To był dzień korporacyjnych rozczarowań. Największe sprawiło Google Inc., którą inwestorzy przecenili aż o 9%. Choć przychody internetowego giganta okazały się o jedną czwartą wyższe od konsensusu, to zysk na akcję był o 9,5% niższy od prognoz i tylko o 6% wyższy niż przed rokiem.
Zawiodła też jedna z ikon amerykańskiej gospodarki. Koncern General Electric odnotował spadek zysku netto o 17% rdr przy sprzedaży niższej o 7,8%. Wynik operacyjny był zgodny z prognozami analityków, ale przychody wyraźnie rozczarowały. Kurs GE pozostał jednak bez większych zmian. Spółce pomagał rekordowy, sięgający 200 mld USD, portfel zamówień.
Za to o ponad 5% podrożały akcje Microsoftu, choć w tym przypadku trudno mówić o pozytywnej niespodziance: zysk netto tylko nieznacznie przekroczył prognozy, a przychody rozczarowały. Za to solidne rezultaty przedstawił IBM, którego akcje podrożały o 4,6%. Prognozy analityków przekroczył też Intel, co inwestorzy wynagrodzili wzrostem notowań o 3%.
Duże spółki technologiczne w słabym otoczeniu makroekonomicznym radzą sobie całkiem nieźle, choć ogólne oczekiwania rynkowe są dość niskie. Rynkowy konsensus każe się spodziewać, że w czwartym kwartale EPS spółek z indeksu S&P500 wzrósł ledwie o 3,4% rdr – czyli wolniej nawet od oficjalnej inflacji CPI w USA.
Jednakże giełdowe byki nie oddały pola. Po kilkusesyjnej zwyżce piątkowa sesja przyniosła stagnację S&P500 i Nasdaqa. Komentatorzy Bloomberga zwracają uwagę, że styczniowe wzrosty odbywają się przy bardzo niskich obrotach, co umniejsza ich wiarygodność. Według ich wyliczeń 50-sesyjny średni wolumen obrotów na spółkach z S&P500 i Dow Jonesa był w tym tygodniu najniższy od lat 1999-2000 – czyli okresu kończącego internetową hossę.
K.K.





























































