Motywował mnie tym niejako do dłuższego zagrzania miejsca w zakładzie, który w owych czasach nie należał do awangardy – nie wyróżniał się reprezentacyjnym biurowcem ani przyzwoitymi biurami, ani tym bardziej płacą, którą można byłoby sytuować przynajmniej w średniej stawce, sugerując objęcie odpowiedzialnego stanowiska, gdy on odejdzie na zasłużoną emeryturę. Komunalka, podległa najpierw znanemu zjednoczeniu (kto dzisiaj wie, czym było zjednoczenie?), a następnie urzędowi miasta w Koszalinie, wydziałowi ds. komunalnych albo jakoś tak.
Bida, bez względu na podległość. I wygląda na to, że tak już pozostało, mimo upływu wielu lat, mimo zmian ustrojowych, o których wielu z nas wówczas nawet nie śniło. Minęło lat kilka od objęcia odpowiedzialnego stanowiska, a mnie już nosiło. Nie godziłem się na kiepskie wynagrodzenie, na pozostawanie w branży, która zawsze i pod każdym względem odstawała od innych, na bliżej nieokreśloną perspektywę awansu zawodowego. Chciałem nowego – nowych sytuacji, nowych ludzi, nowych możliwości, a był rok 1980, rok historyczny, w którym wydawało się, że wszystko da się wywrócić do góry nogami, mimo oporu materii.
Pokręcone losy kraju, pokręcone losy niejednego z nas spowodowały, że wiele spraw rzeczywiście udało się postawić na głowie – w znaczeniu ówczesnej optyki – inne pozostały w tym samym miejscu, jakby czas pozostał w miejscu. Ale to już całkiem inne zagadnienia… Mój pierwszy dyrektor, którego bardzo szanowałem z uwagi na niezwykłe opanowanie, co nie było rzeczą prostą, z uwagi na podległość egzekutywie KW PZPR, zwykł wciąż powtarzać różnego rodzaju przysłowia kresowe, skąd sam pochodził, ale ja – wbrew jego oczekiwaniom – jakoś ich nie chłonąłem.
Taki ze mnie był opornik i taki pozostałem. Natura, geny, inne cholerstwo, co do mnie przylgnęło… Ówczesny przekaz w zakresie stosunków pracy, bo niby jakie inne można było rozważać, był klarowny: im dłużej pracujesz u jednego pracodawcy, tym lepiej dla ciebie. Im mniej zmian pracy wykazanych w podaniu o pracę i załącznikach, które dziś z angielska zwane są CV oraz listem motywacyjnym, tym lepiej dla ubiegającego się o nowe stanowisko, o pracę u nowego pracodawcy. Mniej zmian w zatrudnieniu oznaczało po prostu większą lojalność wobec dotychczasowego pracodawcy. A wierny pracownik był pożądany.
Wierny nie zawsze oznaczał mierny, co dziś próbuje się wykazać, aczkolwiek takiego sprzężenia nie można było wykluczyć. Jest rok 2008. Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Polacy korzystają z otwarcia rynków pracy. Co prawda niektóre kraje Unii nadal bronią się przed napływem taniej siły roboczej z Polski, ale protekcjonizm nie ma większego wpływu na migracje zarobkowe Polaków. Jak to mówi jedna z zaprzyjaźnionych pań, u której robię codzienne zakupy – Panie, Polacy to teraz jeżdżo, jak chco!!! Pracujo i w Anglii, i u Niemca, a nawet do tej Irlandii wyjeżdżajo.
I ma rację, wystarczy prześledzić doniesienia medialne. Polacy pracują w całej Unii, Polacy są niezwykle wysoko oceniani jako siła fachowa, tu i ówdzie są zagrożeniem, tu i ówdzie są wybawieniem. Raz są świetnymi fachowcami, innym razem mordercami, a ostatnio nawet nożownikami, o czym ochoczo donoszą media brytyjskie. I wspaniali fachowcy, i nożownicy. Doskonali w każdym dziele. Pracodawcy polscy wprost przeciwnie, informują o kłopotach z zatrudnieniem, utrzymaniem fachowców, kiepskiej jakości wiedzy i umiejętności pracowników. Różne rynki, różni pracodawcy, różne wymagania, różne oczekiwania.
Od jednego z moich rozmówców, pracodawcy nietuzinkowego, zatrudniającego na co dzień około tysiąca pracowników, słyszę, że pracownik jest jak dziwka – pójdzie tam, gdzie dostanie wyższą cenę za swoją usługę. Nie dyskutuję, wszak brak mi podstaw do dyskusji. Zapewne ma argumenty, które uzasadniają tezę. Idąc za informacjami dodatku Praca.pl „Gazety Wyborczej”, pracownik, który nie skończył 25 lat, średnio pracuje w jednej firmie czternaście miesięcy. Pracę zmieniają chętnie młodzi ludzie pomiędzy 26. a 35. rokiem życia.
Po dwóch latach albo oczekują awansu w firmie, albo odchodzą do konkurencji. Obowiązuje reguła, wedle której im starsi są pracownicy, tym dłużej pracują u jednego pracodawcy. Młodzi wiekiem pracownicy, poprzez zmianę zatrudnienia, szukają swojej szansy życiowej, czemu sprzyja sytuacja na rynku pracy. Według badań rynkowych, kto dłużej pracuje w firmie, zarabia mniej i na mniej rzeczy go stać. Czy to normalne? Chyba nie. Czy w tej sytuacji normalne jest, że ludzie szukają możliwości poprawy swojej sytuacji? Normalne. Młodzi wiekiem oraz stażem pracownicy są bardziej dynamiczni, bardziej zdyscyplinowani, bardziej skłonni do sygnalizowania swoich oczekiwań względem pracodawcy.
To, że ktoś pracuje u jednego pracodawcy dłużej, nie ma wpływu na to, czy dostanie podwyżkę, czy ma szansę na zawodowy awans. Stąd – wydaje się naturalną reakcją ze strony pracownika – zmiana podmiotu zatrudniającego, oferującego lepsze warunki pracy i wynagrodzenia. Nie da się ukryć, iż taka postawa jest coraz częstsza pośród pośredników ubezpieczeniowych, którym towarzystwo zmienia warunki umowy agencyjnej na zasadzie aneksu do umowy agencyjnej.
Skoro zasady gry agencyjnej stają się coraz mniej czytelne, skoro straty rynkowe towarzystwo zamierza powetować sobie prowizją agenta, tak zwana lojalność przestaje obowiązywać. O tym coraz częściej rozmawiają pośrednicy ubezpieczeniowi. O tym, że nie warto być lojalnym wobec swojego pracodawcy - towarzystwa ubezpieczeniowego, przekonał się niejeden były pracownik, niejeden były pośrednik ubezpieczeniowy. Samo życie. Pracodawca uczy rozumu.
Idąc za dodatkiem Praca Gazety Wyborczej, warto jest przytoczyć wypowiedź 24-letniego Adama, handlowca, który w ciągu dwóch lat zmienił trzykrotnie pracę: – Trzeba wykorzystywać każdą okazję do zmiany. Kto tego nie robi, popełnia błąd. Gdybym przez dwa lata czekał na awans, straciłbym na tym finansowo. Dziś zarabiam o połowę więcej niż moi koledzy w pierwszej firmie. Do tej wypowiedzi dołącza się internautka, która stwierdza, że: Byłam ostatnio na imprezie z ludźmi, których nie widziałam ponad pół roku.
Wszyscy, łącznie ze mną, w tym czasie zmienili pracę. Czy zauważacie wśród swoich znajomych taką rotację? Mnie zmieniona robota też sama znalazła. Pracownicy szukają nowego pracodawcy, pracodawcy wciąż szukają nowych, coraz bardziej nowych, coraz bardziej wydajnych pracowników. Najlepiej z dużym doświadczeniem zawodowym i wiekiem w okolicach 25 roku życia. Towarzystwa ubezpieczeniowe są również skazane na poszukiwanie nowych kadr. Największe ssanie mają na pośrednika ubezpieczeniowego, choć i inne, administracyjne funkcje również wymagają obsadzenia.
Profesor Wilhelmina Wosińska, wykładowca na Arizona State Uniwersity w Phoenix, twierdzi, że job hopping (przymus zmiany miejsca pracy) wkroczył wpierw do wielkich korporacji, a następnie do usług. Zjawisko nasila się również w kręgach naukowych oraz uniwersyteckich, gdzie lojalność wobec pracodawcy była szczególnie nagradzana. Zmienność stała się zaletą, przeistaczając się w wielorakość doświadczeń, a więc cechę nagradzaną przez nowoczesnego pracodawcę.
Zjawisku nie oparła się nawet tradycyjna w stosunkach pracy Japonia, gdzie dziedziczenie pracy było wielowiekową tradycją. Na przeszkodzie nie stały nawet gorsze warunki pracy i płacy. To już przeszłość. Teraz Japończyk zmienia pracę i pracodawcę jak rękawiczki. To kulturowy szok. Ten sposób myślenia nie omija Polski. Póki bezrobocie nie stanowi większego problemu, Polacy optują za zmianami. Za zmianami pracodawcy, warunków pracy, wynagradzania, dodatkowymi, pozapłacowymi warunkami wynagradzania.
Zmieniają pracę, bo tak wypada. Wypada nie być nieudacznikiem, przywiązanym do jednego miejsca pracy, do jednego pracodawcy. To nie jest trendy. O ile CV sprzed lat zawierało nieliczny wykaz poprzednich miejsc pracy, bo tak właśnie wypadało, o tyle dzisiejsze CV powinno być jak najbardziej urozmaicone w wykaz poprzednich pracodawców, stanowisk, zawodowych doświadczeń. Dziś kurczowe trzymanie się jednego pracodawcy może być poczytywane za zawodową i życiową nieudolność.
Tylko sierota, obawiająca się zmian, trzyma się kurczowo jednego zakładu. Nowoczesny, otwarty na wyzwania pracownik poszukuje zmian, tak w zakresie pracy, jak i pracodawcy. Im więcej zmian w cv, tym lepsza ocena nowego pracodawcy. Taki jest trend, narzucony przez wielkie korporacje. Więcej, więcej, więcej… Im więcej zmian, tym większe – teoretycznie – doświadczenie zawodowe pracownika. Im więcej zmian, tym większy zanik identyfikacji nie tylko z firmą, ale i z zawodem, kolegami z zakładu.
Przeciętny Amerykanin zmienia 11 razy pracę w ciągu 40 lat. Trzykrotnie zmienia zawód lub profil zawodowy. Tendencja do zmian nasila się, co skutkuje niezaangażowaniem, dezorientacją, obniżeniem poczucia lojalności pracownika względem pracodawcy. Zdaniem prof. Wosińskiej, przed kilkoma laty korporacje międzynarodowe dokonały procesu zwolnień, przede wszystkim wśród kadry menedżerskiej. Menedżerów wymieniano masowo na młodszych i tańszych, co skutkowało poczuciem klęski w środowisku.
Okazało się, że oddanie i zaangażowanie firmie po prostu się nie opłaca. To właśnie korporacje uznały, że lojalność nie popłaca, nie przystaje do cyklicznych restrukturyzacji, fuzji, modernizacji, redukcji. Firmy stawiają dziś na pracownika elastycznego, nowoczesnego i łatwego w obsłudze. Pracownik jest jak narzędzie, gdy jest nienowoczesne, wymaga wymiany. Decyduje przydatność i ruch w biznesie. Wymagania wobec kadry menedżerskiej przeniosły się z czasem na niższe stanowiska, a gdy obydwie strony rozpoznały zasadę stosowaną w stosunkach małżeńskich (gdy jedna strona łamie zasadę, druga przystosowuje się do niej), lojalność przestała obowiązywać.
Co ciekawe, zdaje się tej reguły nie dostrzegają jeszcze poszczególni ubezpieczyciele, stosując nieczyste zasady gry wobec agentów, w szczególności gdy chodzi o skomplikowane systemy wynagradzania, mające na celu rugowanie agentów portfelowych, o najdłuższym stażu. Mimo iż są najbardziej skuteczni. Potrzebne są jednak ruch i tempo, i zastępowanie kadr starszych młodszymi, bez względu na konsekwencje w postaci prania portfela, procesów sądowych o świadczenia wyrównawcze, szargania brandu i tym podobnych zjawisk. Lojalność nie popłaca i coraz częściej mówi się o diametralnej zmianie rynku pracy w Polsce. Na oko dwa miliony Polaków wyemigrowały do pracy za granicę.
Brakuje nawet pracowników w zawodach określanych mianem podstawowych (budowlaniec, hydraulik, tzw. pracownik fizyczny do wszystkiego). Sytuacja jest wyjątkowo niekorzystna dla pracodawców, ale i dla przeciętnego obywatela również. Z tego powodu wzrastają ceny na usługi podstawowe, wydłużają się terminy ich realizacji. Pracownicy zwalniają się z pracy po kilkunastu tygodniach od daty zatrudnienia, aby przenieść się do zakładów z lepszymi perspektywami.
Towarzyszą temu tak niekorzystne zjawiska, jak: stworzenie atmosfery niepewności i frustracji wśród tych, którzy postanowili związać się z firmą na długie lata, utrata wiedzy o klientach, spowolnienie tempa rozwoju firmy, wzrost kosztów rekrutacji i wdrożeń nowych pracowników. Przyczyn tego niekorzystnego zjawiska jest wiele. Dużo z nich jest po stronie pracodawcy w postaci systemu awansowania, płac, dodatkowych bodźców motywacyjnych, czynników pozamaterialnych.
Firma powinna być „fajna”, jak wynika z badań rynkowych. Co to w praktyce oznacza? A to już temat do rozpracowania przez każdego pracodawcę. Liczne zmiany w CV nie muszą być wystarczającym powodem do zatrudnienia nowego pracownika, nowe systemy wynagradzania nie powinny zakładać wyrugowania z pracy dotychczasowych pracowników…
Sławomir Dąblewski
































































