Wzrosty były niemal zdeterminowane zakończeniem wczorajszej sesji na Wall Street. Kończąc środowy handel Europejczycy nie mogli być pewni, czy amerykańskie giełdy obronią się przed głębokimi spadkami. Te nie dość że zignorowały fatalne wieści płynące z gospodarki, to jeszcze odbiły się od wsparcia i zakończyły dzień nad kreską.
Stąd wzrosty na czwartkowym otwarciu w Europie. Jednakże byki słaby z każdą minutą. Na rynku było dość nerwowo – indeksy kilkukrotnie zbliżały się do poziomów z środowego zamknięcia i za każdym razem się od niego odbijały.
Ostatecznie niemiecki DAX wzrósł ledwie o 0,2%. W Paryżu CAC40 zyskał 0,7%, a londyński FTSE100 dał zarobić 0,9%. Mocniejsze wzrosty odnotowano tylko na południu kontynentu: mediolański MIB zyskał 1,4%, madrycki IBEX35 1,1%, a grecki ASE 1,7%.
Wydawało się, że sesję rozstrzygną dane z godziny 14:30. Liczba noworejestrowanych bezrobotnych w USA spadła z 504 tys. do 473 tys., co było wynikiem lepszym niż oczekiwane przez analityków 490 tys. Niemniej jednak to wciąż rezultat pokazujący słabość amerykańskiego rynku pracy i grożący dalszym spadkiem zatrudnienia.
Niewiele zmieniły dziś wiadomości ze spółek. Wyższym od prognoz zyskiem poszczycił się francuski bank Credit Agricole. Dzięki działowi inwestycyjno-korporacyjnemu wynik netto wzrósł o 89% i sięgnął 379 milionów euro. To 61 milionów więcej od mediany prognoz analityków. Mimo sporych strat w segmencie detalicznym walory Credit Agricole zyskały 2,7%.
K.K.































































