Po dwóch spadkowych sesjach środa na nowojorskich parkietach przyniosła wzrostowe odreagowanie. Pretekstem - jak to ostatnio bywa - były spekulacje na temat amerykańsko-chińskiej wojny ekonomicznej.


Przez ostatnie dni na Wall Street przeważała czerwień, przerywana trwającymi dzień bądź dwa wzrostowymi zrywami. I jak na razie to się nie zmieniło. Po dwóch dniach „czerwonych” nastał jeden „zielony”, co jednak w żaden sposób nie zmienia krótkoterminowych trendów.
Odnotujmy jednak, że w środę Dow Jones zyskał 0,70%, broniąc poziomu 26 000 punktów. Nasdaq po zwyżce o 1,02% wciąż pozostał poniżej 8 000 pkt. Podobnie jak S&P500, który mimo wzrostu o 0,91% utrzymał się poniżej 3 000 pkt.
Finansowe media tłumaczyły środową zwyżkę optymizmem związanym z negocjacjami handlowymi z Chinami. To już stara i nudna gra. Najpierw na rynek trafiają quasi-dobre plotki, które później zderzają się z rzeczywistością nowych ceł, sankcji, blokad i gróźb z obu stron. Wall Street od blisko roku liczy na rychłe porozumienie handlowe, które dziś wydaje się bardziej odległe niż kiedykolwiek od rozpoczęcia w marcu 2018 roku celnej ofensywy prezydenta Trumpa. W czwartek rozpoczyna się kolejna runda rozmów między amerykańskimi i chińskimi urzędnikami.
Z drugiej strony zaogniająca się wojna handlowa z Chinami coraz mocniej uderza w gospodarkę Stanów Zjednoczonych, co było dobrze widoczne w najnowszych danych z przemysłu. Inwestorzy liczą jednak, że taka sytuacja skłoni Rezerwę Federalną do szybszego cięcia stóp procentowych i wznowienia QE. A to byłyby – przynajmniej teoretycznie – czynnikiem podnoszącym i tak już mocno wygórowane wyceny amerykańskich akcji.

Na tym froncie niewiele nowego wniosła publikacja protokołu z wrześniowego posiedzenia FOMC, na którym stosunkiem głosów 7 do 3 przeforsowano drugą z rzędu obniżkę stopy funduszy federalnych. Jednakże pomimo zaniepokojenia stanem gospodarki Komitet jest podzielony względem przyszłej ścieżki stóp procentowych. Tylko „kilku” uczestników wrześniowego posiedzenia optowało za kolejnymi cięciami. Także „kilku” sądziło, że prognozy nie uzasadniają kolejnych obniżek.
Podzielony Fed, wojna handlowa z Chinami i kolejne recesyjne sygnały napływające z gospodarki to nie jedyne zmartwienia inwestorów. Słabo zapowiada się rozpoczynający się w przyszłym tygodniu sezon wynikowy. Analitycy szacują, że zyski spółek przypadające na indeks S&P500 w trzecim kwartale były nieznacznie niższe niż rok wcześniej. Jeśli to się potwierdzi, to będziemy mieli za sobą trzeci z rzędu kwartał spadku zysków amerykańskich spółek. W takim układzie S&P500 może rosnąć tylko dzięki „ekspansji” mnożnikowej – czyli przy coraz wyższych wskaźnikach c/z.
Krzysztof Kolany



























































