Rozpoczęta w połowie czerwca spadkowa korekta na nowojorskich giełdach wczoraj przybrała na sile – główne indeksy spadły po ok. 2%, a S&P500 znalazł się na najniższym poziomie od końca kwietnia. Inwestorów martwi sytuacja w realnej gospodarce, która nie chce się poprawiać tak szybko, jakby sobie tego życzono na Wall Street. Z kolei recesja i rosnące bezrobocie pogłębiają problemy sektora bankowego.
Ale dziś po południu dało się poczuć słaby podmuch optymizmu. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami MFW podwyższył swoje prognozy dla światowej gospodarki. W przyszłym roku wzrost globalnego PKB ma wynieść 2,5% (w kwietniu ekonomiści z Funduszu szacowali go na 1,9%), choć w tym roku światowa gospodarka ma się skurczyć o 1,4% (poprzednio: -1,3%). Dla Stanów Zjednoczonych MFW prognozuje na ten rok kontrakcję rzędu 2,6% oraz wzrost o 0,8% w roku 2010. Kwietniowa prognoza zakładał zerową dynamikę amerykańskiego PKB.
To wystarczyło by po kwadransie handlu indeks S&P500 wzrósł o pół procent, osiągając wartość 885 punktów. Nasdaq zwyżkował o 0,6%, zaś Dow Jones zyskiwał 0,4%.
Jednakże giełdowi inwestorzy w USA są dość ostrożni przed publikacją wyników finansowych spółek za drugi kwartał. Dziś po sesji sezon publikacji raportów kwartalnych rozpoczyna największy w Ameryce producent aluminium – Alcoa Inc. Analitycy spodziewają się straty 0,32$ na akcję wobec –0,60$ w pierwszym kwartale. Ogółem zyski 500 największych korporacji miały spaść o 36% r/r.
K.K.






























































