W październiku pod wpływem gwałtownie taniejącego paliwa i przecen w hipermarketach ceny towarów konsumpcyjnych spadły o 1,0% m/m – był to największy spadek od roku 1947 roku, kiedy to zaczęto obliczać wskaźnik CPI. W ujęciu rocznym główna miara inflacji w Stanach Zjednoczonych obniżyła się z 4,9% do 3,7%.
Jeszcze bardziej zaskoczyła inflacja bazowa, która odnotowała dynamikę –0,1% m/m i 2,2% r/r. Był to pierwszy miesięczny spadek tego wskaźnika od roku 1982. Analitycy spodziewali się wzrostu o 0,1% m/m.
Niestety kolejne złe wieści nadeszły z budownictwa mieszkaniowego. Tym razem kryzys najmocniej uderzył w deweloperów z Północnego-Wschodu (dotychczas najgorsza sytuacja była w stanach południowych). W całych USA liczba wydanych w październiku pozwoleń na budowę zmniejszyła się aż o 12% m/m (i 40,1% r/r) i w ciągu ostatnich 12 miesięcy wyniosła zaledwie 708 tysięcy. Jest to najniższy wynik od roku 1960.
Jednakże dane te nie zrobiły większego wrażenia na giełdowych inwestorach. Po niecałej godzinie handlu Dow Jones rósł o 0,3%, osiągając wartość 8.444 pkt. Indeks S&P500 zyskiwał 0,1%, notując wynik 860 pkt. Nasdaq zwyżkował o 0,3%, docierając do poziomu 1.488 pkt.
Dość zaskakujące są za to zmiany na pozostałych rynkach finansowych, gdzie po godzinie 15:00 ostro w górę poszedł kurs eurodolara, ciągnąc za sobą wyceny surowców. Drożeje ropa, a także złoto, któremu teoretycznie szkodzić powinny dane o malejącej inflacji.
K.K.































































