Wczoraj indeksy na europejskich giełdach kolejny dzień z rzędu spadały w przepaść. W Wielkiej Brytanii główny indeks FTSE 100 tracił ponad 9 proc. W Niemczech indeks DAX zniżkował w ciągu dnia nawet ponad 10 proc. Spadki w Rosji znów sięgnęły kilkunastu procent. Z kolei na Ukrainie zdecydowano nawet o zawieszeniu notowań. Polska nie pozostawała w tyle. Indeks WIG20 sięgnął już nawet w ciągu dnia 1500 pkt, tracąc ponad 6 proc. Dopiero pod koniec sesji odbił do -3,81 proc. Najszybciej traciły banki: PKO BP spadał nawet 10 proc. Trochę mniej traciły banki BRE i BZ WBK. Ponad 5 proc. obniżył się kurs miedziowego koncernu KGHM.
Z kolei w Europie nastroje inwestorów pogorszyły informacje o kłopotach kolejnej instytucji finansowej - tym razem okazało się, że belgijska grupa finansowa KBC może być zmuszona do podwyższenia kapitału. To spowodowało spadek jej akcji o 26 proc.! Dużo traciły też przeżywające spadek sprzedaży koncerny motoryzacyjne, m.in. francuski Peugeot.
Cały czas trwa również duże zamieszanie na rynku walutowym. Wczoraj złoty na początku dnia wciąż słabł. Dolar w pewnym momencie sięgnął 3,15 zł, euro - 3,94 zł, a frank szwajcarski już 2,73 zł. Sytuacja uspokoiła się dopiero po południu, gdy dolar spadł do 2,98 zł, euro - 3,80 zł, a frank - 2,57 zł.
Na rynkach mamy jednak do czynienia z paniką. Z Polski wycofują się fundusze zagraniczne, coraz częściej pojawiają się również spekulacje na temat ataku spekulacyjnego na polską walutę. Narodowy Bank Polski na razie jednak wyklucza %07przeprowadzenie interwencji na rynku. Taka interwencja mogłaby polegać przede wszystkim na sprzedaży części walut obcych ze swoich rezerw. Inny krok to duża podwyżka stóp procentowych.
Na tę drugą próbę zatrzymania inwestorów zagranicznych zdecydował się wczoraj za to duński bank centralny, który podniósł stopy procentowe o 0,5 pkt proc. do %07poziomu 5,5 proc. Nie powstrzymało to jednak spadków korony. Podobnie było w czwartek na Węgrzech, gdy tamtejszy bank centralny podniósł stopy aż o 3 pkt proc.
Coraz więcej analityków przyznaje, że sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, nie ma precedensu. Coraz częściej w bawełnę przestają także owijać przedstawiciele najwyższych władz monetarnych, którzy do tej pory zwykle uspokajali. - To kryzys, jaki zdarza się raz w życiu i możliwe, że największy kryzys w dziejach ludzkości - powiedział wczoraj Charles Bean, wiceprezes Banku Anglii, dodając, że jeżeli chodzi o skalę kryzysu w realnej gospodarce, to dopiero jesteśmy na jego początku.
- Zawsze jest tak ,że sytuacja na giełdzie wyprzedza to, co potem dzieje się w gospodarce - podkreśla Krzysztof Pado, analityk z Beskidzkiego Domu Maklerskiego. I tłumaczy, że przedsiębiorstwa czeka spowolnienie inwestycji, bo będą miały problemy z pozyskaniem kapitału, zarówno z kredytów bankowych, jak i z giełdy.
Tymczasem polska giełda spada w niespotykanym dotychczas tempie. Tylko w ciągu 10 dni od 15 października indeks WIG20 stracił 30 proc., a od początku trwającej od roku bessy już ponad 60 proc. Mniej więcej tyle samo stracił podczas bessy po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku. Wówczas jednak potrzebował na to 1,5 roku. Mniejszy, około 40-proc. spadek, WIG20 zaliczył podczas kryzysu rosyjskiego z 1998 roku.
Wczoraj minęła również 79 rocznica krachu z 1929 roku w USA. Przyjmuje się, że tamten dzień - czarny czwartek - zapoczątkował epokę Wielkiego Kryzysu. Bankrutowały firmy, a ludzie tracili oszczędności całego życia.
Wyraźnie widać, że świat finansów wymknął się spod kontroli, a takiej niepewności i strachu nie było od lat.
POLSKA Dziennik Zachodni
Łukasz Pałka



























































