2004-03-04 06:05 Źródło: Finansista
Zbigniew Wróbel i Nikołaj Iwczikow: O biznesie polsko-rosyjskim bez fobii
Rozmawiają Zbigniew Wróbel, prezes zarządu PKN Orlen i Nikołaj Iwczikow, dyrektor zarządzający Lukoil Polska.
- Dlaczego Orlen pokłada wielkie nadzieje w połączeniu z MOL-em i ewentualnym tworzeniu regionalnego koncernu naftowego?
Zbigniew Wróbel: Wartość przejęć, akwizycji, połączeń i innych podobnych transakcji między firmami w latach 1996-2000 osiągnęła sumę ponad 500 mld USD, a więc większą niż w ciągu poprzednich 95 lat, co świadczy, że podążamy dobrą drogą. Wielkie koncerny naftowe o kapitalizacji rynkowej ponad 200 mld USD w konkurencji z firmami o kapitalizacji rzędu 3 mld USD, takimi jak np. PKN, mają nie tylko teoretyczną przewagę sił finansowych. To, co czyni je mocniejszymi, tkwi w strategii rozwoju uwzględniającej tendencje globalizacyjne. Koncerny te są silne swą obecnością na wielu rynkach. Udział w prywatyzacji sektora w regionie pozwoli przyszłemu Regionalnemu Koncernowi Naftowemu stać się liczącym graczem od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. Firma, taka jak PKN, w pojedynkę nie ma szans w konkurencji z silniejszymi graczami na rynku paliw. Na przykład sieci sprzedaży benzyn i olejów napędowych przez hiper- i supermarkety mogą łatwo stosować krzyżowe subsydiowanie paliw.
Nikołaj Iwczikow: Zgadza się. Dziś na etapie globalizacji niemożliwe jest, aby firmy, szczególnie niewielkie, przetrwały w pojedynkę, dlatego wszyscy w sektorze energetycznym się jednoczą. Uważamy jednak, że klasyczny koncern naftowy powinien składać się z łańcuszka, zawierającego w sobie trzy podstawowe ogniwa - wydobycie, przetwarzanie i sprzedaż wyrobów gotowych odbiorcom finalnym. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że własne złoża w znaczącym stopniu zmniejszają wrażliwość na złą koniunkturę, która od czasu do czasu gości na światowym rynku. Chciałbym także zauważyć, że naszym zdaniem, w związku z tym, że surowiec węglowodorowy nie jest odnawialnym źródłem energii, w długoterminowej perspektywie wraz ze zmniejszaniem się zapasów jego wartość będzie prawdopodobnie wzrastać, a co za tym idzie, kompanie posiadające największe rezerwy tego surowca znajdą się i w przyszłości w bardziej wygodnym położeniu. Współpraca z takimi spółkami byłaby pragmatyczną decyzją dla polskich „decision makers”.
- Skoro podstawowego niedostatku koncernu środkowoeuropejskiego upatruje Pan w braku własnego źródła surowca, to dlaczego nie czekając na urzeczywistnienie projektu takiego koncernu, Lukoil nie zaproponował Orlenowi stworzenia wspólnego przedsięwzięcia, podobnego do tego, w ramach którego Jukos i MOL od marca 2003 r. wydobywają ropę ze złoża Zachodnio-Małobałyckie?
N.I.: Dla wyjścia na strategiczne pozycje w ramach kooperacji Lukoila i Orlenu niezbędna jest praktyka współdziałania dwóch kompanii, w czasie której podobne kwestie mogą zostać podniesione w naturalny sposób. Potrzebna jest inna jakość stosunków - realna kooperacja, osobiste kontakty kierowników obu spółek, zaufanie ze strony rządów.
- Kilkuletnia obserwacja procesu prywatyzacyjnego skłania Rosjan do wniosku, że polski biznes naftowy boi się przyjścia swych „kolegów zza Bugu”. Na czym - Panów zdaniem - polega ta fobia?
N.I.: W moim odczuciu w Polsce klimatu inwestycyjnego dla rosyjskich inwestorów strategicznych nie można określić mianem w pełni sprzyjającego. Na przykład nasza kompania z niezrozumiałych dla nas przyczyn została wyprowadzona poza ramy procesu prywatyzacyjnego Rafinerii Gdańskiej, mimo że przedstawiła propozycję najlepszą według ocen niezależnych ekspertów zarówno w aspekcie ekonomicznym, jak i społecznym.
Z.W.: W biznesie nie ma miejsca na fobie. Rosyjski sektor naftowy niewątpliwie jest potężny, wyposażony w bardzo ważny element, jakim jest bezpośredni dostęp do źródeł surowca, posiada też - według ocen analityków - duże zasoby finansowe. Z kolei przewagą polskiego sektora są: świetnie rozwinięta i wyposażona sieć sprzedaży detalicznej, europejskie standardy jakości, wysoki poziom technologii dwóch największych rafinerii. Jak wynika z dotychczasowych przesłanek obydwie strony nie zamierzają przyjmować wobec siebie postawy agresywnej, ale partnerską. Myślę, że opinie rosyjskich obserwatorów są mocno przesadzone, co nie znaczy, że nie dyskutuje się o tej sytuacji w różnych grupach, biorąc pod uwagę rozmaite aspekty. Mały zawsze boi się dużego, bo nie chce utracić tożsamości, więc oswajanie się ze sobą zajmie trochę czasu i wymaga cierpliwości oraz tolerancji po obu stronach. Ważna jest również otwartość, zwłaszcza że historia straszy przykładami.
- Czyli ludzie w Polsce wolni są od stereotypów, z jakimi w czasach komunistycznych kojarzyła się współpraca z Rosjanami?
N.I.: Potrzebne są działania ze strony dyplomacji rosyjskiej, a możliwe, że i działaczy kultury, na rzecz zmniejszenia rusofobii i innych kompleksów mentalnych. To samo dotyczy też strony polskiej. Ona także powinna być zainteresowana w takich zmianach. Ważnym komponentem stosunków rosyjsko-polskich jest międzyrządowa komisja ds. współpracy handlowo-gospodarczej. Dziś Rosyjsko-Polska Rada Biznesu spełnia funkcję wspierająco-konsultacyjną, jest swego rodzaju forum dyskusyjnym, jednakże nie oznacza to redukcji jej znaczenia. Podsumowując, potrzebne są tolerancja i kompromis na pragmatycznych zasadach.
Z.W.: Nie ma potrzeby przekonywania biznesmenów do przełamywania stereotypów, bowiem one w gospodarce rynkowej nie istnieją. Wiele polskich firm operuje na rynku wschodnim i wielu partnerów z Rosji, Białorusi, Litwy, Ukrainy robi świetne interesy w Polsce. Myślę, że ta współpraca nabiera coraz większego rozmachu i jest to pozytywne zjawisko. Jako przykład dobrej współpracy z rynkiem wschodnim warto podać podpisanie w maju 2003 r. umowy pomiędzy naszą firmą a Linavos Servisas, czyli Litewskim Zrzeszeniem Firm Transportowych. Dysponuje ono 11 tys. tirów, z których każdy minimum raz w miesiącu przejeżdża przez teren naszego kraju. Na mocy umowy wszystkie te pojazdy zostały wyposażone w karty programu PKN ORLEN-FLOTA POLSKA i z ich udziałem mogą tankować na stacjach sieci koncernu. Dla zawarcia pięcioletniego kontraktu opiewającego na 100 mln zł w skali roku (z deklarowaną ilością zakupu 2,5 mln litrów oleju napędowego miesięcznie) decydujące znaczenie miał poziom obsługi oferowany na stacjach sieci Orlen. Litwini ocenili je jako dobrze wyposażone, przyjazne i komfortowe, co jest szczególnie ważne dla kierowców tirów, którzy na dalekich trasach potrzebują odpoczynku w odpowiednich warunkach. Jak widać taka współpraca nie mogłaby dojść do skutku, gdyby były brane pod uwagę stereotypy. Tego rodzaju oferty składamy też rosyjskim firmom transportowym, aby rozwijać długoterminową i korzystną współpracę, która pozwala na likwidowanie tzw. zlewni, dzięki którym nieuczciwi kierowcy oszukują swoje firmy i polskiego fiskusa.
(...)
Więcej w lutowym numerze „Finansisty”
- Dlaczego Orlen pokłada wielkie nadzieje w połączeniu z MOL-em i ewentualnym tworzeniu regionalnego koncernu naftowego?
Zbigniew Wróbel: Wartość przejęć, akwizycji, połączeń i innych podobnych transakcji między firmami w latach 1996-2000 osiągnęła sumę ponad 500 mld USD, a więc większą niż w ciągu poprzednich 95 lat, co świadczy, że podążamy dobrą drogą. Wielkie koncerny naftowe o kapitalizacji rynkowej ponad 200 mld USD w konkurencji z firmami o kapitalizacji rzędu 3 mld USD, takimi jak np. PKN, mają nie tylko teoretyczną przewagę sił finansowych. To, co czyni je mocniejszymi, tkwi w strategii rozwoju uwzględniającej tendencje globalizacyjne. Koncerny te są silne swą obecnością na wielu rynkach. Udział w prywatyzacji sektora w regionie pozwoli przyszłemu Regionalnemu Koncernowi Naftowemu stać się liczącym graczem od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. Firma, taka jak PKN, w pojedynkę nie ma szans w konkurencji z silniejszymi graczami na rynku paliw. Na przykład sieci sprzedaży benzyn i olejów napędowych przez hiper- i supermarkety mogą łatwo stosować krzyżowe subsydiowanie paliw.
Nikołaj Iwczikow: Zgadza się. Dziś na etapie globalizacji niemożliwe jest, aby firmy, szczególnie niewielkie, przetrwały w pojedynkę, dlatego wszyscy w sektorze energetycznym się jednoczą. Uważamy jednak, że klasyczny koncern naftowy powinien składać się z łańcuszka, zawierającego w sobie trzy podstawowe ogniwa - wydobycie, przetwarzanie i sprzedaż wyrobów gotowych odbiorcom finalnym. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że własne złoża w znaczącym stopniu zmniejszają wrażliwość na złą koniunkturę, która od czasu do czasu gości na światowym rynku. Chciałbym także zauważyć, że naszym zdaniem, w związku z tym, że surowiec węglowodorowy nie jest odnawialnym źródłem energii, w długoterminowej perspektywie wraz ze zmniejszaniem się zapasów jego wartość będzie prawdopodobnie wzrastać, a co za tym idzie, kompanie posiadające największe rezerwy tego surowca znajdą się i w przyszłości w bardziej wygodnym położeniu. Współpraca z takimi spółkami byłaby pragmatyczną decyzją dla polskich „decision makers”.
- Skoro podstawowego niedostatku koncernu środkowoeuropejskiego upatruje Pan w braku własnego źródła surowca, to dlaczego nie czekając na urzeczywistnienie projektu takiego koncernu, Lukoil nie zaproponował Orlenowi stworzenia wspólnego przedsięwzięcia, podobnego do tego, w ramach którego Jukos i MOL od marca 2003 r. wydobywają ropę ze złoża Zachodnio-Małobałyckie?
N.I.: Dla wyjścia na strategiczne pozycje w ramach kooperacji Lukoila i Orlenu niezbędna jest praktyka współdziałania dwóch kompanii, w czasie której podobne kwestie mogą zostać podniesione w naturalny sposób. Potrzebna jest inna jakość stosunków - realna kooperacja, osobiste kontakty kierowników obu spółek, zaufanie ze strony rządów.
- Kilkuletnia obserwacja procesu prywatyzacyjnego skłania Rosjan do wniosku, że polski biznes naftowy boi się przyjścia swych „kolegów zza Bugu”. Na czym - Panów zdaniem - polega ta fobia?
N.I.: W moim odczuciu w Polsce klimatu inwestycyjnego dla rosyjskich inwestorów strategicznych nie można określić mianem w pełni sprzyjającego. Na przykład nasza kompania z niezrozumiałych dla nas przyczyn została wyprowadzona poza ramy procesu prywatyzacyjnego Rafinerii Gdańskiej, mimo że przedstawiła propozycję najlepszą według ocen niezależnych ekspertów zarówno w aspekcie ekonomicznym, jak i społecznym.
Z.W.: W biznesie nie ma miejsca na fobie. Rosyjski sektor naftowy niewątpliwie jest potężny, wyposażony w bardzo ważny element, jakim jest bezpośredni dostęp do źródeł surowca, posiada też - według ocen analityków - duże zasoby finansowe. Z kolei przewagą polskiego sektora są: świetnie rozwinięta i wyposażona sieć sprzedaży detalicznej, europejskie standardy jakości, wysoki poziom technologii dwóch największych rafinerii. Jak wynika z dotychczasowych przesłanek obydwie strony nie zamierzają przyjmować wobec siebie postawy agresywnej, ale partnerską. Myślę, że opinie rosyjskich obserwatorów są mocno przesadzone, co nie znaczy, że nie dyskutuje się o tej sytuacji w różnych grupach, biorąc pod uwagę rozmaite aspekty. Mały zawsze boi się dużego, bo nie chce utracić tożsamości, więc oswajanie się ze sobą zajmie trochę czasu i wymaga cierpliwości oraz tolerancji po obu stronach. Ważna jest również otwartość, zwłaszcza że historia straszy przykładami.
- Czyli ludzie w Polsce wolni są od stereotypów, z jakimi w czasach komunistycznych kojarzyła się współpraca z Rosjanami?
N.I.: Potrzebne są działania ze strony dyplomacji rosyjskiej, a możliwe, że i działaczy kultury, na rzecz zmniejszenia rusofobii i innych kompleksów mentalnych. To samo dotyczy też strony polskiej. Ona także powinna być zainteresowana w takich zmianach. Ważnym komponentem stosunków rosyjsko-polskich jest międzyrządowa komisja ds. współpracy handlowo-gospodarczej. Dziś Rosyjsko-Polska Rada Biznesu spełnia funkcję wspierająco-konsultacyjną, jest swego rodzaju forum dyskusyjnym, jednakże nie oznacza to redukcji jej znaczenia. Podsumowując, potrzebne są tolerancja i kompromis na pragmatycznych zasadach.
Z.W.: Nie ma potrzeby przekonywania biznesmenów do przełamywania stereotypów, bowiem one w gospodarce rynkowej nie istnieją. Wiele polskich firm operuje na rynku wschodnim i wielu partnerów z Rosji, Białorusi, Litwy, Ukrainy robi świetne interesy w Polsce. Myślę, że ta współpraca nabiera coraz większego rozmachu i jest to pozytywne zjawisko. Jako przykład dobrej współpracy z rynkiem wschodnim warto podać podpisanie w maju 2003 r. umowy pomiędzy naszą firmą a Linavos Servisas, czyli Litewskim Zrzeszeniem Firm Transportowych. Dysponuje ono 11 tys. tirów, z których każdy minimum raz w miesiącu przejeżdża przez teren naszego kraju. Na mocy umowy wszystkie te pojazdy zostały wyposażone w karty programu PKN ORLEN-FLOTA POLSKA i z ich udziałem mogą tankować na stacjach sieci koncernu. Dla zawarcia pięcioletniego kontraktu opiewającego na 100 mln zł w skali roku (z deklarowaną ilością zakupu 2,5 mln litrów oleju napędowego miesięcznie) decydujące znaczenie miał poziom obsługi oferowany na stacjach sieci Orlen. Litwini ocenili je jako dobrze wyposażone, przyjazne i komfortowe, co jest szczególnie ważne dla kierowców tirów, którzy na dalekich trasach potrzebują odpoczynku w odpowiednich warunkach. Jak widać taka współpraca nie mogłaby dojść do skutku, gdyby były brane pod uwagę stereotypy. Tego rodzaju oferty składamy też rosyjskim firmom transportowym, aby rozwijać długoterminową i korzystną współpracę, która pozwala na likwidowanie tzw. zlewni, dzięki którym nieuczciwi kierowcy oszukują swoje firmy i polskiego fiskusa.
(...)
Więcej w lutowym numerze „Finansisty”


Dodaj komentarz