Środowa sesja na nowojorskich parkietach nie przebiegła po myśli giełdowych byków. Znów nie znalazło się wystarczająco wielu kupujących, aby podnieść giełdowe indeksy. W rezultacie S&P500 zaliczył piątą spadkową sesję z rzędu.


Wygląda na to, że odbicie po październikowym załamaniu zakończyło się już tydzień temu. Tak, S&P500 po raz ostatni zakończył dzień na plusie w zeszłą środę, 7 listopada. Po tamtym przeszło 2-procentowym skoku zostały tylko wspomnienia. Od tygodnia S&P500 zalicza na przemian małe i większe spadki.
Środa przyniosła te większe. S&P500 stracił 0,76% i zatrzymał się tuż powyżej granicy 2 700 punktów Dow Jones po spadku o 0,81% zjechał w pobliże 25 000 pkt. Warto dodać, że oba indeksy rozpoczęły sesję na plusie. A więc drugi raz z rzędu powtórzył się podobny scenariusz: optymizm na otwarciu i rozczarowanie na zamknięciu.
Na rynek nie napłynęły przełomowe informacje. Owszem, nadal słabo spisywała się giełda chińska. Nadal w grze był włoski kryzys po tym, jak rząd w Rzymie nie zmienił budżetu pod dyktando Komisji Europejskiej. Wciąż zawodziły dane makro z Europy - potwierdziło się, że PKB Niemiec skurczył się w trzecim kwartale. Ale nie były to rzeczy, o których istnieniu nie wiedziano by kilka dni temu.

Zmianie uległy za to nastroje inwestorów. Najlepiej widać to chyba na przykładzie akcje Apple oraz Goldman Sachs. W środę akcje producenta iPhone-ów przeceniono o kolejne 2,8%, a kurs Goldmana spadł o ponad 1%. Oba walory były jednymi z liderów wzrostów w poprzednich kwartałach. Mimo przeceny aż o 11% (!) w ciągu ostatniego tygodnia akcjonariusze Apple'a wciąż są na plusie o ponad 11% licząc od początku roku. Akcje Goldman Sachs przez ostatni tydzień potaniały o 12,5% po tym, jak na fali deregulacyjnych posunięć administracji Donalda Truma od połowy 2016 roku do wiosny '18 ich wartość się podwoiła.
Krzysztof Kolany































































