Wczoraj Dow Jones oraz S&P 500 poprawiły minima obecnej bessy i znalazły się na poziomach sprzed 12 lat. Dzisiaj spadki zagościły też na rynkach azjatyckich i europejskich. Fatalna seria spadkowych sesji w Londynie czy Frankfurcie zdaje się wręcz nie mieć końca, a inwestorzy tracą nadzieje na wzrosty.
Oznacza to straty również dla inwestujących w surowce, których ceny zależą od ogólnej koniunktury gospodarczej. Tymczasem spadające indeksy giełdowe nie rokują jej szybkiej poprawy. Uważa się, że popyt na miedź jest szczególnie wrażliwy na zmiany koniunktury gospodarczej.
Jak na razie zapotrzebowanie na czerwony metal szybko maleje. W styczniu wartość zamówień w europejskim przemyśle spadła o 22,3% r/r, a nastroje niemieckich przedsiębiorców w lutym uległy dalszemu pogorszeniu. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Japonii, gdzie w styczniu import miedzianych kabli spadł o 21,2% r/r – to najgorszy wynik od 1975 roku. Gwałtownie hamująca gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni potrzebuje coraz mniej miedzi zarówno w budownictwie jak i w przemyśle.
W rezultacie o godzinie 12:30 tona miedzi kosztowała 3.150 dolarów i była o 0,4% tańsza niż wczoraj.
Pewne wsparcie rynkom surowcowym daje słabnący dolar. Kurs EUR/USD rośnie o 0,8%, przekraczając poziom 1,28$.
K.K.































































