzi o sztukę rozwiązywania sporów na linii pracownik - pracodawca w większości krajów cywilizowanego świata. Zdaniem brytyjskiej prasy takie praktyki w kręgu kultury anglosaskiej są wykluczone. - Spróbujcie tego u nas, a gwarantuję, że skutki będą opłakane. Choć może my Anglosasi nie mamy poczucia humoru - ironizuje na blogu The Management-Issues Brian Amble.
Na podstawie: AFP/Reuters/The Guardian/The New York Times
Jarosław Ryba / Bankier.pl
W ciągu ostatnich dni co najmniej trzech top managerów we Francji po tym jak przekazali swoim podwładnym informacje o tym, że ich praca w firmie dobiega końca, zostało siłą zmuszonych do dalszych negocjacji w sprawie lepszych warunków zwolnień.
|
| Francja. Dzień jak co dzień. foto: PAP/EPA/Eric Tschaen |
Jak zdeterminowani mogą być ludzie tracący swoje posady przekonał się François-Henri Pinault, syn miliardera Françoisa Pinaulta i szef koncernu PPR zajmującego się dystrybucją dóbr luksusowych takich marek jak Gucci, Yves Saint-Laurent, czy Sergio Rossi. Przez blisko godzinę był uwięziony w paryskiej taksówce przez wściekłych z powodu zwolnień pracowników swojej firmy. Uwolniony został dopiero przez policję, gdy blokada zaczęła przeradzać się w zamieszki.
Znacznie dłużej trwał "areszt" szefa francuskiego pionu farmaceutycznego światowego giganta 3M, który dwa tygodnie temu uwięziony został w biurze. Przez blisko dwie doby zwalniani pracownicy więzili swojego szefa, aby zmusić go do ponownego podjęcia negocjacji na temat warunków odejścia.
Dwa tygodnie wcześniej w podobnej sytuacji znalazł się manager z Sony France. Został on zabarykadowany w zakładzie produkcyjnym. Pracownicy niezadowoleni z powodu wysokości odpraw zablokowali wyjścia z fabryki trzema ciężarówkami. Manager został zmuszony do spędzenia nocy w sali konferencyjnej, a uwolniony został dopiero po tym, jak zgodził się na ponowne otwarcie rozmów z odchodzącymi pracownikami. Ostatecznie spełnił ich postulaty.
W żadnym z dwóch wymienionych powyżej przykładów nie interweniowała policja, ponieważ wobec szefów nie została zastosowana bezpośrednia przemoc. Nie byłoby to na rękę ani protestującym, ani managerom, którzy bali się pogorszenia wizerunku swoich firm. Ostatecznie takie praktyki uznano po prostu za radykalne taktyki negocjacyjne.
- Światowej opinii publicznej może się to wydawać zaskakujące, ale jest mniej zaskakujące tutaj we Francji, gdzie jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do tego typu sytuacji - tłumaczył dziennikarzom Reutersa rzecznik Sony France. Rzeczywiście na przestrzeni ostatnich lat przykłady podobnych incydentów można mnożyć.
Czasami jednak agresja ze strony związkowców posuwa się za daleko. Szefostwo producenta opon Continental zostało obrzucone jajkami przez wściekłych pracowników, po tym jak ci ostatni wdarli się na posiedzenie zarządu. W tym samym czasie na zewnątrz zakładu wieszano i obrzucano butami kukły przedstawiające szefostwo firmy. - Takie rzeczy będą się działy nadal - komentował Bruno Lemerle, przedstawiciel komórki Powszechnej Konfederacji Pracy (jednej z pięciu największych organizacji związkowych we Francji) w zakładach Peugeota w Sochaux.
W czasach kryzysu francuskie praktyki "porywania" szefów stały się tak powszechne, że media nadały im nawet konkretną nazwę: "bossnapping". Na podstawie najnowszych badań przeprowadzonych przez ośrodek CSA dla gazety "Le Parisien", wydaje się, że francuska opinia publiczna "prawie" potępia takie praktyki. Prawie, ponieważ dezaprobatę w stosunku do nich wyraziło 50 proc. respondentów. Tymczasem, okazuje się, że równocześnie aż 45 proc. Francuzów mimo wszystko akceptuje taką formę wywierania presji na zarządy w sytuacji masowej redukcji zatrudnienia w firmie.
Zdaniem francuskich komentatorów tak duże powszechne przyzwolenie dla radykalnych działań wynika z dominującej atmosfery kryzysu obecnej już nie tylko we francuskich mediach, ale w całej realnej gospodarce. Z badań wynika również, że poziom akceptacji takich działań jest uzależniony od miejsca w firmowej hierarchii. Zdaniem aż 56 proc. szeregowych pracowników "porywanie" swoich szefów jest akceptowalne, to zdanie podziela jednak już tylko 40 proc. pracowników średniego szczebla.
Zdaniem byłego francuskiego ministra pracy Xaviera Bertranda, którego cytuje agencja Reuters, w kraju nakręca się spirala przemocy i nie wiadomo dokąd może ona zaprowadzić. - Takie praktyki nie mogą być tolerowane - mówił we wtorek polityk. Jego zdania wydaje się jednak nie podzielać większość związkowców, którzy we Francji mają bardzo silną pozycję. Tymczasem zdaniem socjologów, ludzie w kryzysowych czasach mogą posuwać się o wiele za daleko, zwłaszcza gdy zaczyna działać psychologia tłumu, czego przykłady oglądaliśmy niedawno na niemieckich i londyńskich ulicach.
Francuskie "porywanie" przełożonych i więzienie ich w celu wywarcia presji jest pewną egzotyką jeśli chodzi o sztukę rozwiązywania sporów na linii pracownik - pracodawca w większości krajów cywilizowanego świata. Zdaniem brytyjskiej prasy takie praktyki w kręgu kultury anglosaskiej są wykluczone. - Spróbujcie tego u nas, a gwarantuję, że skutki będą opłakane. Choć może my Anglosasi nie mamy poczucia humoru - ironizuje na blogu The Management-Issues Brian Amble.
Na podstawie: AFP/Reuters/The Guardian/The New York Times
Jarosław Ryba / Bankier.pl
- Agresja ze strony związkowców posuwa się za daleko Autor: ~ziutek 2009-04-09 17:23
- panowie niewolnikow poluzujcie ,ograniczcie chciwosc ,bo sami staniecie sie niewolnikami ,jesli w Rosji byla mozliwa rewolucja to mozliwa jest wszedzie
- Agresja ze strony związkowców posuwa się za daleko Autor: ~jakub 2009-04-09 17:10
- Ryba gdybys pracował fizycznie pewnie miałbyś inne pogłądy a nie pieprzył o agresji
- Bossnapping, czyli porwij swojego szefa po francusku Autor: ~ururu 2009-04-09 11:10
- Dało się d... to trzeba umieć za to zapłacić, ten Świat rotuje w chorą stronę, na której błąd nie powoduje konsekwencji, tj. obojętnie co zrobi Kim Ir Sen i tak będzie naszym Wielkim Słońcem i Madroś (..)

Dodaj komentarz