W ostatnich dniach kurs złota jest determinowany globalnym apetytem na ryzyko. Jeśli giełdowe indeksy idą w górę, drożeją surowce przemysłowe, to cena złota rośnie. Gdy zaś na rynkach dominować zaczyna strach i spadki na giełdowych parkietach, to metale szlachetne znów wracają do łask inwestorów.
Dokładnie tak było też dzisiaj. Gdy azjatyckie giełdy traciły po 2-3%, a zniżki zadomowiły się także na rynkach Starego Kontynentu, to cena złota wzrosła z 880$ do 890$ za uncję.
„Popyt na bezpieczne aktywa znów wypłynął na powierzchnię. Zbliżający się sezon publikacji raportów kwartalnych skłania inwestorów do odstawienia ryzykownych aktywów, co premiuje metale szlachetne” – mówił dziś Bloombergowi Mangoba Madinane, analityk z johanesburskiego Standard Bank.
Tyle że po południu tzw. „sentyment” na rynkach akcji zaczął się dość niespodziewanie poprawiać. Giełdowe indeksy zaczęły odrabiać straty, a kurs złota powrócił w rejon 880$. O godzinie 14:30 za uncję tego szlachetnego metalu płacono 883,48$, a więc już tylko o 0,4% więcej niż we wtorek.
Ale entuzjaści złota nie tracą nadziej, że cena tego metalu znów osiągnie czterocyfrowe poziomy. Zdaniem analityków z firmy GFMS Ltd. kurs złota „z łatwością” pokona poziom 1.000$ za uncję, ponieważ słabość popytu jubilerskiego oraz rosnąca podaż złotego złomu zostanie z nawiązką zrekompensowana przez popyt inwestycyjny.
„Powody dla których inwestorzy kupują złoto – strach przed przyszłą inflacją oraz proceder psucia pieniądza – pozostają aktualne. (...) Gdy kurs ustabilizuje się, oczekujemy, że łowcy dołków rozpoczną nowy cykl inwestycyjny” – napisał w dzisiejszym raporcie John Reade, analityk z banku UBS.
K.K.




























































