Z szacunków zebranych przez Bloomberga wynika, że w trzecim kwartale zyski spółek z indeksu S&P500 były o 1,7% niższe niż przed rokiem. Byłby to pierwszy spadek od 2009 roku. To niezbyt pocieszająca wiadomość w sytuacji, gdy jeszcze w piątek S&P500 szturmował swe 5-letnie maksimum.
Znamiennym przykładem jest Alcoa – czyli spółka umownie otwierająca sezon raportów kwartalnych w USA. Analitycy spodziewają się, że aluminiowany gigant pokaże tylko jednego centa zysku na akcję (prognozy wahają się od 10 centów straty do 11 centów zysku), podczas gdy rok temu było to 15 centów.
Zbieżność dat jest przy tym znacząca. Dokładnie 5 lat temu – 9. października 2007 roku – S&P500 osiągnął najwyższy kurs zamknięcia w swojej historii, wspinając się na wysokość 1.565,15 pkt. A dokładnie 10 lat temu dołował na poziomie 775,80 pkt. Zarówno w roku 2002 jak i 2009 S&P500 stracił przeszło połowę swej wartości z szczytu hossy.
Wtorkowa sesja stała pod znakiem giełdowego niedźwiedzia. Dow Jones spadł o 0,8%, S&P500 o niemal 1%, a Nasdaq zniżkował o 1,5%. W ciągu dwóch tygodni kapitalizacja Apple stopniała o 10%. To w znacznej mierze efekt sceptycyzmu analityków co do wyników najbardziej wartościowej firmy świata. Mimo dobrej sprzedaży najnowszego i-Phone'a zysk na akcję za ostatni kwartał obrachunkowy ma być o 15% niższy od wyników z początku roku.
Z fundamentalnego punktu widzenia rynkowi akcji szkodziła też drożejąca ropa naftowa. Ceny surowca w Nowym Jorku podskoczyły o 3,2%, a w Londynie o 2,2%. Droższa ropa to droższe paliwa, co skutkuje osłabieniem popytu konsumpcyjnego i wzrostem kosztów transportu. To zła wiadomość dla wszystkich krajów-konsumentów czarnego złota.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































