– Jeżeli dolar będzie w takim tempie nadal tracił na światowych rynkach, to już wkrótce notowania zielonego w kraju pokonają poziom 2,10 zł. Ucieszy to tych, którzy planują wakacyjne wyjazdy do krajów dolarowych, ale też wpłynie na dalszy wzrost indywidualnego importu towarów ze Stanów Zjednoczonych – ocenia Marek Rogalski, główny analityk Domu Maklerskiego First International Traders. Tak silny złoty to w dużej mierze efekt spekulacyjnego osłabienia dolara na rynkach światowych wywołanego rekordowo wysokimi cenami ropy oraz napływem kolejnych danych zwiększających prawdopodobieństwo rychłej podwyżki stóp procentowych w Eurolandzie. Jak podało wczoraj europejskie biuro statystyczne, według wstępnych danych czerwcowa inflacja w strefie euro wzrosła do rekordowo wysokiego poziomu 4 proc. – Dane o inflacji znacznie zwiększają prawdopodobieństwo, że Europejski Bank Centralny już na kończącym się w najbliższy czwartek posiedzeniu zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych o 25 pkt bazowych. I być może nie będzie to ostatnia podwyżka w tym roku. Dlatego w najbliższym czasie oczekuję dalszego osłabienie dolara – przewiduje Marcin Bilbin, strateg rynków finansowych w banku Pekao SA. W poniedziałek kurs euro do dolara oscylował wokół poziomu 1,58 i w opinii analityków może ponownie przełamać poziom 1,6, zbliżając się do szczytów z przełomu maja i czerwca, kiedy to za euro płacono nawet 1,6015 dol. – W ślad za rosnącym euro zyskiwać do amerykańskiej waluty powinien też złoty. Co prawda obecnie nie ma ku temu żadnych fundamentalnych przesłanek, ale złoty – podobnie jak inne waluty z regionu, takie jak czeska i słowacka korona – przyzwyczaił nas w ostatnich miesiącach, że jest jedną z najmocniejszych walut na świecie – dodaje Bilbin.
Na razie dolarowi nie pomagają nawet zapewnienia amerykańskich polityków i ekonomistów, że ich troską jest wzmocnienie tamtejszej waluty. – Mocna amerykańska waluta jest w interesie gospodarki USA – powiedział podczas wizyty w Moskwie Henry Paulson, amerykański sekretarz skarbu. Jednak podobnie jak wcześniej przy okazji analogicznych wypowiedzi szefa amerykańskiego banku centralnego Fed Bena S. Bernankego za deklaracjami nie poszły żadne czyny mogące wzmocnić dolara. Nic dziwnego, że inwestorzy walutowi niespecjalnie przejęli się tą wypowiedzią i dolara przez cały dzień kwotowano na poziomach porannych otwarć. I w opinii ekonomistów nie należy się spodziewać spadkowego trendu dolara, dopóki Fed nie da wyraźnego sygnału co do możliwości zaostrzenia polityki monetarnej w USA. Co prawda po ubiegłotygodniowym posiedzeniu Fed Bernanke zaznaczył, że bank centralny z większą uwagą będzie się przyglądał inflacji w Ameryce, ale jak się okazało, nie był to wystarczająco mocny sygnał by dolar uległ wzmocnieniu.
Jacek Iskra
Więcej na ten temat



























































