Dzisiaj amerykańskie władze zrobiły wszystko, by nie dopuścić do załamania systemu finansowego i krachu na giełdach. Sekretarz skarbu Henry Paulson zapowiedział utworzenie państwowego funduszu o kapitale „kilkuset miliardów dolarów”, którego zadaniem byłoby skupienie niepłynnych aktywów powiązanych z rynkiem kredytów hipotecznych. Prace legislacyjne mają ruszyć już w przyszłym tygodniu.
Administracja prezydenta G.W. Busha założyła też specjalny fundusz (50 mld $), który ma gwarantować oszczędności zgromadzone w funduszach rynku pieniężnego. Tylko wczoraj Amerykanie wycofali z tego typu podmiotów 89,2 mld dolarów, zagrażając w ten sposób stabilności najbezpieczniejszej części rynku finansowego.
Wsparciem dla działań administracji była decyzja nadzoru giełdowego, który zakazał krótkiej sprzedaży akcji 799 spółek z sektora finansowego. W ten sposób rząd zabezpieczył się na wypadek, gdyby inwestorzy nie uwierzyli w skuteczność planowanych działań.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. W piątek Dow Jones wzrósł o 3,35%, kończąc tydzień na poziomie 11.388,44 pkt. Indeks S&P500 urósł o 4,02%, osiągając na zamknięciu wartość 1.254,98 pkt. Nasdaq zwyżkował o 3,40%, wspinając się na wysokość 2.273,90 pkt. Ostatnio tak silną dwudniową zwyżkę odnotowano na Wall Street tuż po krachu z października 1987 roku. Wszystko to działo się przy ogromnych obrotach, które dzisiaj były jeszcze wyższe niż w czwartek.
Największe wzrosty odnotowały banki. Kurs Washington Mutual wystrzelił w górę o 42,1% po informacji podanej przez gazetę „Wall Street Journal”, że instytucja ta może zostać przejęta przez Citigroup. Akcje Citigroup zyskały na wartości 24%. Po rynku krążą też plotki, że bank inwestycyjny Morgan Stanley może zostać kupiony przez Wachovia Corp. lub China Investment Corp. Walory Morgan Stanley podrożały o 20,7%, zaś kurs Goldman Sachs podskoczył o 18,2%. Cały subindeks dla sektora finansowego wzrósł o 11,1%.
K.K.





























































