Duża grupa klientów nie wierzy w szybki koniec kryzysu i woli trzymać oszczędności w domu. Czy jest szansa, aby w najbliższym czasie znowu powierzyli swoje pieniądze instytucjom finansowym?
„Kryzys zaufania” – modne w ostatnich tygodniach stwierdzenie, którym tłumaczy się niechęć do powierzania pieniędzy instytucjom finansowym wyspecjalizowanym w ich zarządzaniu, staje się powoli faktem. Na niewiele zdają się zapewnienia banków, funduszy lub innych firm, np. asset management, że pieniądze są bezpieczne, a kondycja finansowa instytucji zarządzającej jest dobra. Klienci przełknęli już gorzką pigułkę w postaci strat, jakie ponieśli lokując pieniądze w funduszach, a teraz obawiają się już czegoś innego, znacznie gorszego – bankructwa instytucji zarządzającej.
Trudno jest wytłumaczyć takim klientom fakt, że np. fundusz inwestycyjny działający na polskim rynku nie może zbankrutować, a nawet w sytuacji, kiedy upadnie towarzystwo funduszy inwestycyjnych, pieniądze nie znikną. Poza tym przyzwyczajeni do zysków, jakie osiągali w rodzimych funduszach w ostatnich kilku latach, nie bardzo wiedzą, co robić w sytuacji ogólnego kryzysu, jaki dotknął rynki finansowe niemal na całym świecie.
Zapewnienia pośredników oraz samych przedstawicieli TFI, że rynki podlegają wahaniom i pewnym cyklom, niestety opartym nie tylko na wzrostach cen akcji i wartości indeksów giełdowych, na niewiele się zdają. W obawie przed dalszymi stratami uczestnicy funduszy wycofują pieniądze, nawet wtedy, kiedy ich straty sięgają kilkudziesięciu procent. Rozmowy z klientami są w chwili obecnej w większości przypadków typową „syzyfową pracą”, ale nawet teraz przedstawiciele towarzystw muszą ją podjąć. Dlaczego? Właśnie dlatego, aby w przyszłości inwestorzy lepiej rozumieli procesy rządzące rynkiem i nie podejmowali decyzji o inwestowaniu zbyt pochopnie. I dotyczy to nie tylko wypłat, z którymi teraz borykają się fundusze, kiedy straty klientów sięgają 40 czy 50% wpłaconych pieniędzy, ale także sytuacji, kiedy szukają oni dobrych lokat i na horyzoncie pojawia się oferta funduszy inwestycyjnych.
– Ponad 60-letnie doświadczenie Franklin Templeton w zarządzaniu aktywami i oferowaniu rozwiązań inwestycyjnych dla klientów na całym świecie przeplatane było wieloma okresami wzrostów i spadków na rynkach. Ten czas pokazał cykliczne zachowania się giełd i pozwolił na wyciągnięcie wniosków, którymi dzielimy się z naszymi klientami. Inwestowanie w fundusze inwestycyjne to proces oparty na celach inwestycyjnych, horyzoncie i co najważniejsze – poziomie akceptacji ryzyka – mówi Michał Staszkiewicz, Sales Manager w Franklin Templeton Investments.
Wbrew obiegowym opiniom internautów, które często znaleźć można na różnych portalach finansowych, Polacy nawet pomimo poniesionych strat wcale nie zrezygnują z inwestowania i nadal wybierać będą fundusze inwestycyjne. Ktoś, kto pisze, że już nigdy rodzimi inwestorzy nie będą lokować w funduszach, chyba nie zdaje sobie sprawy, że od początku roku średnie saldo wpłat wynosi prawie 6 mld zł. Prawdą jest, że odkupień jest więcej, ale jednak grono osób chcących oszczędzać za pomocą TFI to wciąż całkiem duża grupa osób.
Polacy wrócą do funduszy, jednak tutaj największym problemem, przed którym staną towarzystwa, jest odpowiedź na pytanie – kiedy? Z pewnością nie stanie się to wcześniej niż po opanowaniu światowej paniki na rynkach kapitałowych i otrzymaniu wyraźnych sygnałów informujących, że instytucjom, w których deponowane są pieniądze, nic nie grozi. Poza tym klienci muszą znowu zobaczyć sens inwestowania, czyli zyski. Aby jednak tak się stało, powinni wiedzieć więcej o tej formie oszczędzania i przede wszystkim nie popełnić błędu, jakim jest powierzanie funduszom większości swoich oszczędności, tym bardziej że krótkie inwestycje w funduszach mogą skończyć się bardzo niemiłą niespodzianką – o czym przekonały się osoby, które wpłaciły pieniądze latem ubiegłego roku.
– Inwestorzy szukają odpowiedzi, kiedy powrócą wzrosty, jednak najważniejsze jest uzmysłowienie sobie, jak powinien wyglądać mój portfel inwestycyjny. Czy spełnia on moje cele i wreszcie czy ryzyko tej inwestycji jest dla mnie odpowiednie. Niestety na młodych rynkach, na których inwestorzy uczą się długoterminowego inwestowania i oszczędzania, zabrakło postawienia tego trzeciego pytania. Naszą i przede wszystkim dystrybutorów rolą jest edukacja klientów i budowanie portfeli poprzez szeroką ich dywersyfikację. I pamiętajmy o najważniejszym, że tłum może być złym doradcą – dodaje Michał Staszkiewicz.
Grzegorz Piotrowski
gpiotrowski@o2.pl





















