Poniedziałkowa sesja miała trzy oblicza. Samo otwarcie wypadło dość wysoko – w ten sposób gracze ze Starego Kontynentu zareagowali na wzrosty w końcówce piątkowej sesji w Ameryce. Później jednak do gry wrócili pesymiści – inwestorzy nadal wykorzystują więc każdą okazję, by pozbyć się akcji po wyższych cenach. Lecz gdy wydawało się, że indeksy giełd w Londynie i Paryżu na trwale zadomowią się w strefie spadkowej, na odsiecz przyszli optymiści z USA.
Skromne wzrosty na początku handlu w Nowym Jorku wystarczyły, by Europa mogła zakończyć dzień na plusie. W Londynie indeks FTSE100 poszedł w górę o 0,6%, niemiecki DAX zwyżkował o 0,9%, a paryski CAC40 wzrósł o 1,2%.
Za to blisko 4-procentowa przecena dotknęła giełdę w Atenach. W najlepsze trwała też wyprzedaż greckich obligacji skarbowych – inwestorzy słysząc o groźbach strajku urzędników stracili wiarę w powodzenie proponowanych przez rząd cięć wydatków publicznych. Z dnia na dzień maleją więc szanse na ograniczenie gigantycznego deficytu budżetowego (12,7% greckiego PKB). Rośnie za to prawdopodobieństwo pierwszego bankructwa w historii strefy euro.
Bohaterem dnia zostały notowane w Londynie kompanie górnicze. Akcje Xstraty zdrożały o 4,4%, a notowania BHP Billiton zwyżkowały o 2,4%. Spółkom wydobywczym pomagały wyższe ceny miedzi i cynku.
K.K.






























































