Sytuacja na rynku miedziowych kontraktów generalnie pozostaje bez zmian. Inwestorzy zajmują długie pozycje pod wpływem wzrostu giełdowych indeksów lub deprecjacji dolara, zupełnie przy tym ignorując rosnące sterty metalu w magazynach.
W składach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali zalega już 347.150 ton miedzi. To o 35% więcej niż w połowie lipca i najwięcej od 18. maja. Rosnące zapasy niesprzedanego surowca powinny sygnalizować rynkowi słabość popytu na realny metal.
Przed pochopnymi decyzjami ostrzegają też analitycy z firmy Mitsui Bussan Commodities, według których w tym roku globalna nadwyżka miedzi sięgnie 350 tys. ton i wzrośnie do 400 tys. ton w roku 2010. Szacuje się, że w ciągu roku na całym świecie produkuje się około 18 milionów ton rafinowanej miedzi.
Tymczasem o godzinie 13:50 w Londynie za tonę miedzi trzeba było zapłacić 6.256 dolarów, czyli o 3,2% więcej niż na zamknięciu środowych notowań. Od początku roku czerwony metal zdrożał już o 105,5%.
K.K.




























































