2007-03-17 10:00 Źródło: Bankier.pl
Zachodnie banki patrzą na Wschód
Zainteresowanie zagranicznych banków Polską nie jest już tak duże, jak Ukrainą, Rosją czy Kazachstanem. Chcą one zająć jak najlepsze pozycje na wschodzie Europy jeszcze przed boomem na rynku usług finansowych w tym regionie - pisze "Rzeczpospolita".
"Ceny, jakie trzeba zapłacić za wschodnioeuropejskie banki, są bardzo wysokie. Mimo to chętnych nie brakuje. - W Europie Środkowej prawie wszystkie banki są już przejęte, a te, które pozostały, jak na przykład PKO BP, nie są na sprzedaż", tłumaczy Piotr Romanowski, partner w McKinsey & Company.
Jak podaje dziennik, "w ubiegłym roku banki na Ukrainie zostały kupione m.in. przez węgierski OTP, austriacki Erste Bank, grecki EFG Eurobank, francuski Credit Agricole, włoski Banca Intesa. Rok wcześniej transakcje sfinalizowały np. skandynawski SEB, austriacki Raiffeisen, amerykański GE czy francuski BNP Paribas (...). Francuski BNP Paribas, podobnie jak szwedzka Nordea, amerykański Citigroup i austriacki Raiffeisen, zainwestował także w Rosji. Lista tamtejszych inwestorów oraz chętnych do wejścia na wschodnie rynki jest znacznie dłuższa. - Zainteresowanie Rosją jest bardzo duże. Jednak inwestorzy mają obawy przed zaangażowaniem większych kwot. Zwykle jest to 500 - 600 mln dolarów - twierdzi partner McKinsey & Company. Dodaje jednak, że niedługo dojdzie do naprawdę dużych transakcji." - czytamy w "Rzeczpospolitej".
"Zagraniczne instytucje finansowe nie zamierzają się ograniczać do Rosji i Ukrainy. Coraz częściej wspominają o Kazachstanie, Gruzji czy Uzbekistanie. W Kazachstanie relacja kredytów do PKB wynosiła pięć lat temu 20 proc., teraz sięga 40 proc., a według prognoz ekonomistów w 2009 roku przekroczy 70 proc. Dla porównania w Polsce wskażnik ten osiągnął 37 proc." - informuje dziennik.
Bankowy rynek na Ukrainie czy w Rosji jest podobny do polskiego z początku lat 90. Instytucje, które w tamtym czasie przejęły nasze banki, są zadowolone z inwestycji. Nie dość, że ich spółki są nieporównywalnie więcej warte niż kilkanaście lat temu, to na dodatek przynoszą im wysokie profity.
Więcej informacji w "Rzeczpospolitej".
Na podstawie: Eliza Więcław, Rzeczpospolita / www.rp.pl
"Ceny, jakie trzeba zapłacić za wschodnioeuropejskie banki, są bardzo wysokie. Mimo to chętnych nie brakuje. - W Europie Środkowej prawie wszystkie banki są już przejęte, a te, które pozostały, jak na przykład PKO BP, nie są na sprzedaż", tłumaczy Piotr Romanowski, partner w McKinsey & Company.
Jak podaje dziennik, "w ubiegłym roku banki na Ukrainie zostały kupione m.in. przez węgierski OTP, austriacki Erste Bank, grecki EFG Eurobank, francuski Credit Agricole, włoski Banca Intesa. Rok wcześniej transakcje sfinalizowały np. skandynawski SEB, austriacki Raiffeisen, amerykański GE czy francuski BNP Paribas (...). Francuski BNP Paribas, podobnie jak szwedzka Nordea, amerykański Citigroup i austriacki Raiffeisen, zainwestował także w Rosji. Lista tamtejszych inwestorów oraz chętnych do wejścia na wschodnie rynki jest znacznie dłuższa. - Zainteresowanie Rosją jest bardzo duże. Jednak inwestorzy mają obawy przed zaangażowaniem większych kwot. Zwykle jest to 500 - 600 mln dolarów - twierdzi partner McKinsey & Company. Dodaje jednak, że niedługo dojdzie do naprawdę dużych transakcji." - czytamy w "Rzeczpospolitej".
"Zagraniczne instytucje finansowe nie zamierzają się ograniczać do Rosji i Ukrainy. Coraz częściej wspominają o Kazachstanie, Gruzji czy Uzbekistanie. W Kazachstanie relacja kredytów do PKB wynosiła pięć lat temu 20 proc., teraz sięga 40 proc., a według prognoz ekonomistów w 2009 roku przekroczy 70 proc. Dla porównania w Polsce wskażnik ten osiągnął 37 proc." - informuje dziennik.
Bankowy rynek na Ukrainie czy w Rosji jest podobny do polskiego z początku lat 90. Instytucje, które w tamtym czasie przejęły nasze banki, są zadowolone z inwestycji. Nie dość, że ich spółki są nieporównywalnie więcej warte niż kilkanaście lat temu, to na dodatek przynoszą im wysokie profity.
Więcej informacji w "Rzeczpospolitej".
Na podstawie: Eliza Więcław, Rzeczpospolita / www.rp.pl


Dodaj komentarz