Sesja w Nowym Jorku zaczęła się od silnej zwyżki indeksów. Ale z każdą godziną optymizm ulatniał się i do końca dnia z pokaźnych zwyżek ostały się resztki. Inwestorzy z Wall Street najwyraźniej nie są przekonani, czy uda się opanować Grexit i krach w Chinach.


Tuż po otwarciu czwartkowej sesji Dow Jones wystrzelił w górę o 250 punktów, czyli o prawie 1,5%. S&P500 zyskiwał nawet 1,4%. Ostatecznie DJIA, Nasdaq i S&P500 zwieńczył dzień zwyżką po ok. 0,2%, co pokazuje skalę pogorszenia nastrojów w trakcie sesji i kontrastuje z euforią w Europie, gdzie główne indeksy strefy euro wzrosły po 2-3%.
Zachowanie amerykańskich indeksów można traktować jako utratę wiary w rozwiązanie najbardziej palących obecnie problemów: czyli Grexitu i załamania na chińskim rynku akcji. Grecy mieli złożyć propozycję strefie euro, ale szybko pojawiły się przecieki, że grecka oferta nie różni się zbytnio od poprzednich, albo że w ogóle nie jest jeszcze gotowa. A to oznacza, że są niewielkie szanse na jej akceptację przez Trojkę. Czas na wysłanie wiążących propozycji upływa o północy.
Dodatkowo sytuacja w Chinach daleka jest od spokojnej. Administracyjne zakazy sprzedawania akcji i pospolite ruszenie popytu ze strony państwowych podmiotów mogą nie zatrzymać panicznej wyprzedaży akcji przez zlewarowanych inwestorów indywidualnych. Amerykanie dobrze pamiętają, że Wielki Kryzys zaczął się od krachu na Wall Street.
Pogorszenie nastrojów na nowojorskich parkietach nie zatrzymało fali korporacyjnych fuzji i przejęć. Akcje Coty Inc. przeceniono o prawie 5% po tym, jak Procter & Gamble zgodził się sprzedać spółce swój biznes kosmetyczny za 12,5 mld dolarów. Akcje P&G straciły 0,4%.

K.K.
































































