2008-03-05 06:00 Źródło: Giełdowe.pl
Widmo recesji w USA daje znać na rynkach europejskich
Rynek nie może się pozbierać po załamaniu z początku roku. Dla posiadaczy akcji luty rozpoczął się słabo, jednak później obserwowaliśmy dość długie odreagowanie, któremu jednak towarzyszyła ogromna zmienność indeksów. Ostatecznie największe parkiety zakończyły miesiąc na minusach. W lutym indeks WIG 20 stracił 3,85%, podobnie z resztą jak amerykański Dow Jones (-3,74%) i niemiecki DAX.
Ten ostatni stracił stosunkowo najmniej z opisywanej trójki, niewiele ponad 3 procent. Ponad dwumiesięczne spadki sprawiły, że krajowe spółki stały się tańsze o 150 mld zł. Spora część inwestorów rozstała się z rynkiem akcji. Słaba koniunktura na rynkach akcji zwróciła uwagę funduszy zarówno na atrakcyjne w czasie dekoniunktury metale szlachetne, jak i na coraz bardziej pożądaną przez kraje rozwijające się żywność. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się również kilkuletnie produkty strukturyzowane, które z jednej strony gwarantują wypłatę wpłaconych oszczędności, z drugiej — dają nadzieję na zyski z ryzykowniejszych inwestycji.
Rys. WIG od początku roku

Źródło: GPW
Makroekonomiczna sytuacja w polskiej gospodarce dość znacząco różni się od tej, którą obserwujemy w USA czy nawet w Europie Zachodniej. Jednak wspólnym elementem jest wyraźny wzrost inflacji, a wynika to z faktu, iż wszędzie ma on charakter podażowy, czyli spowodowany jest drożejącą energią i żywnością. W Polsce jednak zarówno popyt wewnętrzny jak i produkcja rosną w szybkim tempie (wzrost ten aczkolwiek jest mniejszy od tego w minionym roku). Z kolei produkt krajowy w ostatnim kwartale 2007 roku wzrósł aż o 2,0% q/q (po odsezonowaniu). Przy bardzo wysokim wzroście funduszu płac (zarówno zatrudnienia, jak i wynagrodzeń) rodzi to uzasadnione obawy o wzrost inflacji o charakterze popytowym i właśnie temu stara się przeciwdziałać RPP podnosząc stopy procentowe po raz drugi w tym roku (do 5,5%).
Kolejna podwyżka czeka nas najprawdopodobniej w marcu. Koniec lutego zamyka sezon raportów kwartalnych. W ostatnim kwartale minionego roku spółki z WIG 20 wypracowały ponad 4,5 mld zł zysku operacyjnego. Po czterech kwartałach blue chipy miały na koncie blisko 25 mld zł zysku operacyjnego oraz 20,5 mld zł zysku netto. Niestety nawet dobre wyniki za IV kwartał nie poprawiły znacząco sytuacji na GPW. Co prawda w dniu ich publikacji spółka rosła, lecz już po 2 dniach następowała realizacja zysków i kurs ponownie pikował. Zgodnie z zasadą - jeśli dobre wiadomości przyczyniają się do zwyżek, to można liczyć na kontynuację hossy, natomiast jeśli przechodzą bez echa, mamy sygnał słabości parkietu.
Rys. WIG w lutym

Źródło: GPW
Początek lutego wyglądał naprawdę złowrogo na świecie. Bardzo słaby raport z amerykańskiego rynku pracy i bardzo silny spadek indeksu ISM usług (obrazującego aktywność w tym sektorze gospodarki) rodziły uzasadnione obawy, iż recesja już ma miejsce. Ponieważ usługi wykazują w USA zwykle większą dynamikę niż sektor wytwórczy, spodziewano się odczytu wskaźnika ISM na poziomie 53 proc, a więc wyraźnie powyżej bariery 50 proc., która oddziela strefę wzrostu od recesji. Spadł on jednak do poziomu 41,9 proc., czego nie przewidziały nawet najczarniejsze prognozy. Pod koniec miesiąca pojawiły się nowe obawy, spowodowane jedną z wypowiedzi szefa FED.

Bernanke stwierdził, iż wobec obecnej sytuacji mniejsze banki zaangażowane mocno w sektor nieruchomości mogą nie przetrwać kryzysu. Taka deklaracja z ust szefa Fedu oznacza dla inwestorów obawy o to, że jeśli chodzi o sektor finansowy, najgorsze ciągle może być przed nami. Co jednak ważne dla inwestorów spoza USA, dane z innych gospodarek były lepsze niż można było przypuszczać. Ponad wszystko zaskoczył wzrost PKB w Japonii. W czwartym kwartale produkt krajowy zwiększył się tam aż o 0,9% q/q (dane odsezonowane), czyli ponad dwukrotnie szybciej niż w strefie euro i 6-krotnie szybciej niż w USA. Pod koniec miesiąca po raz kolejny zaskoczył natomiast wzrost niemieckiego indeksu Ifo. Niepokojący jednak okazał się komunikat Eurostatu.
Napisano w nim, iż w handlu w strefie euro odnotowano w grudniu deficyt 4,2 mld euro, bez uwzględniania czynników sezonowych, wobec nadwyżki 3,0 mld euro w listopadzie. Ostatnie tygodnie nie zachęcają do kupna akcji na warszawskim parkiecie. W styczniu byliśmy świadkami sporych spadków przy bardzo dużych obrotach, z kolei w lutym wzrosty, lecz nie poparte wysokimi obrotami. Wskazuje to, iż cały czas znajdujemy się w trendzie spadkowym, a wzrosty w lutym były tylko korektą. Świadczyć o tym mogą w/w niewielkie obroty, które zazwyczaj towarzyszą korekcie w trendzie głównym. Oprócz technicznych przesłanek potwierdzających trend spadkowy istnieją również fundamentalne. Obecna średnia wartość wskaźnika P/E dla spółek z WIG-u na poziomie 19,9 świadczy o tym, że polskie spółki są nadal zbyt drogie.

W pełni atrakcyjne staną się dopiero wówczas, gdy wskaźnik ten znajdzie się poniżej 12 (12 to długoterminowa średnia dla rynku amerykańskiego). Dopiero taka głęboka przecena zwiększy wyraźnie niedowartościowanie spółek i może być impulsem do trwałej tendencji wzrostowej. Tymczasem jesteśmy świadkami rozczarowań. Po raz pierwszy od dłuższego czasu źle się dzieje w szeregu największych spółek. Motor wzrostu WIG 20 – sektor bankowy - czasy świetności ma już za sobą. Wskazują na to rozczarowujące wyniki jego reprezentantów - Pekao i BZWBK. Ponadto obserwowane obecnie wzrost kosztu kredytu i rosnące stopy procentowe (walka z inflacją) mogą zdecydowanie zmniejszyć zyski tych instytucji finansowych. Efektem mogą być gorsze w porównaniu z rokiem poprzednim, wyniki również innych banków.
Oczy inwestorów na świecie skierowane są w dalszym ciągu na wydarzenia w amerykańskiej gospodarce. Kluczowy może być pierwszy tydzień marca kiedy poznamy odczyty wskaźników aktywności w lutym zarówno w strefie euro, jak i w USA. Pierwszy dzień marca pokazał, iż wydatki w budownictwie w Stanach Zjednoczonych spadły najmocniej od 14 lat, a wskaźnik aktywności przemysłu wytwórczego spadł mniej niż oczekiwano, ale najmocniej od 5 lat. Do tego zszedł poniżej 50 pkt., co oznacza koniec okresu ekspansji.

W związku z tym temat recesji znów odżył. Dlatego też uważamy, że w nadchodzących tygodniach spodziewać się można dalszych spadków na warszawskim parkiecie. Sytuacja mogłaby się zmienić jedynie wówczas, gdyby wyniki za I kwartał roku, które część inwestorów potrafi przewidzieć jeszcze przed publikacją, wskazały na dalszy potencjał wzrostu zyskowności. Jednak obserwowane wskaźniki makroekonomiczne (np. wzrost stóp procentowych, umocnienie złotówki) przemawiają za ich pogorszeniem.
Grzegorz Hryniewicz
giełdowe.pl
Prezentowane analizy i wyceny stanowią wyraz poglądów autorów i nie mogą być traktowane jako rekomendacja czy zalecenie podjęcia określonych działań inwestycyjnych.
Ten ostatni stracił stosunkowo najmniej z opisywanej trójki, niewiele ponad 3 procent. Ponad dwumiesięczne spadki sprawiły, że krajowe spółki stały się tańsze o 150 mld zł. Spora część inwestorów rozstała się z rynkiem akcji. Słaba koniunktura na rynkach akcji zwróciła uwagę funduszy zarówno na atrakcyjne w czasie dekoniunktury metale szlachetne, jak i na coraz bardziej pożądaną przez kraje rozwijające się żywność. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się również kilkuletnie produkty strukturyzowane, które z jednej strony gwarantują wypłatę wpłaconych oszczędności, z drugiej — dają nadzieję na zyski z ryzykowniejszych inwestycji.
Rys. WIG od początku roku
Źródło: GPW
Makroekonomiczna sytuacja w polskiej gospodarce dość znacząco różni się od tej, którą obserwujemy w USA czy nawet w Europie Zachodniej. Jednak wspólnym elementem jest wyraźny wzrost inflacji, a wynika to z faktu, iż wszędzie ma on charakter podażowy, czyli spowodowany jest drożejącą energią i żywnością. W Polsce jednak zarówno popyt wewnętrzny jak i produkcja rosną w szybkim tempie (wzrost ten aczkolwiek jest mniejszy od tego w minionym roku). Z kolei produkt krajowy w ostatnim kwartale 2007 roku wzrósł aż o 2,0% q/q (po odsezonowaniu). Przy bardzo wysokim wzroście funduszu płac (zarówno zatrudnienia, jak i wynagrodzeń) rodzi to uzasadnione obawy o wzrost inflacji o charakterze popytowym i właśnie temu stara się przeciwdziałać RPP podnosząc stopy procentowe po raz drugi w tym roku (do 5,5%).
|
|
Kolejna podwyżka czeka nas najprawdopodobniej w marcu. Koniec lutego zamyka sezon raportów kwartalnych. W ostatnim kwartale minionego roku spółki z WIG 20 wypracowały ponad 4,5 mld zł zysku operacyjnego. Po czterech kwartałach blue chipy miały na koncie blisko 25 mld zł zysku operacyjnego oraz 20,5 mld zł zysku netto. Niestety nawet dobre wyniki za IV kwartał nie poprawiły znacząco sytuacji na GPW. Co prawda w dniu ich publikacji spółka rosła, lecz już po 2 dniach następowała realizacja zysków i kurs ponownie pikował. Zgodnie z zasadą - jeśli dobre wiadomości przyczyniają się do zwyżek, to można liczyć na kontynuację hossy, natomiast jeśli przechodzą bez echa, mamy sygnał słabości parkietu.
Rys. WIG w lutym

Źródło: GPW
Początek lutego wyglądał naprawdę złowrogo na świecie. Bardzo słaby raport z amerykańskiego rynku pracy i bardzo silny spadek indeksu ISM usług (obrazującego aktywność w tym sektorze gospodarki) rodziły uzasadnione obawy, iż recesja już ma miejsce. Ponieważ usługi wykazują w USA zwykle większą dynamikę niż sektor wytwórczy, spodziewano się odczytu wskaźnika ISM na poziomie 53 proc, a więc wyraźnie powyżej bariery 50 proc., która oddziela strefę wzrostu od recesji. Spadł on jednak do poziomu 41,9 proc., czego nie przewidziały nawet najczarniejsze prognozy. Pod koniec miesiąca pojawiły się nowe obawy, spowodowane jedną z wypowiedzi szefa FED.
Bernanke stwierdził, iż wobec obecnej sytuacji mniejsze banki zaangażowane mocno w sektor nieruchomości mogą nie przetrwać kryzysu. Taka deklaracja z ust szefa Fedu oznacza dla inwestorów obawy o to, że jeśli chodzi o sektor finansowy, najgorsze ciągle może być przed nami. Co jednak ważne dla inwestorów spoza USA, dane z innych gospodarek były lepsze niż można było przypuszczać. Ponad wszystko zaskoczył wzrost PKB w Japonii. W czwartym kwartale produkt krajowy zwiększył się tam aż o 0,9% q/q (dane odsezonowane), czyli ponad dwukrotnie szybciej niż w strefie euro i 6-krotnie szybciej niż w USA. Pod koniec miesiąca po raz kolejny zaskoczył natomiast wzrost niemieckiego indeksu Ifo. Niepokojący jednak okazał się komunikat Eurostatu.
Napisano w nim, iż w handlu w strefie euro odnotowano w grudniu deficyt 4,2 mld euro, bez uwzględniania czynników sezonowych, wobec nadwyżki 3,0 mld euro w listopadzie. Ostatnie tygodnie nie zachęcają do kupna akcji na warszawskim parkiecie. W styczniu byliśmy świadkami sporych spadków przy bardzo dużych obrotach, z kolei w lutym wzrosty, lecz nie poparte wysokimi obrotami. Wskazuje to, iż cały czas znajdujemy się w trendzie spadkowym, a wzrosty w lutym były tylko korektą. Świadczyć o tym mogą w/w niewielkie obroty, które zazwyczaj towarzyszą korekcie w trendzie głównym. Oprócz technicznych przesłanek potwierdzających trend spadkowy istnieją również fundamentalne. Obecna średnia wartość wskaźnika P/E dla spółek z WIG-u na poziomie 19,9 świadczy o tym, że polskie spółki są nadal zbyt drogie.
W pełni atrakcyjne staną się dopiero wówczas, gdy wskaźnik ten znajdzie się poniżej 12 (12 to długoterminowa średnia dla rynku amerykańskiego). Dopiero taka głęboka przecena zwiększy wyraźnie niedowartościowanie spółek i może być impulsem do trwałej tendencji wzrostowej. Tymczasem jesteśmy świadkami rozczarowań. Po raz pierwszy od dłuższego czasu źle się dzieje w szeregu największych spółek. Motor wzrostu WIG 20 – sektor bankowy - czasy świetności ma już za sobą. Wskazują na to rozczarowujące wyniki jego reprezentantów - Pekao i BZWBK. Ponadto obserwowane obecnie wzrost kosztu kredytu i rosnące stopy procentowe (walka z inflacją) mogą zdecydowanie zmniejszyć zyski tych instytucji finansowych. Efektem mogą być gorsze w porównaniu z rokiem poprzednim, wyniki również innych banków.
Oczy inwestorów na świecie skierowane są w dalszym ciągu na wydarzenia w amerykańskiej gospodarce. Kluczowy może być pierwszy tydzień marca kiedy poznamy odczyty wskaźników aktywności w lutym zarówno w strefie euro, jak i w USA. Pierwszy dzień marca pokazał, iż wydatki w budownictwie w Stanach Zjednoczonych spadły najmocniej od 14 lat, a wskaźnik aktywności przemysłu wytwórczego spadł mniej niż oczekiwano, ale najmocniej od 5 lat. Do tego zszedł poniżej 50 pkt., co oznacza koniec okresu ekspansji.
W związku z tym temat recesji znów odżył. Dlatego też uważamy, że w nadchodzących tygodniach spodziewać się można dalszych spadków na warszawskim parkiecie. Sytuacja mogłaby się zmienić jedynie wówczas, gdyby wyniki za I kwartał roku, które część inwestorów potrafi przewidzieć jeszcze przed publikacją, wskazały na dalszy potencjał wzrostu zyskowności. Jednak obserwowane wskaźniki makroekonomiczne (np. wzrost stóp procentowych, umocnienie złotówki) przemawiają za ich pogorszeniem.
Grzegorz Hryniewicz
giełdowe.pl
Prezentowane analizy i wyceny stanowią wyraz poglądów autorów i nie mogą być traktowane jako rekomendacja czy zalecenie podjęcia określonych działań inwestycyjnych.



Dodaj komentarz